Była cenną towarzyszką.
– Miej oczy i uszy szeroko otwarte. – miauknął do kocicy, pozwalając sobie na śmielszy gest, jakim było szturchnięciem jej w bark, gdy zmierzali w stronę obozu
Wyraz pokrzepienia, ale również znak wejścia na wyższy poziom ich znajomości? Chyba? Co jak co, przyjacielem nazywał niemalże każdego kto był do niego w zbliżonym wieku i spędzał z nim większość czasu, a Wielenia Łapa z księżyca na księżyc coraz bardziej zaczynała się wpasowywać do tego schematu przyjaciela. No i ta dziwna, magiczna siła przyciągająca, która kocur zrzucał na ich wspólne pochodzenie.
Zabawę w detektywów oficjalnie można było uważać za rozpoczętą!
~~~
– Dlaczego poprosiłeś o pomoc Poczciwego Dziwaczka? – prychnął Burzowe Chmury, nie kryjąc oburzenia w związku z powiększeniem się ich grupy do zadań specjalnych – Wielenią Łapę rozumiem, ale jego?
– Im więcej oczu i uszu tym lepiej, nie uważasz? Dzięki temu szybciej dowiemy się prawdy. Poza tym poprosiłem również o pomoc Strzępotkową Łapę oraz Słodką Dziewannę. – Przechylił łebek, nie rozumiejąc dlaczego niebieski robił igły z widły w związku z poproszeniem o pomoc burego kocura. Tak samo jak Burzowe Chmury był jego drogocennym przyjacielem. Przecież początkowo wszyscy żyli w zgodzie, a teraz? – Z angażowania Szakłakowej Łapy zrezygnowałem, bo wciąż wydaję się być przejęty ostatnim spotkaniem z siostrą na granicy... – westchnął. Z chęcią zaprosiłby czarnego do wspólnego spędzania czasu, jednak nie chciał mu dokładać dodatkowych zmartwień w związku z poszukiwaniem kota odpowiedzialnego za morderstwo ich medyczki. Jeśli wierzyć słowom jego burego mentora, czarny aktualnie skupiał się przede wszystkim na ukończeniu swojego treningu i starał się korzystać z pomocy również starszych, bardziej doświadczonych wojowników, aby jego rodzina, zarówno ta w klanie oraz w Klanie Klifu była z niego dumna.
– Z angażowania Poczciwego Dziwaczka również powinieneś zrezygnować.
– O co ci chodzi, Burzowe Chmury? – Poderwał się trawy, wlepiając poirytowane spojrzenie w kierunku przyjaciela – Odkąd Poczciwy Dziwaczek i Słodka Dziewanna podzielili się z nami informacją, że zostali parą, ciągle się go czepiasz. I to z byle powodu!
– To z troski. – parsknął, biorąc haust powietrza. – Sam wiesz jaki jest. Powinien skupić się na ukończeniu treningu Szakłakowej Łapy, a prosząc go o pomoc, odciągasz go od mentorowania. Rób tak dalej, a Szakłakowa Łapa ukończy trening w wieku co najmniej pięćdziesięciu księżyców. Chyba nie tego chcesz dla swojego kuzyna... Czy kim on tam dla ciebie jest. Zawiłe te wasze relację. Połowa kotów w klanie to chyba twoje kuzynostwo, a druga połowa wujostwo... – rzucił kpiąco
– Jego ojciec jest bratem partnera mojej ciotki, siostry mojego ojca... – wytłumaczył po krótce, na co niebieski rozdziawił paszczę i machnął łapą w geście znudzenia.
Słoneczny Fragment miał nadzieję, że wraz z Pajęcza Lilią uda mu się wymyślić sposób w jaki przekazać fakt, że kocur nie był spokrewniony z żadnym z kotów z Klanu Burzy, aby powoli zrzucić ciężar kłamst Nagietkowego Wschodu ze swoich barków. Po śmierci medyczki, ten ciężar jeszcze bardziej ciążył mu, a kremowy zdecydował się dalej ciągnąć to, co zapoczątkował jego przybrany ojciec. Odkąd poznał prawdę, dziwił się, że nikt, żadeń z wojowników nie kwestionował ojcostwa ślepego kocura, który od dłuższego czasu spędzał czas w starszyźnie, sporadycznie opuszczając oboz, a mimo to jakimś magicznym sposobem, być może dzięki woli Klanu Gwiazdy, w który tak wierzył, doczekał się wymarzonego potomka płci męskiej - przynajmniej z wyglądu.
– Nie ważne. – Grymas na pysku kocura wyglądał jakby zjadł cytrynę. – Właściwie wiesz co, Burzowe Chmury. Oprócz odkrycia tożsamości mordercy i plotkarza, jest jeszcze jedna nierozwiązana sprawa. Na dzień przed swoją śmiercią Pajęcza Lilia oznajmiłam, że ma mi coś ważnego do przekazania co dotyczy mojego ojca...
– Może chciała ci wyznać, że zostałeś przez niego adoptowany! – rzucił z rozbawieniem, a Słoneczny Fragment zbladł. – Oj no weź Rogacz. Żartowałem, a ty robisz taką minę. – Mówiąc to, trzepnął kocura w jego wywinięte ucho. – Gdybyś był czarny albo niebieski jak ja, to co innego, ale jesteś w kolorze piasku i masz te śmieszne uszy... Dziedzictwa swych przodków nie oszukasz, nie ważne, jak bardzo by się ciebie chcieli wyprzeć! – zaśmiał się
Z pyska kremowego padł sztuczny, wymuszony śmiech, by chwilę później przewodnik poderwał się na równe nogi i oznajmił, że pora zaciągnąć języka wśród kotów Klanu Burzy albo udać się na patrol. Wszystko byleby skończyć temat.
~~~
Burzowe Chmury stawał na głowie, ale udało mu się rozwiązać zagadkę dotyczącą tożsamości kota odpowiedzialnego za plotkę. A przynajmniej jedną z nich. Niebieski dość szybko uznał, że za ich rozpowszechnianiem stoi Alba, bo chyba nikt jak sam ojciec białych kociąt, nie miał na ich punkcie takiegow bzika, na co pozostałe koty przyznały mi rację. Dzięki rozmowie z innymi wojownikami, w tym medykami i wieczną królową, a w szczególności Strzępotkową Łapą, tożsamość jednego plotkarza została odkryta.
– Z tożsamością drugiego z plotkarzy jest większy problem... To musi być ktoś kto od dłuższego czasu, albo nawet i urodzenia żyje w Klanie Burzy. I od samego początku ma problem do twojego wuja... – Zwrócił się do przewodnika.
– A jest ktoś taki? Nie licząc Alby, bo on ma problem, ale dołączył i to niedawno... Nikt ostatnio nie zgadzał się z liderem, a ostatni kot, z którym się ostro pokłócił była... jego zmarła partnerka...
– A może za tę plotkę odpowiada ktoś z rodziny Pierwomrówki? Tej kotki, która została wygnana. Wiecie, członkowie jej rodziny mogą chować do lidera urazę za to, że wygnał ich córkę i siostrę...
– Przecież Przepiórczy Puch jest zastępczynią! Jeszcze może powiedz, że to ona jest twórczynią tych plotek i tylko ostrzy kły oraz pazury na miejsce lidera.
– Chyba mówicie o dwóch różnych kotach... Hej! A może faktycznie tak...
– Nie. Tak nie jest. – Do pyska Poczciwego Dziwaczka została przyłożona łapa, uniemożliwiając mu tym samym tworzyć dziwnych, nie mających prawa bytu teorii
Słoneczny Fragment przeniósł spojrzenie na Wielenią Łapę, która od dłuższego czasu siedziała cicho i jedynie przysłuchiwała się wymianą zdań między starszymi uczniami i młodymi wojownikami. Wyglądała na bardzo zamyśloną.
– Hej. – Zaczął łagodnie, chcąc zwrócić na siebie uwagę burej uczennicy. Ślepia kotki zmniejszyły się w szparki, kiedy skupiła na nim swoje spojrzenie. – Udało ci się porozmawiać z Dryfującym Fluorytem? – Była samotniczka pokręciła głową, oznajmiając, że nic mimo upływu księżyców się nie zmieniło między nią, a jej mentorką.
– Jeszcze bardziej się oddaliła... Nawet mój trening stoi pod znakiem zapytania, nie wspominając o mianowaniu.
Kremowy kocur zmarszczył brwi. Kiedy była okazja, proponował kocicy wspólne treningi między zabawą w detektywów, aby nie czuła, że stoi w miejscu. Miał nadzieję, że dzięki temu nie będzie również czuła się pozostawiona sama sobie. Mogła na niego liczyć, tak samo jak i na resztę kotów z ich bandy.
– Jeśli nic się nie zmieni, powinnaś poprosić o zmianę mentora Króliczą Gwiazdę... Po naszej ostatniej walce w tunelach, mogę śmiało powiedzieć, że zasługujesz na wojownicze miano. – Uśmiechnął się pokrzepiająco. – Przykro mi, że Dryfujący Fluoryt zwleka z twoim testem... Jeśli chcesz, mogę porozmawiać z wujem o twojej promocji – miauknął oczywistą oczywistość, jednak Wielenia Łapa pokręciła jedynie głową i wbiła spojrzenie w Słodką Dziewannę, która dzieliła się swoimi spostrzeżeniami
~~~
Zaskoczony obrotem sprawy, z szeroko otwartymi oczami spoglądał w pysk Dryfującego Fluorytu, z trudem łapiąc oddech. Miał zamiar z kocicą na spokojnie porozmawiać, jednak źle formułując pytanie sprawił, że kocica przyszpiliła go do podłoża.
– ... to nie moja wina... – A jednak czujesz się winna. – usłyszałam krzyk... – Czyj krzyk? – przybiegłam najszybciej, jak potrafiłam... – Mamrot kocicy zlewał się w jeden, niezrozumiały bełkot. Nie ważne jak bardzo Słoneczny Fragment wytężał swój słuch, potrafił zarejestrować wyrwane z kontekstu pojedyńcze informacje.
– Wiesz więcej niż my wszyscy, ale milczysz... Dryfujący Fluorycie, proszę... – Kocica nacisnęła łapą na szyję kocura, prosząc, aby ten się zamknął. Nie ważne jak bardzo starał się podejść kocicę od kilkunastu wschód słońca, licząc na to, że uda mu się dowiedzieć czegoś więcej niż do tej pory, czegoś więcej niż to co zobaczył na własne oczy i usłyszał od Wieleniej Łapy, siostra Rudej Lisówki milczała. – Nie chcę mścić się za śmierć ciotki. Chcę wiedzieć tylko kto... I dlaczego... – Urwał, gdy łapą uniemożliwiła mu swobodne czerpanie powietrza. Zakasłał, powoli zaczynając wierzgać tylnymi łapami. W oczach kocicy narastała panika. Gdzieś w ich głębi, pojawiła się cząstka świadomość, która wyrywając kocicę z transu sprawiła, że niebieska rozluźniła docisk i cofnęła się od niebieskiego, pozwalając mu zaczerpnąć powietrza.
– Już wam mówiłam... A wy... Wasze spojrzenia i krzywdząca słowa... Oszczerstwa... – Syknęła garbiąc się. W kącikach jej oczu dostrzegł łzy – Jest mi przykro z powodu śmierci twojej ciotki, czuję się odpowiedzialna za to co się stało, ale nie...
Nie dane jej było dokończyć swoich słów. Słoneczny Fragment w zwolnionym tempie zarejestrował, jak Burzowe Chmury, który nie wiadomo nawet skąd przybiegł, wbija zęby w grzbiet Dryfującego Fluorytu, by chwilę później przyszpilić ją do ziemi. Krzyk kocicy rozniósł się po polanie, raniąc uszy kocura.
Czy Pajęcza Lilia nim jej płuca wypełniła woda, również wydała z siebie tak żałosny krzyk? A może w ciszy odeszła do Klanu Gwiazdy, zabierając ze sobą nie jedną, a kilka kilka tajemnic do grobu.
– Perseusz! Zostaw ją! – krzyknął chrapliwe, przyglądając się jak strużka krwi wypływa ze świeżo otwartej rany na pysku kocicy, mieszają się z jej łzami. Burzowe Chmury nachylił się do ucha kocicy i coś jej wyszeptał, sprawiając, że kocica zaczęła się szamotać. – Wieleno! – krzyknął, czy raczej wychrypiał, gdy zdał sobie sprawę, że wraz z niebieskim wojownikiem przybyła szylkretowa uczennica. W przeciwieństwie do niebieskiego wojownika, była samotniczka stała od walczących kotów podobną długość ogonów, co leżący na plecach przewodnik. Dopiero na dźwięk swojego imienia klanowego, czy właściwie jego pierwszego członu, bo nie było czasu na trzymanie się regułek, zwróciła spojrzenie w stronę Słonecznego Fragmentu. "Klanie Gwiazdy, on ją zabije" – Proszę, powstrzymaj Perseusza!
– ... to nie moja wina... – A jednak czujesz się winna. – usłyszałam krzyk... – Czyj krzyk? – przybiegłam najszybciej, jak potrafiłam... – Mamrot kocicy zlewał się w jeden, niezrozumiały bełkot. Nie ważne jak bardzo Słoneczny Fragment wytężał swój słuch, potrafił zarejestrować wyrwane z kontekstu pojedyńcze informacje.
– Wiesz więcej niż my wszyscy, ale milczysz... Dryfujący Fluorycie, proszę... – Kocica nacisnęła łapą na szyję kocura, prosząc, aby ten się zamknął. Nie ważne jak bardzo starał się podejść kocicę od kilkunastu wschód słońca, licząc na to, że uda mu się dowiedzieć czegoś więcej niż do tej pory, czegoś więcej niż to co zobaczył na własne oczy i usłyszał od Wieleniej Łapy, siostra Rudej Lisówki milczała. – Nie chcę mścić się za śmierć ciotki. Chcę wiedzieć tylko kto... I dlaczego... – Urwał, gdy łapą uniemożliwiła mu swobodne czerpanie powietrza. Zakasłał, powoli zaczynając wierzgać tylnymi łapami. W oczach kocicy narastała panika. Gdzieś w ich głębi, pojawiła się cząstka świadomość, która wyrywając kocicę z transu sprawiła, że niebieska rozluźniła docisk i cofnęła się od niebieskiego, pozwalając mu zaczerpnąć powietrza.
– Już wam mówiłam... A wy... Wasze spojrzenia i krzywdząca słowa... Oszczerstwa... – Syknęła garbiąc się. W kącikach jej oczu dostrzegł łzy – Jest mi przykro z powodu śmierci twojej ciotki, czuję się odpowiedzialna za to co się stało, ale nie...
Nie dane jej było dokończyć swoich słów. Słoneczny Fragment w zwolnionym tempie zarejestrował, jak Burzowe Chmury, który nie wiadomo nawet skąd przybiegł, wbija zęby w grzbiet Dryfującego Fluorytu, by chwilę później przyszpilić ją do ziemi. Krzyk kocicy rozniósł się po polanie, raniąc uszy kocura.
Czy Pajęcza Lilia nim jej płuca wypełniła woda, również wydała z siebie tak żałosny krzyk? A może w ciszy odeszła do Klanu Gwiazdy, zabierając ze sobą nie jedną, a kilka kilka tajemnic do grobu.
– Perseusz! Zostaw ją! – krzyknął chrapliwe, przyglądając się jak strużka krwi wypływa ze świeżo otwartej rany na pysku kocicy, mieszają się z jej łzami. Burzowe Chmury nachylił się do ucha kocicy i coś jej wyszeptał, sprawiając, że kocica zaczęła się szamotać. – Wieleno! – krzyknął, czy raczej wychrypiał, gdy zdał sobie sprawę, że wraz z niebieskim wojownikiem przybyła szylkretowa uczennica. W przeciwieństwie do niebieskiego wojownika, była samotniczka stała od walczących kotów podobną długość ogonów, co leżący na plecach przewodnik. Dopiero na dźwięk swojego imienia klanowego, czy właściwie jego pierwszego członu, bo nie było czasu na trzymanie się regułek, zwróciła spojrzenie w stronę Słonecznego Fragmentu. "Klanie Gwiazdy, on ją zabije" – Proszę, powstrzymaj Perseusza!
<Panno Wieleni Szlaku, będąca jedną z tych, która ma w swych łapach życie śmiertelników? P.S. Można zabijać Burzowe Chmury, albo poobijać jakoś mocniej, jeśli taka wola twa będzie (i nwm, zgoda jeszcze oprócz opiekuna postaci opiekuna klanu jak wymagana?) i zechcesz ingerować. Chyba, że wolisz się tylko przyglądać. A może to Dryfujący Floryt zostanie uciszona, aby nie palnąc czegoś głupiego. A może jeszcze coś innego się stanie. Wszystko w łapach Mojry, ach, co za ekscytujący obrót sprawy 🙌 >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz