Słota poczuła nieprzyjemne mrowienie w łapach. Chłodnawy wiatr mierzwił jej futro wzdłuż karku, a cicho szumiące liście grały swą melodię wysoko nad jej głową. Gwar kotów w sercu Klanu Wilka przebijał się przez obfite śpiewy przeróżnych ptaków, siedzących nieopodal. Poruszyła ogonkiem, zastanawiając się, co byłoby warto dzisiaj porobić. Ostatnio bawiła się z Tygryskiem, kocur okazał się nie tak denerwujący, jak wydawało się pierwotnie. Może w Klanie było więcej takich kotów. Musiała tylko trzymać się tego, co poleciła jej Zalotka - miała określoną listę pysków, których powinna unikać. Wszelkie interakcje z nimi raczej nie skończą się za dobrze. Ponadto - skoro starsza jej tak nakazała, to grzechem wręcz byłoby złamanie tej zasady. Kotka momentami odnosiła wrażenie, iż słowa przybranej mamy miały dla niej większe znaczenie, niż sam kodeks wojownika.
Wędrując po żłobku z zamyśleniem, przyuważyła kolejnego z kociaków. Kora - nie znała jej za dobrze, młoda nigdy nie wyróżniała się wśród tłumu, nie była głośna, ani nie robiła niczego, co by mogło ją zdenerwować, dlatego pręguska jakoś nigdy nie interesowała się losem koleżanki z legowiska. Podeszła do niej powoli, próbując nawiązać kontakt wzrokowy. Gdy tylko ich ślepia się spotkały, Słota strzepnęła uchem.
— Hej? — miauknęła Kora, patrząc na towarzyszkę. Kotka kiwnęła jej głową na przywitanie. O czym mogły porozmawiać? Och, tak, wiadomo - o tym, o czym zawsze mówi Słota. O tym, jaką szczęściarą była i jest, że Zalotna Krasopani przygarnęła akurat ją.
— Jak ci na imię? — zapytała pręguska, a gdy otrzymała odpowiedź, sama przedstawiła się dumnie, uśmiechając z zadowoleniem. — Znasz moją mamę? — dorzucila kolejne pytanie. Słowa, że jedynie z widzenia, sprawiły, iż na jej pyszczku pojawił się widoczny grymas, który Kora dojrzała od razu.
Brązowooka zaczęła opowiadać koteczce o tym, jak wiele zawdzięcza karmicielce oraz jak ważnym jest, by słuchać się każdego jej słowa, bo z nich można wynieść najwięcej. W tym momencie mordka jej się nie zamykała. Gdyby Kora próbowała coś powiedzieć, Słota by jej absolutnie na to nie pozwoliła.
Skończywszy swój wywód, wbiła wzrok w towarzyszkę. Oczekiwała od niej swego rodzaju aprobaty, że spamiętała to wszystko, a ponadto przedstawiła tak świetnie, jednak spotkała się z… czymś zupełnie innym. Pomarańczowooka zamrugała powoli, jakby potrzebowała trochę więcej czasu na odpowiedź. Wyglądała też tak, jakby chłonęła każde słowo pręguski. Jednak na jej kufie nie pojawiła się nawet krzta zaskoczenia. Czy oznaczało to, że nie było to dla niej niczym nowym? A może w ogóle jej nie słuchała? Słota ze zirytowaniem zaczęła uderzać małym ogonkiem o ściółkę, świdrując spojrzeniem koleżankę. Kocię poczuło ukłucie w sercu. Czemu siedziała tak cicho? Czyżby… czyżby nie doceniała Zalotki? Na samą tą myśl futro podniosło jej się, a uszy położyła po głowie. Jeśli Kora nie doceniała Zalotki, to nie zamierzała tego tak zostawiać.
< Koro? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz