BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Węgorz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Węgorz. Pokaż wszystkie posty

31 sierpnia 2026

Od Węgorza

Węgorz był niezbyt przekonany co do pomysłu Kongera… niezbyt zaskakujące. Zwęglony kocur nie lubił miasta, nie lubił się tam zapuszczać, niezbyt mu się widziało być złapanym i znowu siedzieć w smętnym szarym budynku z klatkami. Kradnięcie jedzenia z parapetu było idiotyczne, mogli po prostu coś upolować, ostatnio zielonookiemu coraz lepiej to szło.
— Czy my naprawdę musimy tam iść? Przecież teraz w lesie jest pełno zwierzyny… a oni są niebezpieczni i w ogóle nie chcę się tam zapuszczać. — Młodszy kocur marudził całą drogę pomimo tego, że truchtał za starszym. — Niepotrzebne narażanie się — burknął.
— Cicho, młody. Las jest bardziej niebezpieczny, mało jeszcze wiesz o życiu, a zachowujesz się, jakbyś miał co najmniej osiemdziesiąt księżyców na karku.
— Ale-...
— Cicho. — Jego przybrany ojciec uciął dyskusję, zanim Węgorz mógł wytoczyć jakikolwiek kolejny argument. Zielonooki coś tam zabrzęczał pod nosem, ale już więcej się nie odezwał, aż dotarli do jednego z domów na skraju lasu.
— Jeśli coś ci się stanie, to nie będę cię ratował — skłamał Węgorz, siadając na słupie od ogrodzenia… jakby coś się stało Kongerowi, to od razu by próbował cokolwiek zadziałać. Nie doczekał się odpowiedzi, bo jego nieoficjalny ojciec ruszył w stronę domu.
Konger wślizgnął się do domu przez otwarte okno i wkrótce wyskoczył z obiecującym łupem w pysku, zamieszkujący dom Dwunożny nie był zadowolony z tego faktu, bo wkrótce za sobą usłyszeli krzyki i wrzaski, ale obydwa koty były już za daleko, aby właściciel skradzionego jedzenia mógł cokolwiek im zrobić.

09 lipca 2026

Od Węgorza do Rogatego Flaminga

Dzień nie był jakoś specjalnie ciekawy. Węgorz robił to, co Węgorz robił najlepiej, czyli się lenił. Na nieszczęście tej jakże godnej czynności, Konger miał go dość, tak… bardzo dość i wygonił młodzika z ich obecnego miejsca, w którym się zatrzymywali… była to, co prawda, dziupla w rozwalonej topoli, ale było tam sucho i wiatr nie wiał w plecy. Konger trochę śmierdział starą rybą, ale dało się przeżyć.
Przez to, z nastroszonym futrem na szyi, poczłapał przed siebie. Wymyślając czarnemu kocurowi w myślach. Doszedł do granicy rzeki i po chwili wyciągnął się w słońcu Pory Opadających Liści na brzegu rzeki. Było spokojnie, różne trawska szumiały cicho, a para kaczek właśnie zniknęła za zakrętem rzeki. Mogłoby się wydawać, że nic ciekawego się nie stanie. Cóż, nic bardziej mylnego.
Kiedy słońce powoli zaczęło się chylić ku horyzontowi, a niebo przybierało liczne odcienie pomarańczu i fioletu, po drugiej stronie rzeki coś przedarło się przez trawę, potem krążyło w kółko. Węgorz miał dość tego szeleszczenia i hałasowania, poderwał się z miejsca swojego dotychczasowego odpoczynku i przemknął na sam kraniec rzeki. Przystanął z podniesionym niczym antena radiowa ogonem, próbując wypatrzeć, co wszczyna taki raban, już miał wydrzeć się, żeby spłoszyć jakiekolwiek zwierzę, które to robiło. Kiedy po drugiej stronie z między trzcin wyszedł najpiękniejszy kot, jakiego kiedykolwiek widział, oprócz samego Węgorza oczywiście, aż zamarł ze zdziwienia. Mrugnął zielonymi oczami, upewniając się, że nie jest to jakieś urojenie albo inne przywidzenie. Szybko rozważył, jak wygląda i czy nic mu się nie przykleiło do futra podczas wylegiwania się w trawie. Nie chciał się jednak ostentacyjnie obejrzeć, żeby nie wyglądać na idiotę i zamiast tego ruszył po wilgotnym piasku wzdłuż rzeki, czekając, aż drugi kot go zauważy, przecież nie będzie do niego krzyczał, jak jakiś prostak. Niedoczekanie, takie zachowanie jest poniżej jego godności. Poza tym, jeśli ten drugi nie zwróci na ósmy cud świata, jakim jest Węgorz to jego strata.
Zanim jednak cokolwiek się wydarzyło, jakiś inny głos zawołał go z głębi lasu i nieznajomy zawrócił, by wkrótce zniknąć z pola widzenia zwęglonego, co ten skwitował wkurzonym machnięciem ogonem.

〜°‧ 𓆝 𓆟 𓆞 ·。〜

— Mówię ci, Konger, to na pewno musi być jakaś grupa, powinniśmy się, chociaż rozejrzeć i zobaczyć czy nie warto byłoby się z nimi zaprzyjaźnić — Węgorz po raz kolejny próbował przekonać dymnego kocura do swoich racji. Przecież lepiej być w grupie, bezpieczniej… i łatwiej się migać od roboty.
— Nie. Ostatni raz ci mówię, dołączasz do grupy, w grupach są konflikty z jakąś inną grupą i jesteś wciągany w jakieś nieprzyjemne sytuacje — odrzekł starszy kocur. Był nieugięty w tej sprawie, a Węgorzowi zaczynało to poważnie działać na nerwy. Jak on śmiał się z nim nie zgadzać, nawet jeśli grupa ma konflikt z inną, to na pewno można się od tego migać, po prostu wystarczy mieć odpowiedni plan i przede wszystkim chęci.
Prowadzili już tę kłótnię od kilku dni, dokładnie mówiąc, od kiedy Węgorz zobaczył tego nieznajomego kocura po drugiej stronie rzeki. Może i to też przekładało się na jego motywację, co do tej decyzji, ale tylko odrobinę, był ciekawy.
Węgorz zdecydował, że musi gdzieś wyjść. bo zaraz zacznie wyrywać sierść temu staremu kłakowi zmatowiałej sierści. Znowu udał się nad rzekę, może po cichu mając nadzieję, że spostrzeże jego obiekt zainteresowania. Po znalezieniu odpowiedniego przejścia w kilku susach znalazł się po drugiej stronie wodnej granicy. Jedynie trochę zmoczył łapy przy przekraczaniu rzeki, co można było uznać za sukces. Może to los się do niego uśmiechnął albo raczej do Nocniaka, bo pobłogosławił go obecnością Węgorza. Niebieskooki kocur zatrzymał się kilka susów królika od samotnika i zmrużył lekko ślepia.
— Kim jesteś? I co tu robisz? Na terenach Klanu Nocy, nie wyczułeś znaków zapachowych? — głos, jak się okazało, klanowego kota był nieco wyniosły i raczej niezbyt przyjazny, ale nie wyglądało, jakby na razie miało dojść do przemocy. Węgorz uznał to za pozytywny znak. — Tacy jak ty powinni się trzymać za granicą.
— Na spokojnie — Węgorz zdecydował się na delikatniejszy ton głosu, nawet dodał do niego odrobinę niepewności, chciał przecież przekonać do siebie jego nowego kolegę, a nie wkurzyć jeszcze bardziej. — Nazywam się Węgorz… powiedziałeś, że jestem na terenie klanu? Co to są klany? — zapytał spokojnie, lekko opuszczając głowę, trzymając rozluźnioną postawę ciała. Zastanawiał się przez chwilę czy nie dopytać, czy jest to coś podobnego do gangów mieszczuchów, ale zdecydował, że porównanie do miastowych kotów raczej nie zaskarbiłoby mu sympatii tego konkretnego osobnika.

<Flamingu? Wprowadzisz kolegę w temat?>

31 grudnia 2014

WĘGORZ


 

Autor grafiki: Falvie666
OGÓLNE
WĘGORZ
Poprzednie imiona: Maczeta
Płeć: Kocur
Orientacja: Nieokreślona
Przynależność: Samotnik
Ranga: Samotnik

- - - -

Właściciel: Falvie666
CHARAKTERYSTYKA

APARYCJA
Opis ogólny - Kotka? Kocur? Kot? Przynajmniej z pewnością można stwierdzić, że jest ładny. Węgorz z samego wyglądu jest idealnie pomiędzy; patrząc na niego, nie da się określić jego płci; rysy pyska można przypisać obu płciom, postura ciała też nie daje żadnych wskazówek. Zapach również średnio pomaga, jest bardzo nieokreślony, a w dodatku jeszcze słaby. Ogólnie wygląda na zdrowego, jego sylwetka jest smukła i wysoka, o delikatnie zaznaczonych mięśniach, a sierść nie jest jakkolwiek zniszczona. Węgorz ma krótkie futerko, które jest bardzo śliskie, niemal, jak jego podwodny imiennik. Owa lśniąca szata pokrywa w całości jego ciało, gdyż kocur nie ma żadnych blizn, poza lekko naddartym, prawym uchem. Kolorystycznie… w większości czarny, spód ciała jest znacznie jaśniejszy i trochę bardziej nasycony niż reszta sierści. Najmniej monochromatyczną częścią są oczy kocura o intensywnie zielonej barwie, bystro obserwujące otoczenie. Poniżej jest ciemno-różowy nosek, który często jest lekko zmarszczony. Ciemne pręgi, obejmujące ciało kocura, są symetryczne i stają się coraz bardziej wyraźne, im bliżej dołu ciała.
Cechy szczególne - lekko naddarte, prawe ucho, stojące na sztorc futerko w prostej linii od czoła po nosek, "maska" na mordce, czerwono-biały szalik
Kolor sierści - czarny zwęglony (typu midnight) pręgowany klasycznie
Długość sierści - krótka
Kolor oczu - zielone
Problemy zdrowotne - bezpłodny

CHARAKTER

Ehhhh… no, Węgorz to niestety ma trochę wad, tak… odrobinkę. Jest dość egocentryczny; najważniejszy dla niego jest on sam, co stara się ukrywać, bo przecież nieważne, jak wspaniały jest, sam wszystkiego nie ogarnie… a szczerze mówiąc, czasami przydaje się mieć wsparcie od innych. Jest ostrożny i na ogół dość cichy, nie lubi być w centrum uwagi dużej ilości kotów, nie dlatego, że się wstydzi, a po prostu z faktu, że woli działać z boku, niż brać wszystko na klatę. Wtedy ma czas wszystko na spokojnie przemyśleć i dopiero ewentualnie podjąć jakieś działania. Potrafi być przyjazny, nawet dość czarujący, jeśli bardzo się postara i uzna, że warto. Jest dobrym przyjacielem, no chyba… że kot przestanie być przydatny i Węgorz zwyczajnie nie widzi żadnych korzyści z wysilania się, aby utrzymać daną znajomość na dobrym poziomie. Wtedy zacznie się oddalać, dystansować, może stać się trochę bardziej oschły. Nie zrozumcie tego źle, Węgorz nie jest niemiły dla nikogo, bo co, jeśli jakiś kot może być potrzebny w przyszłości? Nie robi sobie wrogów, tylko dlatego, że kogoś nie lubi. Nigdy oficjalnie i na głos nie sprzeciwi się władzy, nie jest typem prowadzącym rewolucje… dopóki opowiedzenie się za którąś ze stron nie da mu żadnych zysków, to pozostanie neutralny. Chyba, że jakiś kot serio go wkurzy albo będzie obrażać, no, to kocur odpowie w podobny sposób, strosząc się jak jeżowiec. Węgorz ma trudności z formowaniem szczerych relacji, oprócz Kongera nikomu zbytnio nie ufa. Jednak, jeśli jakimś cudem, zdołałby taką nawiązać… to raczej nie będzie mu łatwo mieć pewność, że ten kot go nie zdradzi albo zostawi. Stara się trzymać swoje własne emocje za grubą ścianą, pozwalając kotom tylko poznać powierzchnię, ponieważ wtedy czuje się bardziej pewny siebie, wiedząc, że jego “przyjaciele” tak naprawdę nie mają niczego, co mogliby wykorzystać przeciwko niemu.
MORALNOŚĆ

Węgorz nie wierzy w Gwiezdnych, nawet nie wie co to, ale jeśli sprawi to, że przypodoba się kotu, który będzie dla niego przydatny, to jest w stanie powiedzieć, że wierzy nawet w Wielką Owcę. Chwała Wielkiej Owcy. Tak, tak. Potrafi zrobić naprawdę dużo, aby poprawić swoją sytuację, bo dla Węgorza najważniejszy jest jego dobrobyt i komfort, a później wszystko inne. Jeśli będzie postawiony w sytuacji, w której będzie musiał wybierać między sobą, a innym kotem, to wybierze siebie.

CIEKAWOSTKI


⇝ Nadał sobie imię związane ze swoim byłym mentorem i opiekunem, jest do niego bardzo przywiązany
⇝ Jego ulubiona ofiara to okoń i ukleja
⇝ Nie ogranicza się z doborem partnera, dopóki kot jest ładny, to płeć nie ma znaczenia
⇝ Nosił dzwonek na obroży przez dłuższy czas, co trochę odbiło się na jego słuchu
⇝ Pomimo krótkiego futra jest ono bardzo gęste, przez co też bardzo długo schnie
⇝ Brońcie wszyscy bogowie i nie tykajcie jego szaliczka, to jego świętość, dostał od Kongera i się z nim prawie w ogóle nie rozstaje
⇝ Uwielbia zapach mięty, nawet bardziej niż kocimiętki
UMIEJĘTNOŚCI

Poziom medyczny: ///
Poziom wojownika: III
Słabe strony: 
⇝ Brak siły fizycznej
⇝ Łatwo mu wejść na ambicję, bo co, on nie da rady?
⇝ Często przeszacowuje swoje możliwości fizyczne albo lekceważy przeciwnika
⇝ Ma słabszy słuch niż “normalny” kot
Mocne strony: 
⇝ Inteligentny (sytuacjonalnie, bo czasami idiota)
⇝ Potrafi sam się wykopać z kłopotów, w które się wkopał
⇝ Szybko biega na krótki dystans i dobrze się wspina (czyt. dobrze ucieka)
⇝ Dobrze pływa
RELACJE

RODZINA

Ojciec - Kordelas - ojca to chyba nigdy nie widział, mama go tylko raz przelotnie wspomniała
Matka - Halabarda - kojarzy mu się z ciepłem i bezpieczeństwem, czasem za tym tęskni, ale wie, że nie ma szansy na powrót
Rodzeństwo - Karabela, Ordynka - dwie siostry, które średnio pamięta, nie łączy z nimi żadnych szczególnych uczuć
Partner - ///
Potomstwo - ///

INNE

⇝ Konger - czarny dymny kocur o wiecznie wkurzonym spojrzeniu pomarańczowych oczu; nauczył Węgorza wszystkiego, co ten idiota wie i potrafi. Dla niego Konger był kimś, do kogo uciekał, kiedy wkurzył nie tego kota, co trzeba. Węgorz po cichu, w myślach, nazywał go swoim tatą. Nawet, jeśli nie był on najcieplejszym stworzeniem, jakie stąpało po tym godnym pożałowania padole, to zielonooki w miarę za nim tęskni, choć będzie się zapiera każdą częścią ciała przed przyznaniem tego.

SZKOLENIE

Mentor - Konger
Uczniowie obecni - ///
Uczniowie dawni - ///
HISTORIA

Węgorz, a w tamtym czasie Maczeta, urodził się w miocie dwójki samotników – Kordelasa i Halabardy. Długo nie pocieszył wolnością, bo cała rodzinka została złapana przez hycla i przeniesiona do schroniska. Również w tym, bardzo miłym przybytku, nie zagrzał miejsca, ponieważ szybko został zaadoptowany. Tak też mały Maczeta został pieszczochem; życie to nie było złe, nawet mu się podobało, a właściciele dbali o kocurka (na szczęście nie stracił pazurów, jak niektóre koty dwunożnych). Jednak po kilku księżycach, kiedy to przechadzał się po ogrodzie, nagła syrena alarmowa go spłoszyła, a zielonooki wspiął się po ogrodzeniu i tyle go było widać. Biedny kocur, nieprzyzwyczajony do życia na własną łapę, niemal nie przeżył swojej pierwszej zimy. Wtedy też, zabiedzonego i chudego Maczetę znalazł Konger, który wziął młodzika pod swoje skrzydło. Po spędzeniu kilku tygodni w towarzystwie starszego kocura, zmienił imię na Węgorz. Teraz dwójka szlaja się po lesie, próbując nie wplątywać się w kłopoty.