- Czermień? Szkarłat? To wy? - Do uszu dwójki kocurków dobiegło niezadowolone miauczenie Bursztyna. - Nie możecie wychodzić ze żłobka! Muszelka o tym wie? - Szkarłat po raz pierwszy widział tak wściekłego dawcę życia. Czarna sierść wojownika wydawała się znacznie ciemniejsza niż zwykle, a serdeczne oczy emanowały negatywnymi uczuciami. Niesamowity widok. Rudy w końcu poczuł dumę z kogoś, kogo powinien nazywać "ojcem". Ta radosna kupa mięśni potrafi zapomnieć o radości. Kamień spada z serca. Skoro Bursztyn potrafi się wściec na własne dzieciaki, to w walce mógłby być prawdziwym czempionem...
- Nie! Nie wie! I co mi zrobisz, co? - Czermień odpowiedział wrogo, jak zawsze, dodatkowo podsycając gniew kotłujący się pod skórą najstarszego z ich trójki.
Błoto oblepiające sierść niebieskookiego scaliło się w jedną cuchnącą breję. Chcąc uniknąć dlugiego lizania od Muszelki, Szkarłat otrzepał się. Część mokrej ziemi dostała się na sierść Bursztyna.
- Do żłobka, już! - Kocur popchnął swoje potomstwo w kierunku żłobka. Z miejsca narodzin dobiegały wołania karmicielki.
Nie. Nie, co to, to nie. Nie mogą wrócić do tamtego nudnego miejsca, gdy cały świat oferował tyle ciekawych rzeczy! Dlaczego Bursztyn musiał to robić teraz? W momencie, gdy planował z wrogiem polowanie na mięso! Najprawdziwsze mięso! Nie na paskudne mleko. Skoro koty tak zachwalały smak upolowanej zwierzyny, to musiał być ku temu powód.
Szkarłat nie zamierzał wrócić do środka i ponownie mieszać się w bójkę z wrogiem, nie znowu.
- Goń mnie, grubasie! - miauknął do Czermienia i drapnął go w nos, by z dwukolorowego narządu węchu pociekła krew. Przez zbyt szybkie drapnięcie powstała lekka szrama, która zniknie zapewne po kilku godzinach, lecz nie powstrzymało to czarnego malca od wściekłego syku i ruszenia ku rudemu.
Szkarłat wybiegł i skierował się w kierunku kącika medyków. Za nim popędził Czermień.
- Dopadnę cię, lisi bobku! - krzyknął czarny. No, proszę... ktoś tu wziął lekcję od cioci Nostalgii.
Bursztyn pobiegł za nimi. Przez dłuższe nogi szybko dopadł dwójkę niesfornych dzieci. Przygniótł młodszego potomka do ziemi, drugiego starał się odepchnąć ogonem, acz nie było to łatwe.
- Ugryź go, to się uspokoi! - powiedział Szkarłat do dawcy życia, lecz ten przyłożył mu łapę do pyska.
- Zamilcz! Jak śmiesz atakować brata i uciekać?! I dodatkowo rozwścieczać! - Zatkał nos rudego, odcinając dopływ powietrza. Niebieskooki próbował wysunąć pazury i rozedrzeć nimi skórę Bursztyna, ale wojownik zablokował ciałem możliwość ruchu ciała malca. Płuca domagały się tlenu, a maleńskie serce Szkarłatu zdawało się zwolnić rytmiczne uderzanie w środku ciała. Dorosły odsunął łapę po kilku sekundach. Rudy wziął kilka głębokich oddechów, czując masy świeżego powietrza, docierające do jego nosa.
- Nostalgio, zaprowadź Czermienia do medyków. Jest ranny, biedak oberwał w nosek - zaszczebiotał Bursztyn do melancholijnej kotki. Sam wziął młodszego potomka za kark i wrócił z nim do żłobka i oddał strapionej Muszelce. - Już dostał karę, kochanie. Teraz się nim zajmie. Pobawi się razem z Błysk i będzie znowu fajnie! - uradował się czarny.
Szkarłat zabuczał wściekle, czując szorstki język Muszelki na własnym ciele. Wspaniale... Przynajmniej nie będzie widział pyska brata przez najbliższe kilka godzin.
<Czermieniu?>
- Nie! Nie wie! I co mi zrobisz, co? - Czermień odpowiedział wrogo, jak zawsze, dodatkowo podsycając gniew kotłujący się pod skórą najstarszego z ich trójki.
Błoto oblepiające sierść niebieskookiego scaliło się w jedną cuchnącą breję. Chcąc uniknąć dlugiego lizania od Muszelki, Szkarłat otrzepał się. Część mokrej ziemi dostała się na sierść Bursztyna.
- Do żłobka, już! - Kocur popchnął swoje potomstwo w kierunku żłobka. Z miejsca narodzin dobiegały wołania karmicielki.
Nie. Nie, co to, to nie. Nie mogą wrócić do tamtego nudnego miejsca, gdy cały świat oferował tyle ciekawych rzeczy! Dlaczego Bursztyn musiał to robić teraz? W momencie, gdy planował z wrogiem polowanie na mięso! Najprawdziwsze mięso! Nie na paskudne mleko. Skoro koty tak zachwalały smak upolowanej zwierzyny, to musiał być ku temu powód.
Szkarłat nie zamierzał wrócić do środka i ponownie mieszać się w bójkę z wrogiem, nie znowu.
- Goń mnie, grubasie! - miauknął do Czermienia i drapnął go w nos, by z dwukolorowego narządu węchu pociekła krew. Przez zbyt szybkie drapnięcie powstała lekka szrama, która zniknie zapewne po kilku godzinach, lecz nie powstrzymało to czarnego malca od wściekłego syku i ruszenia ku rudemu.
Szkarłat wybiegł i skierował się w kierunku kącika medyków. Za nim popędził Czermień.
- Dopadnę cię, lisi bobku! - krzyknął czarny. No, proszę... ktoś tu wziął lekcję od cioci Nostalgii.
Bursztyn pobiegł za nimi. Przez dłuższe nogi szybko dopadł dwójkę niesfornych dzieci. Przygniótł młodszego potomka do ziemi, drugiego starał się odepchnąć ogonem, acz nie było to łatwe.
- Ugryź go, to się uspokoi! - powiedział Szkarłat do dawcy życia, lecz ten przyłożył mu łapę do pyska.
- Zamilcz! Jak śmiesz atakować brata i uciekać?! I dodatkowo rozwścieczać! - Zatkał nos rudego, odcinając dopływ powietrza. Niebieskooki próbował wysunąć pazury i rozedrzeć nimi skórę Bursztyna, ale wojownik zablokował ciałem możliwość ruchu ciała malca. Płuca domagały się tlenu, a maleńskie serce Szkarłatu zdawało się zwolnić rytmiczne uderzanie w środku ciała. Dorosły odsunął łapę po kilku sekundach. Rudy wziął kilka głębokich oddechów, czując masy świeżego powietrza, docierające do jego nosa.
- Nostalgio, zaprowadź Czermienia do medyków. Jest ranny, biedak oberwał w nosek - zaszczebiotał Bursztyn do melancholijnej kotki. Sam wziął młodszego potomka za kark i wrócił z nim do żłobka i oddał strapionej Muszelce. - Już dostał karę, kochanie. Teraz się nim zajmie. Pobawi się razem z Błysk i będzie znowu fajnie! - uradował się czarny.
Szkarłat zabuczał wściekle, czując szorstki język Muszelki na własnym ciele. Wspaniale... Przynajmniej nie będzie widział pyska brata przez najbliższe kilka godzin.
<Czermieniu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz