BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Firletka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Firletka. Pokaż wszystkie posty

06 sierpnia 2026

Od Firletkowej Łapy

Parę dni po mianowaniu

Kocurek przekręcił się w posłaniu, by rozciągnąć spięte ciało po chłodnej nocy. Pierwszy raz spał sam, bez ciepłego i miękkiego futerka mamy i sióstr otaczających go od każdej strony. Poczuł się trochę osamotniony, mimo że gdzieś obok widział unoszące się boki śpiących uczniów. Jego posłanie było usytuowane obok wejścia do legowiska, więc wyciągnął głowę, by zobaczyć, co się dzieje w obozie.
Delikatne promienie porannego słońca leniwie przebijały się przez zasłonę z wody u wejścia do jaskini, dając wnętrzu przytłumione oświetlenie. Widział, jak wojownicy się przeciągali i wychodzili ze swoich posłań na półkach skalnych, a wśród nich dojrzał swojego tatę. Od razu rozbłysły mu iskierki w oczach, po czym jego wąsy zadrżały z ekscytacji. W centrum jaskini zbierał się poranny patrol, a zaraz po jego wyjściu więcej kotów się podnosiło z wygodnych legowisk i przeciągało zdrętwiałe łapy. Gdy tak obserwował poranne rutyny kotów, usłyszał nagle ziewnięcie gdzieś obok. Po obejrzeniu się za siebie dojrzał liliową siostrę, która próbowała się wybudzić do końca. Chwilę potem, gdy zaczęła rozumieć, co jest wokół niej, mlasnęła niezadowolona.
— A ty co się patrzysz — burknęła do brata, po czym poprawiła swoje “rogi” z futra i oblizała wystające kły.
— Nic — odparł bez emocji i oparł swoją głowę na łapach, które sobie wyciągnął na brzeg posłania.
Wtedy do legowiska wetknął swój łeb Trójoki Zając, a Mysikrólicza Łapa szturchnęła i pacnęła w ucho Słonkową Łapę, która jeszcze się nie rozbudziła do końca. Wszystkie trzy pary oczu rodzeństwa spoczęły na ojcu.
— Pobudka, pociechy — miauknął z uśmiechem, choć z oczu widać mu było jeszcze lekkie znużenie po śnie. — Firletko… to znaczy, Firletkowa Łapo, ułóż sobie futerko i wyjdziemy sobie na trening. Ja czekam przy stercie zwierzyny — powiedział, na co niebieski arlekin pokiwał głową, a kremus wrócił do centrum obozu.
Mysikrólik przekręciła oczami i otrzepała się z resztek mchu, po czym wyszła z legowiska, odpychając Firletkę, który właśnie miał zrobić to samo i pokazała mu język. Zmarszczył brwi, po czym trochę naburmuszony wydreptał na bardziej otwartą przestrzeń i skosztował rześkiego powietrza. Chłód jaskini po zimnej nocy trochę go przyszczypnął w nos, więc zaczął się myć, by odrobinę się ogrzać. Pozbył się mchu z sierści i przeciągnął się, ale tym razem porządnie. Rozdziawił pysk w ziewnięciu i strzepnął uszami, po czym był gotowy na trening.
W dwóch susach dotarł do taty, po czym zetknął się z nim nosem.
— To co, chcesz może zacząć od ćwiczenia polowania? — zapytał, a kocurek pokiwał głową.
— Ale… chyba nie na ptaki, prawda? — dopytał, wyraźnie zmartwiony.
— Oczywiście, że nie na ptaki — zapewnił. — Może po drodze zobaczymy jakieś? — zastanowił się na głos, a Firletkowej Łapie powrócił entuzjazm. — No to chodźmy.
Wyruszyli z obozu. Te klify były dosyć przerażające, dlatego więc młody uczeń raczej pozostawał przyklejony do Trójokiego Zająca. Ani mu się śniło go wyprzedzać, bo może się potknie, i co wtedy? Dreszcz aż przeszedł po plecach arlekina. Gdy w końcu odeszli od klifów na tyle, by na pewno w przypadku przewrócenia się nic nie stało, młodzik trochę przyspieszył i zaczął się ścigać z wiatrem, który okazał się dość porywisty. Gdy się rozgrzał, wrócił truchtem do mentora i od tej chwili szli bokiem w bok z uśmiechami wymalowanymi na pyskach.
— Gdzie idziemy?
— Na pole Złotych Kłosów. Teraz pewnie się tam roi od myszy lub innych piszczek — wytłumaczył Zając. — Miniemy też Kacze Bajorko, może już kaczki się obudziły i sobie na nie popatrzysz — dodał, a kocurek podskoczył zadowolony.
Szli tak powoli, a wiatr im wiał w pyski. Wreszcie dotarli do Kaczego Bajorka, ale niestety bez kaczek. Firletkowa Łapa podszedł do brzegu i trochę spochmurniał.
— Może za wietrznie dla nich — zagadał wojownik. — Następnym razem je zobaczysz, obiecuję — Zając starał się mu dodać otuchy, po czym polizał go po uchu.
— No dobrze… — mruknął młodzik i odszedł od wody, a zaraz za nim podążył Trójoki Zając, który chwilę później doprowadził ich do Złotych Kłosów, aczkolwiek bez kłosów.
Trochę to dziwiło Firletkę, bo czemu to się tak nazywa, a tak nie wygląda? Nie mówiąc nic, zszedł na pole za ojcem, który właśnie próbował coś wywęszyć. Niestety, ale silny wiatr odrobinę mu w tym przeszkadzał.
— No dobra, może nie jest to teraz zbyt łatwe, ale spróbuj coś wywęszyć — rzekł. — Pamiętasz może, jak pachnie mysz lub ryjówka? Właśnie podobnego zapachu szukaj.
Uczeń zniżył nos do ziemi, po czym, niemal czołgając się, pokręcił się po polu. W tym czasie kremowy wojownik trzymał się blisko, by mógł instruować syna.
Wreszcie Firletka złapał jakiś trop. Podniósł głowę, a to zaraz zaalarmowało Trójokiego Zająca.
— No dobrze, masz coś?
— Tak, chyba… tak… tak mi się wydaje — wydukał arlekinek.
— W takim razie postaraj się podążać za zapachem, lecz trzymaj ciało blisko ziemi, by cię zdobycz nie zobaczyła — tłumaczył wojownik, bacznie obserwując młodzika, który starał się trzymać instrukcji. Jednak w pewnym momencie stracił swój trop, lecz zanim się poddał, zobaczył, jak coś małego i brązowego grzebie coś w ziemi. Ciężko było dobrze dojrzeć sylwetkę zwierzątka, lecz prawdopodobnie była to zwykła mysz. Firletkowa Łapa przykucnął tak nisko, że niemal brodził w glebie. Gdy się zatrzymał, by odpowiednio wymierzyć odległość do zwierzyny, nagle mu zniknęła z oczu. Skonfundowany przełknął ślinę i stał chwilę tak w bezruchu, a gdy trochę ścierpł i przestawił łapę, nagle zjawiła się mysz ponownie, lecz tym razem uciekła w siną dal. Uczeń nie widział sensu w gonitwie i wrócił do ojca, nie dość, że smutny, to jeszcze brudny od ziemi.
Trójoki Zając przechylił łeb zmartwiony.
— I co?
— Była mysz, ale coś się stało, że nagle uciekła — wyjaśnił znużony. — Wszystko idzie nie tak! Najpierw jest duży wiatr, potem kaczek nie ma, a teraz mysz mi uciekła! — marudził, strzepując ze swojego przedtem bialutkiego futra ziemię. Wojownikowi spojrzenie zmiękło i polizał syna między uszami.
— Będzie dobrze. Będzie tylko lepiej, obiecuję. Tak? — starał się go pocieszyć, a Firletka spuścił wzrok, po czym smętnie pokiwał głową.
— Ja chcę do domu — miauknął, po czym wtulił się w sierść kremusa.

* * *

Dwójka kocurów wróciła do obozu z pustymi łapami. Trójoki Zając jeszcze kazał Firletce pójść roznieść zwierzynę do starszyzny i do żłobka, by mieć coś z obowiązków zrobionego z dziś. Wybrał ze sterty same ssaki, trochę wręcz opłakując martwe ptaki, które były porzucone tak sobie do pożarcia przez okrutne koty. Poroznosił tam, gdzie powinien i gdy już szedł, by wziąć coś dla siebie, nagle zjawiła się Mysikrólik, która wyglądała nie najlepiej. Była wyjątkowo stonowana i zmęczona. Zgarnęła ostatnią mysz ze sterty sprzed jego nosa, na co on się lekko najeżył.
— Ej, co ty robisz! — burknął do niej, a ona się obróciła do niego z chytrym uśmiechem, po czym poszła sobie do swojego kąta. — Aha — fuknął i obrócił się na pięcie. Mógł z bólem serca dać Mniszkowemu Nektarowi ptaka, a on sam sobie by wziął ryjówkę, którą mu dał. Teraz było za późno, bo on nigdy nie zjadłby ptaka. Zmęczony i głodny wrócił do legowiska uczniów ze łzami w oczach, po czym skulił się w kłębek na swoim posłaniu.
“Ten dzień był okropny” — pomyślał sobie ze wściekłością. “Oby jutro było lepiej”.

[1141 słów]

31 lipca 2026

Od Firletki (Firletkowej Łapy) CD. Trójokiego Zająca

Wszystkie kocięta zwykle były podekscytowane mianowaniem na ucznia, na przykład Mysikrólik skakała wokół każdego i upewniała się, że na pewno wszyscy przyjęli do świadomości, iż niedługo opuści żłobek. Ćma również była bardzo zadowolona, tak samo zresztą, jak Słonka, ale ona to raczej ukazywała na swój własny sposób. Firletka jednak jako jedyny pozostawał u boku Kukułczego Wdzięku, raczej odpychając każdego, kto mu przypominał o mianowaniu. Pozwalał matuli na mycie go po raz ostatni, zanim wyfrunie ze swojego gniazdka i dołączy do legowiska uczniów. Spoglądał tęskno za swoją półeczką na piórka, którą niegdyś zaprojektował i wciąż była wykorzystywana. Miał nadzieję, że nikt jej nie zniszczy. Zwłaszcza że od dłuższego czasu w żłobku był inny miot kociąt.
Kiedy Trójoki Zając stanął w wejściu do kociarni, niebieski kociak od razu się rozpogodził. Już nie wydawał się taki naburmuszony, a w oczkach można było dostrzec iskierki radości. Otarł się jeszcze łebkiem o Kukułkę, mrucząc i podreptał do taty. Przytulił się z lekka, po czym spojrzał swoimi wielkimi ślepiami na pysk ojca.
— Mój mały synek jest już taki duży — wymruczał kremowy, spoglądając ze wzruszeniem i dumą na kocurka. Firletce zadrżały wąsy.
— W końcu zobaczę ptaki! — zachichotał, przysłaniając pyszczek łapą. — Może nawet zobaczę jakąś mewę! O, może i nawet fulmara! — Zaczął podrygiwać z ekscytacji, a Zając zaśmiał się cicho.
— Jestem pewny, że ci się spodoba, ale proszę, bądź ostrożny. Zwłaszcza przy klifach. — Spoważniał trochę, a Firletka od razu również. — Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś tobie, lub twojemu rodzeństwu, się stało.
Arlekinek zastanowił się moment zmartwiony. Nie chciałby, by komuś było przykro z jego powodu, zwłaszcza nie jego tacie.
— Obiecuję, będę cały i zdrowy! Postaram się być jak najlepszym uczniem, byś był ze mnie dumny! — Starał się podnieść tatę na duchu.
— Trzymam cię za słowo — odparł z uśmiechem.

* * *

Gdy słońce maksymalnie sięgało swoimi promieniami do jaskini, czwórka kociąt siedziała już wymyta i ustawiona w rządku zaraz przed żłobkiem u boku rodziców. Firletkę aż zaczęły łapy swędzieć z niecierpliwości. Chciał mieć już to z głowy. Co gorsza, będzie musiał go uczyć ktoś, z kim nigdy nie rozmawiał i go nie znał! Aż zaczynało go mdlić, jak myślał o tym. Oby był to ktoś z rodziny, najlepiej któraś ciocia! Podobno któryś kociak samego Lśniącej Gwiazdy został jego uczniem. Kto wie, może i mu się poszczęści i dostanie swojego tatę na mentora? Albo mamę? Oby.
Wreszcie koty mogły zobaczyć, jak lider wskakuje na mównicę i na niej zasiada. Kocurek i jego siostry od razu nastawiły uszu, a koty, które widziały przywódcę, przerwały swoje zajęcia i zaczynały się zatrzymywać pod półką skalną. Lśniąca Gwiazda zwołał zebranie, a w tym momencie z legowisk wystąpili pozostali klanowicze.
— Dzisiejszego dnia zebraliśmy się, by mianować aż czwórkę kociąt, które dołączą do legowiska uczniów i zaczną swoją naukę. — Ogłosił, a niebieski arlekinek aż dostał gęsiej skórki. — Ćmo, wystąp.
Rudy kocur odmówił formułkę, ogłaszając, że kremowa kotka zostanie uczennicą medyka. W tłumie zaczął się niewielki szmer jakby trochę ze zdziwienia. Podobno jeszcze poprzednia uczennica medyka jeszcze nie skończyła treningu… jedyne, co czuł Firletka, to ekscytację z faktu, że będzie miał siostrę medyczkę. Poprawił swoją pozycję, gdy tylko przywódca ogłosił kotkę Ćmią Łapą i ta się cofnęła razem z medyczką z powrotem do tłumu. Teraz jego kolej.
— Firletko, wystąp — rzekł Lśniąca Gwiazda.
Odrobinę zmieszany kocurek wystąpił przed szereg, chwilkę wcześniej oglądając się na tatę, który uśmiechał się do niego z dumą w oczach.
— Firletko, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Firletkowa Łapa. Twoim mentorem będzie Trójoki Zając. — Kocurkowi od razu rozszerzyły się źrenice i zadrżały wąsy, słysząc imię swojego taty jako mentora. — Mam nadzieję, że przekaże ci on całą swoją wiedzę — dopowiedział, po czym zwrócił się do kremowego wojownika.
— Trójoki Zającu, jesteś gotowy do szkolenia następnego ucznia. Wyszkoliłeś Oszroniony Kieł i jesteś gotów do otrzymania drugiego pod swoje skrzydła. Otrzymałeś od swojego mentora, Mysiego Postrachu doskonałe szkolenie i pokazałeś swój zapał i oddanie. Będziesz mentorem Firletkowej Łapy i mam nadzieję, że przekażesz mu całą swoją wiedzę — skończył, a zaraz obok kocurka stanął jego ojciec i dotknął go nosem w czoło. Świeżo upieczony uczeń uśmiechnął się do niego szeroko, aż mu oczy zaświeciły, po czym odsunęli się w tył do szeregu.
Następna mianowana była kolejno Mysikrólik i Słonka, a ich imiona brzmiały niewiele inaczej od reszty rodzeństwa: Mysikrólicza Łapa i Słonkowa Łapa. Gdy ta ostatnia wróciła razem ze swoim mentorem do tłumu, koty zaczęły wykrzykiwać ich uczniowskie imiona:
— Ćmia Łapa! Firletkowa Łapa! Mysikrólicza Łapa! Słonkowa Łapa!
Kocurkowi serce aż rosło, słysząc, z jaką ekscytacją koty wykrzykiwały ich imiona.
Gdy wszystko ucichło, poczuł, jak ktoś go uderzył w bark. Obrócił się i zobaczył szylkretową siostrę, która szczerzyła do niego swoje kły, trochę figlarnie, trochę na przekór bratu.
— I co, szczęściarzu? Tatę masz za mentora, pewnie uważasz się za lepszego — zaśmiała się, a Firletkowa Łapa odsunął się lekko.
— Wcale się nie uważam. — Burknął krótko, oglądając się za Ćmią Łapą, która zmierzała do legowiska medyka u boku Jagnięcego Ukłonu. — A Ćma jest uczennicą medyka. Może do niej idź się przyczepić — dodał.
— Już, spokojnie — przerwała im Kukułczy Wdzięk, stawiając łapę między nimi, w razie, gdyby miało dojść do rękoczynów. — Nikt z was nie jest lepszy. Każdy ma swój własny poziom i się nie porównujcie.
Mysikrólik się odwróciła trochę zażenowana, tak samo, jak Firletka. W końcu fuknęła:
— To ja sobie pójdę zrobić posłanie, nie chcę spać na zimnym kamieniu!
— To idź, ale do Bukowej Korony, bo samej nikt cię poza obóz nie puści — zawołała za nią matka, a gdy kotka nie odpowiedziała, poszła za nią.
— To co, wybieramy się po mech? — zagadał do Firletkowej Łapy Trójoki Zając z uśmiechem. — No, chyba że chcesz spać na gołej skale — dodał, a uczeń od razu pokiwał głową.
— Może przy okazji mi pokażesz ptaki? — spytał podekscytowany.

<Tato?>

[951 słów]

[19%]

29 czerwca 2026

Od Firletki

Gdy Firletka tak pilnował swojej konstrukcji przed przyjściem rodziców, zasnął. Po prostu stracił czujność i poszedł spać. Nie drzemał długo, bo w końcu, gdy usłyszał znajomy głos, natychmiast się obudził i wręcz podskoczył z ekscytacji. W tym samym momencie Słonka i Ćma się obudziły, a Mysikrólik skończyła zabawę kulką z mchu. Kocurek podreptał do mamy i się otarł o jej łapy, po czym zrobił to samo przy tacie.
— I jak, spaliście, gdy nas nie było? — zapytał Trójoki Zając, obejmując łapą syna.
— One spały, a ja… — przerwał krótko. — …Zobaczycie — uśmiechnął się chytrze, po czym z ogonem wyprostowanym ku górze, poprowadził do dziecięcej konstrukcji ptaka z patyków i piór. Najpierw jeszcze zasłonił go swoim ciałem, dopóki siostry i rodzice nie podeszli. Zajrzeli z ciekawością, po czym Firletka, drżąc z ekscytacji, odsłonił swoją twórczość.
— To taki ptak! Na nim możemy układać wszystkie pióra, które przynosi tata! — wytłumaczył z entuzjazmem, a Ćma podeszła bliżej.
— To tutaj było moje piórko zniczka! — zaśmiała się, a Mysikrólik uśmiechnęła się chytrze.
Kocurek czekał na aprobatę ze strony rodziców. W końcu Trójoki Zając powiedział:
— Firletko, to jest cudowne. Jesteś taki zdolny — ułożył się obok syna i przytulił go pyskiem. Niebieski poczuł, jak rozpala się ze szczęścia.
— Zgadzam się. Taki mały, a już takie rzeczy wymyśla. Jesteśmy dumni — dopowiedziała Kukułka z czułością w głosie.
— A możemy się bawić tymi piórkami? — zapytała się Ćma, podchodząc do brata.
— Yy… no chyba tak. Zrobiłem to po to, żeby były w jednym miejscu — wyjaśnił, a kremowa rozbłysła, po czym wzięła dumnie piórko zniczka.

28 czerwca 2026

Od Firletki

Zbliżał się wieczór, więc Kukułczy Wdzięk wyszła razem z Trójokim Zającem na spacer, by odpocząć od swoich chaotycznych pociech, a w wejściu czuwała Gołębi Puch. Siostry, oprócz Mysikrólika oczywiście, akurat drzemały, więc mógł się zająć dokończeniem swojej małej struktury, której zadaniem było przypominanie ptaka. Od kiedy zobaczył ciała ptaków z bliska, już przynajmniej wiedział, jak wyglądają. Gdy ogon mamy znikł z pola widzenia, zabrał się do pracy. Podbiegł do kąta kociarni i wyciągnął wszystkie gałązki, jakie upchał za kamieniami. Liliowa szylkretka przyglądała się poczynaniom kocurka z dala z dużym zainteresowaniem.
Zaczął układać tułów, potem skrzydła, na końcu głowę z dziobem. Gdy zauważył, że jeszcze parę surowców zostało, powiększył trochę szkielet, aż nie skończyły mu się patyki. Teraz zostało mu znalezienie wszystkich piór porozrzucanych po żłobku. Najpierw podszedł do posłania jego rodziny. Powtykał łapy pod mech z każdej strony i znalazł parę małych piórek. Pozbierał też te powtykane w legowisko, których było pełno. Wziął je i poukładał na szkielecie z patyków. Pióra mewy, kukułki czy innych dużych ptaków wykorzystał na skrzydłach, a te mniejszych, jak zniczka, mysikrólika czy słonki, na ciele i ogonie. Odsunął się trochę i obejrzał swoje dzieło z dumą. Uśmiechnął się pod nosem, po czym zdecydował, że trzeba teraz to jakoś ukryć, by pokazać to jako niespodziankę, jak rodzice wrócą.

Od Firletki do Lilakowej Łapy

Kukułka od jakiegoś czasu odcinała Firletkę od mleka i kazała mu jeść zwykłe jedzenie, z czego on był niesubtelnie niezadowolony. Mimo że myszy nie były aż takie niedobre czy obrzydliwe, wciąż wolał mleko.
Był już wieczór, a w jaskini było dość chłodno. Leżał wtulony w sierści na szyi mamy, ignorując bawiące się siostry. Przynajmniej Słonka się w niego nie zaczepiała. W końcu Mysikrólik podczas przepychanki z Ćmą wpadła na karmicielkę, przez co ta podniosła głowę, a Firletka się przeturlał, bo stracił podparcie. Pisnął i automatycznie wstał, przy okazji uderzając swoim łebkiem w spód szyi Kukułczego Wdzięku. Zakręciło mu się w głowie od tego niewielkiego zamieszania i wyczłapał na bardziej otwartą przestrzeń. Złapał oddech i się przeciągnął.
Wtedy zobaczył, jak do kociarni przyszła liliowa kotka o niezwykle długim futrze. Zastrzygł uszami i przyjrzał się jej, gdy niosła w ich stronę upolowane ptaki. Kocurek natychmiast się napiął, jakby była wrogiem. Gdy się upewnił, że idzie w ich stronę, powstrzymał ją, zanim Kukułka mogła zauważyć, co niesie uczennica.
— Hej! Czy ty serio myślisz, że możesz tak sobie dać mojej mamie ptaka do zjedzenia? — fuknął. Kotka położyła zdobycz na ziemi.
— O co... o co ci chodzi? — mruknęła skonfundowana.
— O to, że ptaki są święte! Nie można ich zabijać… biedne ptaki — objął łapą główkę jednego ze zwłok.
— Oh, okej…? — kotka się rozejrzała na boki. — To, co ja mam zrobić z tymi ptakami? — dopytała niepewnie, cofając się o krok.
— Nie wiem, weź je z dala od nas! I już ich nie przynoś najlepiej — parsknął, próbując udawać takiego pewnego siebie i odważnego. Ale wychodziło po prostu tak, że był kocięco wredny.
— No dobra… ty jesteś Firletka, tak?
— Skąd wiesz?
— Już z Ćmą się poznałam.
— A ty jesteś kto?
— Jestem Lilakowa Łapa.

<No dobra, Lilakowa Łapo.>

Od Firletki

Poranek jak każdy inny. Zamiast przyjemnego, powietrza Pory Zielonych Liści teraz z zewnątrz przypływała deszczowa woń i szum, który był amplifikowany przez wszechobecny grzmot wodospadu u wyjścia z obozu. To oczywiste, że pierwszym celem po pobudce zaledwie dwu księżycowego kocięcia jest doczłapanie się do matczynego brzucha i wypicie mleka. Niestety, gdy Firletka, który obudził się jako pierwszy z rodzeństwa, zamierzał to zrobić, Kukułczy Wdzięk odgrodziła syna od brzucha łapą. Skonfundowany podniósł wzrok na rodzicielkę.
— Firletko, jako jedyny jeszcze nie spróbowałeś zwierzyny. Tylko chcesz mleko — zniżyła do niego swoją głowę. — Nie dostaniesz mleka, jeśli nie zjesz jak dorosły kot.
Niebieski skrzywił pyszczek w niesmaku, gdy na myśl przyszła mu wizja jedzenia zwierzątka, które jeszcze niedawno było żywe. Sama myśl go przerażała, co dopiero zrobienie tego! Brr, okropne.
— Ale… — zaczął, lecz mama mu przerwała:
— Nie ma, ale, Firletko. Całe życie nie będziesz żył mlekiem — pokręciła głową. Kocurek westchnął i usiadł obok śpiących sióstr. Kukułka przewróciła oczami i szturchnęła syna nosem. — No już, nie obrażaj się. Zaraz na pewno ktoś przyniesie jakąś mysz i ją spróbujesz.
Parę chwil później, gdy siostry się obudziły i już zaczynały zabawę, jeden z uczniów przyniósł dwie myszy, a zaraz potem przyniósł dla innej karmicielki ptaka. Firletka zauważył skrzywione, zniesmaczone spojrzenie, gdy zobaczyła martwe upierzone zwierzątko w pysku kota. Gdy tamten wyszedł, ona przybliżyła się do kociąt.
— Pamiętajcie dzieci, że ptaki są święte. Nie wolno wam ich jeść. To straszne, że one muszą ginąć i cierpieć, bo tak chcą koty — wytłumaczyła, po czym westchnęła i zajęła się swoją myszą. Cały czas miała oko na to, by Firletka zjadł choć trochę myszy.
Ten zamknął oczy, zmarszczył nos i wgryzł się w gryzonia. Spodziewał się okropnego smaku… ale tak naprawdę, było lepsze, niż to sobie wyobraził. Wciąż jednak wolał mleko. Zjadł parę kęsów, a resztę zostawił siostrom. Odwrócił się do Kukułki.
— Czy teraz mogę mleko? — spytał, a kotka się uśmiechnęła.
— No dobra, niech ci będzie — westchnęła.

27 czerwca 2026

Od Firletki

Mysikrólik ganiała za piórkiem zniczka, które zgubiła ich siostra, Ćma, a czego nawet nie udało jej się przyuważyć. Miała w zamiarze schować je tak, żeby nie mogła go znaleźć, a potem kazać jej go poszukać, żeby miała jakieś zajęcie... ale... przez całe to zamieszanie i fakt, iż pierze było tak malusie, że łatwo mogło umknąć nawet czujnym ślepiom kociaka, szczególnie na tle ciemnej, zimnej posadzki, wyłożonej suchymi paprociami, a także tuż na niej gęsto uplecionymi posłaniami, Mysikrólik wpadła na Firletkę, który przenosił właśnie jakieś gałązki w celu ułożenia ich do swojej, swego rodzaju, "budowli". Gdy na skupionego na swoim zadaniu kociaka wpadła jego siostra, ten niemal dramatyzując, przeturlał się przez całą długość swojego ciała, aż wylądował na brzuchu. Szylkretka, zauważywszy wynalazek, zerknęła na brata podejrzliwie.
— Co knujesz, Firletko? — zapytała, marszcząc jedną z brwi. Zachowywała się tak, jakby wcale nie przewróciła go uderzenie serca temu.
Mlasnął niezadowolony i z oburzeniem spojrzał na Mysikrólika.
— Nawet przeprosić nie umiesz? — parsknął. — A co tata mówi! Jak wpadniesz na kogoś, to coś się mówi! — wypomniał jej, próbując jakoś stworzyć iluzję większego. Tak naprawdę, wystarczyło, by ona go pacnęła łapą w nos, a on już znowu by leżał.
— To ty mi wpadłeś pod łapy! — oburzyła się, marszcząc brwi. Machnęła łbem w kierunku przedmiotów raz jeszcze. — I nie odpowiedziałeś mi na moje pytanie, a zadajesz kolejne! To niegrzeczne — wypomniała mu, mimo że całe to zamieszanie było spowodowane właśnie przez nią. Już otworzył pyszczek, aby odeprzeć jakoś argument siostry, ale zaciął się. Zmarszczył brwi i fuknął.
— Za to, że nie patrzysz pod łapy, nie odpowiem na twoje pytanie — stwierdził i naburmuszony odwrócił się do niej tyłem. Wziął w zęby patyki i potargał je ze sobą dalej, próbując obejść siostrę łukiem.
Mysikrólik ruszyła za bratem, nie próbując tego nawet ukryć. Skoro nie zamierzał jej powiedzieć, to dowie się poprzez obserwację. Tym razem o dziwo uważała, żeby przypadkiem nie nadepnąć mu na ogon, chociaż momentami była bardzo blisko ku temu. Gdy znalazł się w kącie żłobka, odstawił patyki, a gdy się odwrócił, stanął nos w nos z siostrą. Aż go to przestraszyło na tyle, by lekko podskoczyć.
— To miało być tajne! — wymamrotał przez zęby prosto w pysk Mysikrólika. Otworzyła oczka szerzej, usłyszawszy słowa brata. Teraz to na pewno musiała się dowiedzieć, co ukrywał!
Odwróciła lekko wzrok, spoglądając na niego teraz lekko z ukosa, a jej mordka uniosła się w lekkim uśmieszku.
— Szykujesz prezent dla rodziców? — zaczęła dociekać, zastanawiając się, jak mógłby wyglądać taki prezent z patyków... może jakaś podstawka pod wszystkie te pióra, które wiecznie były rozrzucone po całej kociarni?
Zmarszczył nosek. Skąd wiedziała?
— Zobaczysz, jak nie będzie już tajne. Ale gdy jest tajne, to nie może być nie-tajne. O tajnych rzeczach to tylko jeden kot wie! — tak naprawdę jego celem było spróbowanie ułożenia sylwetki ptaka z patyków, a na nią poukładać wszystkie piórka, by się nie pogubiły. Tata ostatnio mu pomógł w ułożeniu ptaka z samych piór, więc teraz on mógł się wykazać swoją własną wizją.
Mysikrólik uśmiechnęła się chytrze.
— Hej, Ćmo, zobacz to! — zawołała do siostry, chcąc zwrócić i jej uwagę na to wszystko. Firletka zamarł. Zaraz kolejny kot będzie wiedział o jego tajemnicy! Stał w bezruchu, obawiając się, że zaraz to, co tajne już nie będzie takie tajne. Ciemka, owszem, podeszła, jednak już uderzenie serca później dwie siostry zaczęły się ze sobą siłować, żartobliwie ciągnąc się za uszy, dając w ten sposób Firletce, chociaż chwilę wytchnienia. Gdy ten zrozumiał, że Mysikrólik znowu tylko sobie robiła z niego żarty, kamień mu spadł z serca.
Podczas gdy siostry się siłowały, ten posłał wściekłe, wręcz mordercze spojrzenia szylkretce.

Od Firletki CD. Ćmy

Gdy słuchał opowiastki mamy, siedział w bezruchu i ledwo można było zobaczyć, że oddycha. Uwielbiał słuchać historyjek rodziców. Zawsze go to niemal… hipnotyzowało. Po prostu świat przestawał istnieć i skupiał się jedynie na tym fikcyjnym. Gdy skończyła, zamrugał parę razy i spojrzał się w ziemię. Nawet nie dosłyszał, że odezwała się do niego Ćma. Słonka przewróciła oczami i pacnęła Firletkę w ramię, by się ocknął z tego mini-transu. Łyknął powietrze nagle i aż się zakrztusił, po czym zakasłał pospiesznie.
— Co!? — zapytał, rozglądając się na boki. — O co chodzi? — uspokoił się.
— Ćma coś do ciebie mówiła, jak coś — odparła niebieska szylkretka i się uśmiechnęła. Kocurek od razu się odwrócił do kremowej.
— Co mówiłaś? Wybacz… nie słuchałem — otworzył szerzej oczy.
— Yyy… pytałam, czy podobała ci się historia mamy — odpowiedziała koteczka, a jej brat od razu się rozpromienił.
— Fajna była! Ciekawe, jak silne muszą być te ptaki!
— Na pewno nawet najmniejsze ptaki poradziłyby sobie z podniesieniem ciebie — rzekła Mysikrólik do brata, wtrącając swój nos między Firletkę i Ćmę, po czym klapnęła sobie między nimi.
— Bo jeszcze jestem kociakiem! — miauknął oburzony. — Ciebie taki mysikrólik potrafi jeszcze podnieść!
— Czemu się tak wyzywacie? — wtrąciła Ćma. — Nieładnie się kłócić, pamiętacie? — mówiąc to, spojrzała na mamę, która jej kiwnęła głową z aprobatą. Cały czas przysłuchiwała się rozmowom kociąt. Brat i siostra spuścili wzrok, ale Mysikrólik od razu podniosła się na łapy z nowym entuzjazmem.
— Ja sobie pójdę zrobić… coś — powiedziała figlarnie i pospiesznie pobiegła złapać kulkę mchu, która gdzieś sobie leżała. Firletka odprowadził ją wzrokiem.
— Pff, tylko umie się wymądrzać przede mną — wymamrotał kocurek. Ćma odchrząknęła niezręcznie.
— To… co chciałbyś porobić? — zapytała.

<Najchętniej bym poopowiadał jakieś historyjki, Ćmo.>

21 czerwca 2026

Od Firletki do Trójokiego Zająca

Ciepłe i miękkie futro Kukułczego Wdzięku było idealnym miejscem na sen. Dawało ono kocurkowi poczucie bezpieczeństwa i pomagało mu schować się przed Mysikrólikiem, która wręcz pokochała zaczepianie swojego małego braciszka. W końcu jego drobna postura uniemożliwiała mu odgonienie od siebie figlarnej siostry oraz łatwo było nim przez to pomiatać.
Kocięta były już na tyle wyrośnięte, że umiały człapać bez problemu i nawet się ganiać, z czego jak najbardziej korzystała liliowa szylkretka.
Firletka obudził się gwałtownie, gdy poczuł nagłe ukłucie wzdłuż kręgosłupa. Pisnął, a gdy się obejrzał, zobaczył Mysikrólik przylepioną do jego ogona. Wgryzła się w niego z siłą na tyle dużą, by ten się wydarł. Kukułka się przebudziła i spojrzała na swoje niesforne dzieci karcącym wzrokiem.
— Firletko! Cały obóz cię słyszy! — zwróciła mu uwagę. Niebieski się cały spiął, a siostra odsunęła. — Mysikróliku, a ty go nie zaczepiaj! Tylko go drażnisz — wycedziła przez zęby. Dwójka kociąt spojrzało się błagalnie na rodzicielkę.
— Przepraszam… — wymamrotała szylkretka, a kocurek tylko przytaknął.
— Kogo ja tu słyszałem? — zapytał się Trójoki Zając, który właśnie stanął w wejściu do żłobka. Jego synkowi nagle mina się rozjaśniła, a ten nieporadnie do niego podbiegł i oparł tułów o jego łapę, próbując się przytulić. Kocur zaś objął go drugą łapą, a po chwili pyskiem pokierował z powrotem do mamy.
— Gdzie byłeś, tatuś? — spytał.
— Musiałem wykonać obowiązki — odparł wojownik. — I mam prezent dla was — dodał z uśmiechem. Kocięta od razu zastrzygły uszami i wyjrzały z futra rodzicielki, a Ćma oderwała pyszczek od mchu.
Kremus podszedł bliżej i wyciągnął ze swojego futra na plecach parę niewielkich piór. Należały one głównie do mysikrólika, wróbla, zięby czy też i sikory.
— Wasze pierwsze piórka! Specjalnie wybrałem mniejsze. Może nie będą się trzymać w waszym futerku, ale możecie się nimi bawić — wyjaśnił kocur, a maluchy z zaciekawieniem przyjrzały się znaleziskom taty. Firletka przyjrzał się i nie było tu na pewno piór fulmara - ptaka o niebiesko białym ubarwieniu. Gdy opowiadano mu o nim, wykreował sobie wizję potężnego i pokaźnego skrzydlatego zwierza.
Podczas gdy jego siostry już wybrały piórka, dla niego zostały dwa: jedno zięby, drugie wróbla. Może nie były takie ładne, ale to tata je przyniósł, więc nie mógł narzekać. Zaczął on sobie układać jakieś kształty z tych piórek wśród mchu, podczas gdy Ćma i Mysikrólik się przepychały o jedyne piórko mysikrólika. Po paru uderzeniach serca wygrała Ćma, a Mysikrólik oburzona podeszła do brata.
— Co ty tworzysz? — mruknęła, wciąż trochę obrażona na siostrę.
— Nie wiem — odparł, a kotka wzruszyła ramionami.
— Nie chce mi się ci zabierać tych nudnych piór. Muszę odebrać Ćmie tamto piórko! — fuknęła i podreptała do siostry na rewanż.
Kocurek w pełnym skupieniu starał się ułożyć sylwetkę ptaka. Jednak nie udawało mu się oddać tej wizji. Wiedział jedynie o nich, że miały pióra, a z nich skrzydła, a one służyły do latania. Zirytowany brakiem sukcesu w ułożeniu ptaka, zmiótł pióra łapą i się naburmuszył. Trójoki Zając ułożył się w pozycji chleba obok niego.
— Coś ci nie idzie, Firletko? — zapytał, a ten podniósł na niego wzrok.
— Chciałem ułożyć fulmara, ale nie działa! — wymamrotał, po czym spojrzał tacie prosto w oczy.

<Tato, opowiesz mi coś więcej o fulmarze?>

19 czerwca 2026

Od Firletki

W obozie wisiało wilgotne powietrze, częściowo z powodu ledwie zakończonej burzy, po której wciąż zostało parę cichnących w oddali grzmotów, a częściowo przez obecność wodospadu u wyjścia z jaskini. W żłobku wypoczywała zmęczona po tak niedawnym porodzie Kukułczy Wdzięk, a u jej brzucha widać było zlepek małych ciał kociąt. Rudo-nieruda kupa sierści delikatnie się poruszała, a to jeden malec popchnie drugiego, a inny odda, a jeszcze następny się zatrzęsie. Jedynym całkowicie nierudym oseskiem był najdrobniejszy z miotu Firletka. To on przy każdym ruchu, dotyku czy nowym zapachu cały drżał, jakby miał zaraz się rozpaść. Jedna z sióstr, Mysikrólik, naprawdę się jakby uwzięła nad swoim jedynym braciszkiem; może to był przypadek albo pech, ale ona zawsze właśnie go popchnęła, odepchnęła, kopnęła czy się na niego wspięła. Niejeden kot na pewno by dojrzał, że, ach… jak te kocięta szybko kształtują swoje charakterki!
Firletka zapiszczał ostro, gdy znów poczuł, jak pazurki jednej z sióstr znowu się uczepiły jego delikatnej sierści. Zmarszczył nos i wyciągnął łapy daleko przed siebie, by znaleźć źródło uczucia bycia kłutym. Tak się trochę na ślepo poszarpał z powietrzem, aż wreszcie znalazł ciałko siostry… tylko nie tej, co go ukłuła. Wczepił się w jej grzbiet, aż ta go nie przepchnęła swoim tyłem. Ową siostrą była Słonka, a w porównaniu z niebieskim bratem, była ona olbrzymia. Od razu wytrąciło go to z równowagi i upadł na bok z piskiem. Zaczął się trząść i wić się niczym mały, pulchny wąż, póki nie poczuł wielkiej, ciepłej łapy. Od razu pomogło mu to wrócić do leżenia na brzuszku. Zdziwiony zadarł nos w górę i zaczął węszyć. Poczuł czyiś zapach; nie był to ten mleczny zapach matuli, ale jakoś tak podświadomie coś mu podpowiedziało, że to ktoś bliski. Może przez przyjemne ciepło, które od niego biło, albo delikatna nuta zapachu rodzicielki, którą wyczuł od niego.
Zakwiczał dwa razy, a zaraz potem był otulony tym ciepłem z każdej strony. Czy to był może tata?
Otóż to był on. Podczas gdy siostry go odepchnęły od maminego brzucha, ojczul pozwolił malcowi odetchnąć. Powoli i niepewnie przeczołgał się wzdłuż ciała kocura, aż nie znalazł się między jego przednimi łapami. Wtulił swój nosek w ciepłą sierść taty i czując jego bicie serca, zaczął mruczeć na parę sekund, zanim nie zasnął.