Podczas gdy jej siostrzyczka i braciszek robili jakieś nudne rzeczy, Smok obserwowała każdą wnękę i szczelinę w ścianach kociarni. Tego dnia jej rodzeństwo leżało wraz z Rohan na posłaniu, a ona krążyła po żłobku, aż w końcu napięła mięśnie i rzuciła się do niezgrabnego biegu w stronę wolności. W jej uszach rozległ się krzyk matki, ale szylkretka się nie zatrzymywała. Jednak gdy miała już wydostać się na zewnątrz, na jej drodze stanął tata. Uderzyła z impetem w jego łapę i przewróciła się z głośnym wrzaskiem.
Po chwili poczuła, jak czyjeś szczęki zaciskają się na skórze jej karku. Zaraz potem straciła grunt pod łapami i została przeniesiona z powrotem w miejsce, gdzie drzemali Mordor i Pierścień.
— Musisz poczekać jeszcze cztery księżyce, żeby stąd wyjść. To wcale nie tak długo! — mruknęła Rohan, trochę rozbawiona, a trochę może roztrzęsiona, jakby właśnie całe życie przemknęło jej przed oczami.
— Przynajmniej mamy pewność, że podczas treningów nie będzie się lenić — odparł Gondor.
Smok przenosiła wzrok z mamy na tatę, rozumiejąc z ich wypowiedzi może co drugie słowo. Gdy w końcu znudziły jej się próby odszyfrowania dialogu rodziców, odwróciła pysk w stronę Mordor.
— Nuty! — rzuciła krótko, sepleniąc. — Hce jus wyś! — kontynuowała, marszcząc nos i brwi ze zdenerwowania.
Mordor raczej nie wyglądała na zachwyconą faktem, że Smok znowu chce narzekać na to, że rodzice trzymają ich zamkniętych w kociarni.
— Ne muf, ze ty ne hces — dodała Smok, gdy niebieska szylkretka dalej ją ignorowała.
Najwidoczniej jednak miarka się przebrała. Mordor fuknęła gniewnie i zamachnęła się krótką łapką, uderzając Smoka w pysk.
Na to czarnofutra oburzyła się jeszcze bardziej i od razu oddała siostrze pacnięciem. Co to za zniewaga jej osoby?! Jak Mordor śmiała ją uderzyć!
Po chwili poczuła, jak czyjeś szczęki zaciskają się na skórze jej karku. Zaraz potem straciła grunt pod łapami i została przeniesiona z powrotem w miejsce, gdzie drzemali Mordor i Pierścień.
— Musisz poczekać jeszcze cztery księżyce, żeby stąd wyjść. To wcale nie tak długo! — mruknęła Rohan, trochę rozbawiona, a trochę może roztrzęsiona, jakby właśnie całe życie przemknęło jej przed oczami.
— Przynajmniej mamy pewność, że podczas treningów nie będzie się lenić — odparł Gondor.
Smok przenosiła wzrok z mamy na tatę, rozumiejąc z ich wypowiedzi może co drugie słowo. Gdy w końcu znudziły jej się próby odszyfrowania dialogu rodziców, odwróciła pysk w stronę Mordor.
— Nuty! — rzuciła krótko, sepleniąc. — Hce jus wyś! — kontynuowała, marszcząc nos i brwi ze zdenerwowania.
Mordor raczej nie wyglądała na zachwyconą faktem, że Smok znowu chce narzekać na to, że rodzice trzymają ich zamkniętych w kociarni.
— Ne muf, ze ty ne hces — dodała Smok, gdy niebieska szylkretka dalej ją ignorowała.
Najwidoczniej jednak miarka się przebrała. Mordor fuknęła gniewnie i zamachnęła się krótką łapką, uderzając Smoka w pysk.
Na to czarnofutra oburzyła się jeszcze bardziej i od razu oddała siostrze pacnięciem. Co to za zniewaga jej osoby?! Jak Mordor śmiała ją uderzyć!
<Siostlo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz