— Ja... nie jestem pewna, czy ojciec mnie kocha. Nie za często z nim rozmawiam, a jeśli już to krótko... jednak mimo tego ja go kocham i... i szanuję... i może moim przyszłym imieniem uda mi się pokazać, że go kocham? Może wtedy ojciec zrozumie..?
Makowa Łapa potrząsnęła głową. Na razie musi skupić się na treningu...
Jednak w głowie wciąż tkwiła jej jedna myśl, już od wielu wschodów słońca: Czy Świerszczowy Skok ją kocha? Czy jest dla niego ważna?
Z westchnieniem zaczęła iść dalej. Poczuła muśnięcie nosa Kołysankowej Łapy przy jej uchu. Przynajmniej on ją lubi. Zamruczała cicho.
— Dosyć rozmyślań. Chodźmy dalej, Kołysankowa Łapo! — zamiauczała kotka i podbiegła do Cyklonowego Oka wraz z przyjacielem.
* * *
— Też nie możesz spać? — spytała kocura.
Ten skinął głową.
— Wiesz... — zaczęła Makowa Łapa, gdy drugi uczeń usiadł obok niej — Już długo chciałam ci to powiedzieć… jestem ci bardzo wdzięczna za to, że... że tak często do mnie przychodziłeś, gdy byłam jeszcze kociakiem. Za to, że jesteś takim dobrym przyjacielem — wyrzuciła z siebie uczennica, ugniatając ziemię łapami z lekkim wstydem. Czy uczeń pomyśli sobie, że jest głupia, mówiąc takie rzeczy? Chwilę siedzieli w ciszy, oboje nie wiedzieli, co powiedzieć. W końcu Makowa Łapa pożegnała się z Kołysankową Łapą i szybkim krokiem oddaliła się do legowiska uczniów.
* * *
— Dzień dobry, Kołysankowa Łapo! — przywitała się grzecznie z uczniem. Czy rudy ją jeszcze lubi? Czy po wczorajszej nocy wciąż uważa ją za przyjaciółkę, czy tylko za dziwną uczennicę?
<Kołysaneczkusiu?>
[351 słów]
[przyznano 7%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz