Nagle zrobiło się zimno. Nie żeby narzekała, miała piękne długie futro, do tego kręcone, które ją ogrzewało. Poza tym tata, kiedy tylko wpadał również robił swoim dzieciom (wszystkim niestety) za jedną wielką poduchę.
Płomień nie wiedziała dlaczego jest tak chłodno, dlatego też jako ta odważna poszła do mamy się zapytać. Bo w końcu kto jak nie ona? Dym był przerażony, a reszta kociąt zajęła się sobą.
- Mamo - miauknęła w stronę tortie. Kocica nie dała jej upragnionej uwagi, nadal myjąc futro. - MAMO!
- CZEGO? - Syknęła, na co Płomień skuliła się.
- Bo... Bo tak jakosz zimnio sie zlobiłoo... - Wydukała przerażona z lekka postawą rodzicielki.
Wiedziała, że o jej uwagę nie jest łatwo, ale nigdy nie podniosła na nią głosu. Czemu to zrobiła? Przecież Płomień jest najlepszym kociakiem z miotu! Ba, z całego żłobka!
- Jest Pora Nagich Drzew, jak ma być? - Prychnęła.
Machnęła łapą, żeby odgonić córkę, której ciekawość tylko wzrosła. Pora jaka? Czego!? Co to są nagie drzewa i dlaczego dają zimno?? Może tata jej powie?
Przeszła się po żłobku, docierając do wyjścia. Chwila chwila.
- CIO TJO JEST?!?! - Wrzasnęła cofając się tak szybko, aż potknęła się o własne łapy.
Nigdy nie widziała czego takiego! Zeżarło trawę! Błyszczało się i dawało zimno! Czyżby zjadło też jej tatę??
- C-ciemu... K-ksycys - zapytał cicho Dym, podchodząc do niej.
- Nie widzis tiego?! - Wskazała na białego potwora.
- W-wicę - odparł.
Momentalnie i on się zaciekawił, jednak nie był na tyle odważny, by pierwszemu wyjść na spotkanie z potworem. Stał dalej w bezpiecznej odległości.
- To zlób cos z tym!! - Rozkazała, a gdy kocurek pokręcił głową, ta go uderzyła łapą w głowę. - Beznjadzieja! Njic nje umjes!
Fukała raz po raz wściekła na brata, nie zauważając nawet, kiedy ktoś przebiegł obok żłobka i rzucił na nią masę tego białego tworu. Momentalnie odskoczyła jak poparzona jeżąc futro. To było mokre! I takie zimne! Nie fajne be!
Otrzepała się, liżąc szybko futerko, na które spadł ten wielki mokry potwór.
- A co wy tu robicie? Zmarzniecie! - Usłyszała głos taty, więc szybko pobiegła by uprzedzić brata w czymkolwiek, co chciał zrobić.
Odepchnęła go mało delikatnie, stając pyskiem w pysk z ojcem. Był duży i miał mokre futro od tego potwora. Czyżby go pokonał??
- Cjo to jes? - Wskazała na białe coś za nim. - Tjo potwol! Zjadłes gio?
Górzysty Szczyt chwilę się śmiał z córeczki, po czym pokręcił głową.
- To śnieg! Jest zimny i mokry, ale nie gryzie. I nie trzeba z nim walczyć. - Powiedział jej, jednak tortie tego nie kupiła. Nie z nią takie numery! Przecież ten biały puch nawet zachowywał się podejrzanie. Najpierw był a potem znikał! No trzeba mieć na niego oko jak nic.
Ojciec zagonił kociaki do matki na posiłek. Obiecał, że weźmie je na śnieg przed żłobek. Oczywiście sam nie dałby rady z takim stadem, ale jego partnerka nie wykazała chęci, by pomóc.
Zabrał więc tylko swoje dwie pociechy. Płomień musiał siłą zwlekać z mchu, łapiąc ją za kark i znosząc drapanie pazurków. Dym z kolei szedł grzecznie przy kocurze, drżąc z zimna.
- AUĆ! - Miauknęła z pretensją młoda, kiedy jej ujciec upuścił ją prościutko w małą zaspę śniegu.
Zaczęła się ze strachu tarzać w nim, aż nie zmoczyła całego futerka i nie najadła się go. Ostatecznie została przywołana do porządku.
- Nic ci nie będzie! Tylko nie mocz tak futra! - Zganił ją czekoladowy.
Zmarszczyła brwi. Przecież to on zaczął! On ją wyciągnął ze żłobka i upuścił w paszczę tego potwora!! Jego wina! Jak śmiał jeszcze dawać jej pouczenia?!
- Nje! - Krzyknęła.
Spojrzała na Dym. Rudo-biały badał łapkami płytki śnieg, drżąc na całym ciele. Slabiak. Zimno mu. To pewnie przez jego krótkie futerko. Cienias nie miał nawet w połowie tak cudnej szaty jak tortie!
Machnęła ogonem. Ich ojciec pochwalił Dym za to, że tak ładnie się bawi. W ciałku Płomień coś zawrzało.
Rzuciła się z pazurkami na brata. Przetoczyli się w śniegu, jednak młoda nie chciała kończyć ataku. Zaczęła go drapać i syczeć, jeżąc futro. Górzysty Szczyt złapał szybko córkę za kark, ale ta zdołała i jego pocharatać w nos. Dym skulił się przerażony ze łzami w oczach, co tylko podjudzało Płomień.
On był słaby! Nie powinien dostawać pochwal!
Tortie próbowała się wyrwać z uścisku ojca, ale na próżno. Wrócili do żłobka, Dym pobiegł gdzieś się schować, a ojciec postawił szylkretkę na ziemi. Syknęła na niego, kładąc uszy.
- Co ci strzeliło do głowy?! - Zapytał z wyrzutem. Płomień nie znała tego tony głosu, nie wiedziała jak zareagować. Bać się? Olać?
- Nic. - Odparła niewzruszona. Należało mu się, to dostał w pysk. Czego jej tato nie rozumie?
- Nie możesz go od tak bić bez powodu! To nie była zabawa, ty go zaatakowałaś. - Powiedział ostro, chcąc uświadomić córkę o jej błędzie. Na próżno.
- Wjem i dobze mu tak. - Odpowiedziała.
Czekoladowy westchnął głośno, marszcząc brwi. Nie miał nawet jak dać jej kary. Wiedział, że Wężowy Wrzask nie będzie pilnować małej agresorki. Pozostała nagana słowna.
- Masz go przeprosić. Tak nie wolno, Płomień. - Jego głos był łagodniejszy. Szylkretka nie rozumiała tej zmiany nastawienia. Przecież przed chwilą wydawał jej się zły. Dlaczego nagle taki nie jest?
- Wjolno - odparła krótko, nim nie odwróciła się by odejść.
Kocur jednak zagrodził jej drogę.
- Masz go... Przytulić w ramach przeprosin. - Oznajmił po chwili.
Że co takiego?! Co jeszcze?! Płomień napuszyła się. Niby z jakiej parady miałaby dotykać tego słabeusza?! Poza tym czym jest "przytulanie"? I dlaczego ojcu tak zależy, żeby to zrobiła? Przecież Dym dostał karę za bycie słabym, ona nie zawiniła!
Górzysty Szczyt tak długo patrzył na córkę nieprzyjemnie, póki ta dla świętego spokoju nie pokiwała głową. Nie czuła jednak skruchy. Nie wiedziała czym ona była. Nawet współczucia dla tego kłaka nie odczuwała, nic. Żadnego wyrzutu sumienia czy smutku.
Ojciec wyszedł, a ona natychmiastowo zapominając o czym mówił, wróciła do prześladowania pozostałych kotów. Później poszła grzebać w ziemi, by znaleźć robaki. Była jednak zbyt zimna i twarda, by jej się to udało. Była więc w złym humorze.
Nadeszła pora snu. Kociak ułożyły się ścisło obok siebie, jak najbliżej przybranej matki. Dla Płomień nie było tam miejsca. Nawet Dym dostał kawałek maminego ogona.
Tortie poszła więc na jakiś kawałek mchu, zwijając się w ciasną kulkę. Była na granicy snu, kiedy to poczuła obok siebie drobne ciałko, które zaczynało grzać się od jej długiego futra. Poczuła drżenie tego małego ktosia. Nie siliła się nawet, by odgonić brata, po prostu zasnęła, czując dziwne uczucie w serduszku.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz