— Hej? — miauknęła, wpatrując się w towarzyszkę.
Nazywała się chyba Słota, tak przynajmniej Korze się wydawało. Nie bardzo zwracała uwagi na inne koty, bo były dużo starsze. Znaczy, może nie dużo, ale bardzo odstawały energią i chęcią do zabawy. Korze dobrze było samej… Ale przynajmniej dobrze zapamiętała, bo faktycznie kotka przedstawiła się imieniem Słota. Może jak opowie o tym Piołunowemu Dymowi, to ten przestanie się martwić, że z nikim nie gada…
— Znasz moją mamę? — zapytała towarzyszka, gdy te się już zapoznały.
— Nie bardzo? Tylko z widzenia — mruknęła kotka.
Widoczny grymas pojawił się na twarzy czarnej szylkretowej kotki. Kora zastanawiała się, co powiedziała nie tak. Przecież była szczera, nie rozmawiała zbyt bardzo z dorosłymi, dopóki nie mieli nic ciekawego do powiedzenia. Wolała obserwować ich z daleka… Czy to było takie złe? Przemyślenia kotki zaraz zostały przerwane, bo towarzyszka zaczęła opowiadać o swojej matce. Mówiła trochę za szybko i ciągle wychwalała kapłankę. Nawet z jej spokojem, trochę się gubiła. Ale nie przerwała ani razu, nie żeby miała jakąś opcję. W ciszy słuchała jej słów, starając się ułożyć wszystko w głowie po kolei. Nawet nie do końca ogarnęła, kiedy czarno-ruda kotka przestała mówić. Stała, wpatrując się w punkt za nią, analizując jej słowa. Oczywiście, że słuchała, po prostu nadal była mała, a tak wiele informacji naraz sprawiało, że jej mały móżdżek parował. A ciepło związane z porą zielonych liści wcale nie pomagało. Przeanalizowanie słów, ułożenie ich w logiczny ciąg i przemyślenie odpowiedzi zajęło jej kilka minut. Dopiero wtedy zrozumiała, że kotka milczy i dość gniewnie wpatruję się w małą Korę.
— Twoja mama wydaje się bardzo kochana — odpowiedziała wreszcie młodsza, bardzo powoli, uważając na ton wypowiedzi. — Nie do końca jeszcze rozumiem, jaką rolę tu pełni i jak istotna jest... — przyznała szczerze, ale zaraz odsunęła się o krok. — Ale domyślam się, że jej słowa i to, co robi to bardzo ważna rzecz. Tym bardziej dla ciebie.
Czekała na jakąś reakcję ze strony Słoty, ale gdy ta, na szczęście, została w miejscu, zamiast skoczyć na młodszą, Kora kontynuowała:
— Cieszę się twoim szczęściem i mam nadzieję… Że będę mogła poznać niedługo twoją mamę bardziej osobiście… Co ty na to?
<Słoto?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz