Jakiś czas po dotarciu do Klanu Wilka
Kilka dni minęło, odkąd dołączyła do Klanu Wilka, by podszkolić się w walce i polowaniu. Kilka dni – a już czuła, jakby trafiła tu w najgorszym możliwym momencie. Stała na uboczu, wyczuwając w powietrzu strach i napięcie. Wiatr niósł ze sobą szepty Wilczaków, które w jej głowie mieszały się w niezrozumiały bełkot. Końcówka jej ogona drgała nerwowo, a gdy podniosła brązowe oczy ku niebu, szukając otuchy, dostrzegła jedynie groźne, ciemne chmury i szkarłat zachodzącego słońca. Po błękicie nie zostało ani śladu – cały firmament zdawał się być splamiony krwią.
Nagle na starym pniu pojawiła się sylwetka, której futro jarzyło się czerwienią. Spojrzenie przywódcy było gniewne, a zarazem poważne. W oczach Gąbczastej Łapy jego ślepia wyglądały tak, jakby płonęły żywym ogniem. Z pyska burego kocura zaczęły wylewać się słowa, lecz dymna była zbyt daleko, by zrozumieć ich sens. Usiadła skulona, czując, jak jej łapy lekko drżą. Nie wiedziała, co się dzieje, ani czy to w Klanie Wilka było codziennością. Wiedziała tylko jedno – nigdy w życiu nie widziała nikogo bardziej rozgniewanego niż Nikła Gwiazda w tej chwili.
— Ostatnie słowa?
To jedyne, co zrozumiała z jego przemowy. Postawiła uszy i zaczęła wypatrywać kota, którego te słowa dotyczyły.
— Nie rozmawiam z idiotami.
Odpowiedź padła z pyska niebieskofutrego wojownika o żółtych oczach. Był naznaczony bliznami i ranami, a mimo to wcale nie wyglądał na przerażonego – raczej jakby kpił z całej sytuacji.
— Mógłbyś okazać odrobinę wdzięczności — warknął lider. — Borsucza Puszczo.
Gąbczasta Łapa wyciągnęła szyję, by lepiej widzieć to, co działo się na środku obozu. Tam twarzą w twarz stanęła dwójka kotów. Zaczęli walczyć – początkowo spokojnie, niemal jakby to była zabawa. Dymna aż miała ochotę się roześmiać, widząc, jak niebieski wojownik prowokuje burą kotkę. Jednak w pewnym momencie wojowniczka uderzyła go w pysk. Cios był silny, a Gąbka szybko zrozumiała, że to wcale nie była gra ani żadne zawody. Nagle lekkie uderzenia przerodziły się w prawdziwe ataki. Niebieskofutry wrzeszczał coś raz za razem, lecz brązowooka już nie słuchała. Odwróciła głowę, zaciskając powieki. Była zagubiona. Nie chciała tego oglądać. W Klanie Nocy nigdy nie widziała niczego podobnego – w ogóle nie myślała nad tym, że kary śmierci naprawdę mogą być gdzieś stosowane.
Nagle rozległ się stłumiony trzask. Wszystkie krzyki ucichły, a obóz wypełniły nerwowe szepty. Uczennica powoli otworzyła oczy, w których szkliły się łzy. Właśnie była świadkiem egzekucji. Jeszcze przed chwilą ten kocur żył – miał w sobie emocje, uczucia, a teraz leżał nieruchomo, z nieobecnym spojrzeniem, podczas gdy ciepło uciekało z jego ciała.
***
Kilka księżyców później
Jak dotąd Gąbczasta Łapa zdołała bliżej poznać w Klanie Wilka jedynie dwójkę kotów – Gąsiorkowy Trzepot i Szczawiowe Serce. Pierwsza z nich była jej nową mentorką, więc chcąc nie chcąc, dymna musiała z nią utrzymywać kontakt. Drugi zaś był zwyczajnym wojownikiem Klanu Wilka. Spotkali się już pierwszego dnia, gdy Gąbka dołączyła do nowego klanu, a teraz zdarzało im się rozmawiać od czasu do czasu. Nie mogła powiedzieć, że byli sobie szczególnie bliscy, ale jego obecność sprawiała jej przyjemność. Dwoje znajomych to już coś! Choć jak na fakt, że mieszkała tu od kilku księżyców, to wciąż odrobinę… za mało.
Może to przez to, że odkąd ujrzała na własne oczy egzekucję niebieskiego wojownika Klanu Wilka, nabrała pewnych uprzedzeń wobec Wilczaków? Na niektórych bała się nawet spojrzeć, obawiając się, że i jej skręcą kark. Nie miała pojęcia, czego dopuścił się tamten żółtooki, bo nikt nie raczył jej tego wyjaśnić, ale w jej oczach nieważne, co zrobił – i tak nie zasługiwał na tak okrutny los.
Nie była to jednak pierwsza śmierć, jaką widziała. Wciąż pamiętała tragedię, jaka dotknęła Klan Nocy. Pamiętała przenikliwy chłód wody i przerażone krzyki – zarówno kotów żywych, jak i tych, którzy już odchodzili. Jedne pełne strachu i rozpaczy, inne przepełnione bólem i żalem. Gąbka mogła się cieszyć, że ten żywioł nie odebrał jej nikogo bliskiego, ale wcale nie wyszła z tego całkiem szczęśliwa. Powódź sprawiła, że coraz częściej zaczęła rozmyślać o śmierci, a co za tym idzie – także o swojej martwej siostrze, Mątwim Marzeniu. Prawda była taka, że nie rozmawiały ze sobą zbyt często, ale przecież opłakiwać siostrę zawsze można, prawda? Dobrze, że jej matka wtedy była poza obozem, a ojciec… cóż, ojciec należał do Klanu Wilka. No właśnie! Musiał być tutaj! Gąbczasta Łapa powinna go powiadomić o śmierci jednej z córek, o ile jeszcze o tym nie wiedział… Problem polegał na tym, że nie wiedziała ani jak wyglądał, ani nawet jak dokładnie się nazywał! Z opowieści matki kojarzyła, że nosił imię… Syczkowy Szmer? Nie była pewna, a w Klanie Wilka i tak nie znała jeszcze wszystkich z imienia.
Po dłuższym namyśle Gąbczasta Łapa postanowiła poszukać nowych znajomych – tak na wszelki wypadek, żeby mieć do kogo odezwać się w potrzebie. Szukała kogoś, kto tak jak ona, wciąż nie do końca znał zwyczajów, które panowały w Klanie Wilka. Kogoś, kto również nie wiedział nic o egzekucjach i całej reszcie. Problem w tym, że w jej oczach każdy Wilczak już wydawał się zepsuty i niegodny zaufania. No, może z wyjątkiem kilku… a dokładniej trzech kociąt, które niedawno pojawiły się w żłobku. Nie pamiętała, jak się nazywały, ani jak miała na imię ich przybrana matka, ale wiedziała, gdzie ich szukać – oczywiście w kociarni.
Podjęła więc decyzję, że tam się uda. Chciała pobawić się z młodymi, a przy okazji zagadać do starszej wojowniczki, która z pyska wyglądała dosyć groźnie. Może jednak były to tylko pozory, a kotka okazałaby się wartym uwagi towarzyszem? Choć w oczach Gąbki sprawiała raczej wrażenie kogoś, kto nie miałby nic przeciwko stosowaniu przemocy wobec podejrzanych. Mimo to dymna postanowiła się nie zniechęcać.
Po południu wślizgnęła się do żłobka, witając z trójką kocic leżących na posłaniach. Jedna była czekoladowa w białe łaty, druga czarna szylkretowa, a trzecia niemal zupełnie biała, choć z kilkoma rudo-czarnymi plamami. Pod jej ogonem skitrały się puchate kulki futra, które, mimo że nie były jej biologicznymi dziećmi, wyglądały do niej całkiem podobnie. Co za zbieg okoliczności!
Gąbczasta Łapa ostrożnie podeszła do wojowniczki, która zawiesiła na niej podejrzliwe spojrzenie i ciaśniej owinęła ogon wokół kociąt, jakby chciała je ochronić przed obcą.
— Dzień dobry! — przywitała się radośnie Gąbka, szczerząc ząbki. Szylkretka wciąż nie wyglądała na szczególnie uszczęśliwioną. Jej spojrzenie zdradzało nieufność, a może nawet urazę? — Może… w czymś ci pomóc? — zapytała dymna, przechylając głowę, mając nadzieję, że nie przestraszyła starszej kotki.
— Od kiedy jesteśmy na ty? — odburknęła szorstko wojowniczka. Uczennica rozejrzała się po żłobku, spoglądając na miny pozostałych karmicielek, po czym znów utkwiła spojrzenie w rozmówczyni. — Możesz mi pomóc, wychodząc stąd i zabierając swój gwi- — ugryzła się w język. — Swój rybi zadek.
Gąbczasta Łapa aż otworzyła pyszczek ze zdumienia.
— Przepraszam? Ja? Rybi zadek? — prychnęła urażona. — Nic ci nie zrobiłam! Chciałam tylko pomóc, może pobawić się z kociętami! — próbowała się pospiesznie wytłumaczyć. W tym samym momencie zauważyła, że jedna z futrzastych kulek wymknęła się spod ogona szylkretki. Nim zdążyła zareagować, poczuła, jak coś uderza ją w policzek. Odwróciła się i dostrzegła mniejszą wersję wojowniczki, mierzącą ją tym samym nieprzyjaznym spojrzeniem. Gąbka rozdziawiła pyszczek w szoku. Nie wiedziała, czego spodziewała się po tej wizycie, ale na pewno nie tego! Złapała mszystą kulkę w pysk i odrzuciła w stronę młodej z taką siłą, że ta niemal się przewróciła.
— Spróbuj tylko jej coś zrobić, a wyrwę ci każdy włos z głowy własnymi zębami! — warknęła starsza kocica, na co Gąbka natychmiast zjeżyła futro.
— Moglibyście mnie trochę milej powitać! Przecież mamy z wami sojusz! — wymamrotała, na co wojowniczka otworzyła szerzej oczy, choć szybko znów przybrała kamienny wyraz pyszczka.
— Słuchaj… możesz zostać, o ile ograniczysz się do rzucania mchem. Ale nie waż się opowiadać Słocie o tradycjach swojego klanu! Jej serce musi pozostać lojalne wobec Klanu Wilka, a takie bajki o latających rybach i śpiewających żabach tylko namieszają jej w głowie… — mruknęła nieco spokojniej. Gąbczasta Łapa nie rozumiała, dlaczego starsza aż tak nie znosiła Klanu Nocy i wszystkiego, co z nim związane, ale skoro takie było jej życzenie…
— No dobrze! Ale skoro ja nie mogę opowiadać o Klanie Nocy, to może Pani opowie mi coś o Klanie Wilka? Bardzo chętnie poznałabym wasze zwyczaje! I… czy mogłaby mi Pani powiedzieć, czy takie egzekucje to u was codzienność? Bardzo mnie to zaskoczyło, gdy tamten niebieski został zabity na środku obozu… ale może to ja zostałam inaczej wychowana…? — odezwała się spokojnie.
Zanim wojowniczka zdążyła odpowiedzieć, pomiędzy nimi przeleciała kulka mchu. “Co za uparty kociak! Czy ona nie widzi, że teraz dorośli próbują rozmawiać?” – pomyślała Gąbka, po czym odwróciła się do Słoty.
— Hej! — zawołała, opadając na przednie łapy. — Szukasz guza? A może blizny? Uważaj, teraz jestem lisem! A ty wojownikiem! — zawołała, szczerząc zęby. — Musisz mnie przepędzić!
<Dziecino?>
[1396 słów do treningu wojownika]
[przyznano 28%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz