Przeszłość
Trzciny i sumaki kołysały się łagodnie, co i rusz wpuszczając w swoje progi odrobinę zimnego powietrza oraz obcych zapachów świata dorosłych. Według opowieści był to świat pełen niebezpieczeństw i potworów, zbyt brutalnych dla młodych kociąt, choć sama Korzonek zwykła zbywać to machnięciem łapy. Starsi zawsze ich straszyli i opowiadali niestworzone historie, jak chociażby to, że każda maść kocia pochodzi od innego elementu natury. W tym, że czekoladowe czworonogi stworzone zostały z błota i mułu, co podobno czyniło z nich gorsze koty. Tylko dlaczego w takim razie wszyscy oni otoczeni byli błotem i mułem? Nie mówiąc o tym, że Korzonek dawno temu przejrzała ich intrygi! Wielokrotnie próbowała już ulepić sobie kolegę z błota i ani razu jej się nie udało! Wszystkie te pokraczne grudy błota rozpływały się w bliżej nieokreśloną plamę, pozostawiając kocicę z cichym poczuciem triumfu. Nie ma szans, żeby jakikolwiek kot powstał z tej mazi!
Od tego czasu zamiast na tworzeniu nowych towarzyszy, wolała skupiać się na swoim rodzeństwie. Nieco zbyt ospałym braciszku i uwielbianej przez wszystkich Słodkiej, która zdawała się dostawać uwagę innych, której nie poświęcano czekoladowej kotce. Na samym początku było to dla niej zaledwie dziwnym uczuciem, któremu towarzyszyło poczucie niezrozumienia i zagubienia. Przez krótką chwilę próbowała nawet z tym walczyć, wykazać się, przypodobać innym, odróżnić jakoś od swoich sióstr i braci, na tyle, żeby zostać dostrzeżoną przez innych… Może nawet pochwaloną? Czy czekała na ułożenie futra przez Kotewkowy Powiew? Albo uśmiech od obcych dorosłych, którzy czasem odwiedzali ten żłobek? Nawet jeśli część jej duszy dalej za tym tęskniła, tak zdała sobie sprawę, że nie potrzebuje wcale tych pochwał. Nie potrzebuje słyszeć tego, jaka jest śliczna, gdy ten sam komplement dostanie też Konwalia, Słodka, a w szczególności Klekotek. Nad nim wszyscy ojojali, by kawałek dalej komentować jego niecodzienny charakter. Czekoladowa kotka nie akceptowała fałszywych komplementów. Brała świat takim, jakim jest i uważała, że jedyną osobą, która może o niej sądzić, jest ona sama. Choć nie oznaczało to, że nie zamierzała dzielić się swoimi nadzwyczaj szczerymi uwagami z innymi.
— Słyszałam, jak Kotewkowy Powiew mówiła, że dobry wojownik potrafi słyszeć innych, nawet z zamkniętymi oczami! — Korzonek mówiła głośno, wyraźnie podekscytowana. — Dlatego wpadłam na pomysł, że ktoś zamyka oczy, a druga osoba będzie musiała się do niego zakraść. Tylko że ani ja, ani Słodka nie chciałyśmy być pierwsze. — W tym momencie czekoladowa posłała siostrze wymowne spojrzenie, nawet jeśli w jej oczach nie było nawet krzty wrogości.
— Ale ja pierwsza zaklepałam podkradanie! — rzuciła cicho Słodka. — Poza tym mówiłam Ci przecież, że mogę nasłuchiwać.
— Nieważne. — Korzonek zbyła słowa siostry machnięciem ogona, całkowicie skupiając się na bracie — Wiem, że nieszczególnie lubisz się ruszać, więc uznałam, że pewnie chętnie zostaniesz pierwszą ofiarą. — Rzuciła z uśmiechem i błyskiem w oczach.
Jej słowa z pozoru ostre, były jedynie szczerym paplaniem tego, co ślina na język przyniesie i co miała akurat w głowie. Była dumna ze swojego pomysłu i chciała wciągnąć w niego Konwalię, skoro już udało się go do czegoś namówić. Co samo w sobie było sukcesem!
< Konwalio? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz