BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skrzydlata Płomykówka x Monarch Pierwszy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skrzydlata Płomykówka x Monarch Pierwszy. Pokaż wszystkie posty

31 października 2026

Od Monarcha Pierwszego CD. Skrzydlatej Płomykówki

Kocur jakoś upatrzył sobie tereny Klanu Burzy. Lubił tu wracać, bo raczej nie miał negatywnych wspomnień z tego miejsca. W ogóle, gdyby tak pomyślał, to nigdzie nie został przegoniony. No dobrze raz, czy dwa tak. Za pierwszym razem była to kotka Ostatni Pożar, ale potem już się tak na niego nie rzucała. Zastanawiał się, co u niej słychać, bo dawno jej nie widział. Nie, żeby tęsknił, ale jakoś tak przywykł do wspólnych rozmów. Oczywiście dla niego były to rozmowy, ale dla kotki? Sam nie był pewien.
— Dziwna sprawa — wymamrotał. Nie zdążył nawet dokończyć zdania, kiedy przed jego pyskiem wyrosły ślepia znanej mu kotki.
— Och? — wymsknęło mu się, gdy usłyszał głos zastępczyni Burzaków. Zaraz jednak się otrząsnął i uśmiechnął niewinnie.
— Dzień dobry miła pani, ach? Co ja tu robię? Śmieszna sprawa, bo widzi pani…zamyśliłem się i cóż straciłem orientację w terenie — odpowiedział ze skruchą. Po części rzeczywiście się zamyślił, a z drugiej to przecież nie było istotne prawda?
— Ale skoro już pani tu jest, to chciałbym się dowiedzieć, co jest takiego dobrego w klanie. Tyle kotów w jednym miejscu, czy nie jest to uciążliwe? — miauknął, grzecznie siadając poza granicą Klanu Burzy. Nie był pewien, czy kocica mu odpowie, ale naprawdę od jakiegoś czasu się nad tym zastanawiał. Żył sam, ale czasem bywało to uciążliwe. Tyle dobrego, że wiedział do kogo pójść, gdy był chory, albo się zranił. Problem polegał jednak na tym, że była tam Kobczyk, a z nią kocur miał specyficzny kontakt.

<Pani sówko? Czy klan nie jest męczącym miejscem?>

27 października 2026

Od Skrzydlatej Płomykówki CD. Monarcha Pierwszego

»» ———— ⚜ ———— ««
Przeszłość, dawna
Pora Nagich Drzew
»» ———— ⚜ ———— ««

Lodowate ślepia, nieco zmrużone z uwagą obserwowały niebieskiego samotnika. Coś jej mówiło, że kocur nieco mija się z prawą w części swych słów. Nie miała jednak żadnych podstaw, by wytknąć to pręgowanemu, na co minimalnie poruszyła wibrysami. Nie pasował jej sam fakt obecności jakiegoś obcego kota tak blisko granicy, a raczej już nawet za nią, gdyż jego przednie łapy spoczywały na terenach, które należały do Burzaków.
— Zanim Ci odpowiem, to czy byłbyś łaska cofnąć się parę kroków? Twe łapy spoczywają już na terenie klanu — odparła, a kiedy tylko klasyk wykonał jej prośbę, skinęła głową: — Zwą mnie Skrzydlata Płomykówka, zastępczyni Klanu Burzy i owszem, jestem w pełni świadoma zagrożenia pobliskiej drogi, ale i nieproszonego samotnika w okolicy klanowych terenów, kiedy to pora nagich drzew, nikogo nie rozpieszcza — wyjaśniła, sugerując, by Monarcha w trybie raczej natychmiastowym odszedł.

»» ———— ⚜ ———— ««
Obecnie, Pora
Nowych Liści
»» ———— ⚜ ———— ««

Zaklęła siarczyście pod nosem, kiedy to stanęła nieostrożnie na łapie, z której w poprzednim sezonie wyjęła kawałek dwunożnego odpadku. Wtedy miała nadzieję, że samo usunięcie błyszczącego odłamka wystarczy, a w ranę nie dwa się żadne zakażenie. Poza tym nie chciała też obciążać Wdzięczną Firletkę, która po zdradzie Łzawej Łapy pozostała sama ze swymi obowiązkami. Do tego dochodził też fakt, iż byli też inni chorzy, którzy potrzebowali bardziej opieki szylkretki oraz ziół, będących ograniczonych przez mało przyjazne warunki do ich wzrostu i dalszego rozwoju. Teraz jednak infekcja w kończynie była realnym zagrożeniem, jeśli w najbliższych dniach nic z tym nie zrobi.
Swoje nieco krzywe kroki skierowała w głąb rodzimych terenów, a następnie do jednego z tuneli, który prowadził do podziemnego obozu. Już minęło tyle czasu, że srebrna zdążyła się w miarę przyzwyczaić do azylu z licznymi świetlikami w swym sklepieniu. Odkąd Rudzikowe Skrzydełko zmarła, zastępczyni niemal co noc opuszczała legowisko wojowników, a następnie kierowała się do najbliższej części obozu, gdzie mogła obserwować Srebrną Skórę. Po cichu miała nadzieję, iż to właśnie tam trafiła zmarła, nawet jeśli była spiskowcem, a na swych łapach miała krew niewinnych. Płomykówka nie wiedziała, czy żałowała swych czynów na tyle głęboko, że Gwiezdni w końcu jej przebaczyli, jednak wolała wierzyć w tę wersję, niż to iż pręgowana trafiła do Mrocznej Puszczy wraz z innymi mordercami, zdrajcami, wojownikami, którzy świadomie i specjalnie łamali kodeks.
W trakcie drogi do medyczki przywitała się skinieniem głowy z paroma wojownikami, zatrzymując się jedynie dłużej przy Oskrzydlonym Ogniku czy Krokusowej Kruchości, by omówić z nimi niektóre kwestii. Rudy kocur po otruciu Rudzik stał się jeszcze bliższy cętkowanej, a więź, która pomiędzy ich dwójką dawniej była jedynie czymś umownym, teraz rosła w siłę. Brat dla zastępczyni stał się głównym oparciem w czasie, kiedy ta była w kompletnej rozsypce po zbrodni Łzawej Łapy oraz Połyskliwego Koguta. Była zawiedziona siostrzeńcem, starała się porozmawiać ze Zwisającą Perłówką po swym publicznym ogłoszeniu opinii o dwójce młodych morderców. Kocica miała wrażenie, że młoda wojowniczka nie chce mieć z nią w ogóle do czynienia, a nawet jeśli to niezbędne minimum, które obowiązywało w relacji wojownik zastępca. Radziła się w tej kwestii Ognika, lecz on jedynie odparł, by cętkowana dała jej czas na przetrawienie tego wszystkiego.
Kiedy w końcu zastępczyni dotarła do legowiska Firletki, w środku zastała Gadożerowy Pysk, który z widoczną trudnością łapał oddech oraz przybranego syna Poczciwego Szakłaka i Gasnącej Prawdy. Pląsająca Łapa leżał z bliżej niezidentyfikowaną papką w okolicy jednego z uszu. Uczeń miał sporo szczęścia, że żyje. Nadal pamiętała, jak czarnofutry przyjaciel przyniósł do obozu ciężko rannego kociaka oraz jego martwego brata, którego pochowano pośród innych poległych Burzaków. Po dłuższej chwili odwróciła wzrok od chyba śpiącego liliowego młodzika, by udać się bardziej w głąb legowiska z nadzieją, iż zastanie gdzieś medyczkę. Nie chciała męczyć Gadożera próbą mówienia przy swym obecnym stanie, ani też nie miała zamiaru odbierać Patyczakowi możliwości odpoczynku w czasie choroby.
— W czym mogę pomóc Skrzydlata Płomykówko? — Niespodziewanie tuż za nią rozbrzmiał nieco zmęczony głos szylkretki. Srebrna obracając się, posłała jej minimalny uśmiech.
— Niedawno wyjęłam ostry odpad Dwunożnych ze swej łapy i jest pewna szansa, że wdała się infekcja.
Starsza nie skomentowała postępowania zastępczyni, a jedynie wskazała jej jedno z posłań, które obecnie nie były w użytku. W tym czasie zielonooka udała się do składziku. Dymna chwilę później powróciła do kolejnej pacjentki w lecznicy z chyba liśćmi paproci w pysku, przynajmniej dla Skrzydlatej Płomykówki wyglądało ów ziele. Te zostało następnie przeżute, a powstały sok w wyniku tego procesu znalazł się na zainfekowanej ranie. Srebrna syknęła na mało przyjemne doznania, lecz liliowa zdawała się nie być wzruszona ją reakcją i kontynuowała przeżuwanie nad łapą młodszej, aż do ostatniej kropelki soku.

»» ———— ⚜ ———— ««

Parę dni później w czasie Wysokiego Słońca, Skrzydlata Płomykówka spokojnym krokiem opuściła obóz. W końcu po infekcji łapy nie było śladu i nie musiała się przejmować tym, jak ma stąpać, by każdy krok jak najmniej emanował bólem. Cętkowana korzystała z pierwszych promieni słońca, które swym ciepłem muskały otwarte równiny Burzaków. Na błękitnym sklepieniu widać było pojedyncze chmury, szerokim łukiem omijające jaśniejącą kule idealnie pośrodku bezgranicznego nieboskłonu.
Kocica nie miała jasnego celu swej podróży, po prostu niespiesznie szła przed siebie. Nawet nie zdała sobie sprawy, iż w okolicy granicy przy Drodze Grzmotu rysuje się niebieska sylwetka pewnego samotnika. Powróciwszy oczyma, przyspieszyła nieco kroku, by po dłuższej chwili stanąć z Monarchom pysk w pysk.
— Witaj Monarcho, co Cię ponownie sprowadzę w te strony? Nadal nie zapoznałeś się z pobliskimi terenami? — spytała, zasiadając na powoli zieleniejącej trawie.

<Niebieski natręcie?>

Wyleczeni: Gadożerowy Pysk, Pląsająca Łapa, Skrzydlata Płomykówka

15 lipca 2026

Od Monarcha Pierwszego CD. Skrzydlatej Płomykówki

Monarch przebywał niedaleko Klanu Burzy, więc jak to on lubił wpaść na stare śmieci. Wyjątkowo dzisiaj był najedzony, więc nie przyszedł tu polować. Był tylnymi łapami na drodze i przednimi na terenie Klanu Burzy, kiedy doszedł do niego głos jakiejś kotki. Przeniósł na nią zaciekawione spojrzenie. Kotka miała dziwną ozdobę na grzbiecie. W ogóle rudofutra wyglądała dość osobliwie. Zupełnie jak sowa. Chyba nigdy nie spotkał kogoś takiego. Słysząc, że to teren Klanu Burzy, podniósł łapę do piersi i położył na sercu.
— Och, to teren Klanu Burzy? Nie wiedziałem, od niedawna jestem w tej okolicy. Nie wiem, gdzie są jakie klany. — wymamrotał ze skruchą. Oczywiście, że miał tego świadomość, jednak był świetnym aktorem i udawanie niezapoznanego z terenami wyszło mu idealnie.
— Bardzo szlachetną panią przepraszam. Nie chciałem pani niepokoić. Pani ani klanu — mruknął, spuszczając wzrok na łapy. Idealny obraz skruchy. Stał tak przez krótką chwilę, a następnie podniósł nieco łebek. Spojrzał na nią błękitnymi oczami.
— Ach pewnie panią to nie interesuje, ale gdzie moja kultura osobista. Nazywam się Monarch Pierwszy — miauknął cicho, a następnie lekko skłonił pyskiem z szacunkiem. W tym przypadku mógł zadbać o lepsze zaprezentowanie się przed kocicą. Przynajmniej nie rzucała się na niego jak ta ostry pazurek. Zatem dało się pogadać dorzecznie z kimś z tego klanu.
— Co szanowną panią sprowadza na granice klanu? Tu blisko drogi jest strasznie niebezpiecznie, ale wygląda mi pani na w pełni świadomą tych zagrożeń. Och czy mówię może za dużo? Proszę mi wybaczyć — miauknął, siadając na skrawku drogi.

<Skrzydlata Płomykówko? Piękna damo czy przeszkadzam?>

14 lipca 2026

Od Skrzydlatej Płomykówki Do Monarcha Pierwszego

Jak na razie pora nagich drzew nikogo nie rozpieszczała ani Burzaków, ani ich zwierzynę, ani potencjalnych samotników, którzy w poszukiwaniu pożywienia mogli się odważyć, przekroczyć granicę klanu. Niebieskooka, że regularnie wysyłane patrole graniczne zniechęcą potencjalnych intruzów, jednak nie mogła mieć stuprocentowej pewności, że to wystarczy i żaden Burzak nie spotka na swej drodze obcego kota, żyjącego na własną łapę.
Skrzydlata Płomykówka, jak co rano zebrała koty w Grocie Pamięci, lecz tym razem spotkanie to trwało nieco dłużej niż zwykle, gdyż kocica również pytała o postępy prac, by wiedzieć, do czego przydzielać poszczególne koty i na obecny moment wyglądało na to, że większość lżejszych prac została wykonana. Pozostawało jedynie dokończyć wicie posłań dla pobratymców. Może i przymknęłaby oko na pozostały stan prac, gdyby nie fakt, że do tyłu byli ze zbieraniem kamieni i gliny do budowy ścianek w legowisku medyków oraz żłobku.
Bez chwili zwłoki wyznaczyła grupę wojowników, którzy mieli pozyskać kamienie oraz glinę. Sama również postanowiła dołączyć do nich, wierząc, że już jej obecność wystarczy, by zadanie zostało sprawnie wykonane, albo chociaż jego część przed zachodem słońca. W międzyczasie kątem oka dostrzegła Zawodzącą Gwiazdę, który przysłuchiwał się wszystkiemu z boku, zapewne samemu oceniając postępy przy obozie oraz pracę samej Skrzydlatej Płomykówki, jakby chciał się jedynie utwierdzić w tym, że wybierając ją jako swoją zastępczynię, podjął właściwy wybór — i jak dotąd chyba był zadowolony ze swojej decyzji w tej kwestii.
Kiedy tylko wszystko zostało ustalone, zakończyła poranne wyznaczanie zadań, by od razu dołączyć do Opadającego Rumianku, Śnieżycowej Chmury i Słodkiej Dziewanny. Starała się wyznaczać koty, które nie miały żadnych uczniów, by nie odwlekać w czasie szkolenia kolejnych wojowników, choć byłoby miło, gdyby Zawodząca Gwiazda już mianował Gasnącą Łapę z Kameliową i Tojadową Łapą. Byli oni starsi od samej zastępczyni, trochę już przebywali w Klanie Burzy, a nadal posiadali rangę uczniów.
Zanotowała w głowie, by porozmawiać na ich temat z liderem, a następnie ruchem głowy dała znać grupie, by ruszyli za nią. Miała zamiar zdobyć nieco gliny i kamieni, lecz pewnym problem stanowił sam transport pierwszego materiału. W teorii można, by go na jakimś liściu lub kawałku kory przenosić do ustalonego miejsca, jednak w porze, gdy całe tereny pokrywał śnieg, znalezienie czegoś takie było niemałym zadaniem. Może coś w starym obozie się ostało, lecz srebrna uznała, że zrzuci ten problem na kolejne koty, którym wyznaczy zebranie gliny. Z kamieniami było o tyle łatwiej, że mogli zebrać te, które stanowiły pozostałości po pracy minerów lub jakieś pojedyncze sztuki leżące przy wyjściach z każdego tunelu.
Aby praca szła sprawniej, wysłała Opadającego Rumianka do przyszłego centrum obozu, a pozostałe kotki kolejno do tunelu prowadzącego do starego obozu oraz Kamiennego Strażnika. Sama natomiast udała się drogą, która kończyła się pośrodku śnieżnego pustkowia. Miała szczęście, gdyż wystarczyło odgarnąć łapą warstwę białego puchu, by znaleźć pod nim kamienie. Zdecydowała się kolejno przenosić większe z nich, resztę pozostawiając dla innych wojowników oraz uczniów.
Była to ciężka i żmudna praca, lecz kiedy tylko stos kamieni zaczął rosnąć, czuła satysfakcję. Na jej oczach pisał się nowy rozdział w historii klanu i ona mogła być tego częścią. Gdy tylko uznała, że na dziś koniec, odesłała trójkę towarzyszy na posiłek oraz odpoczynek, a sama postanowiła udać się poza podziemia.
Wychodząc na otwarty teren, odetchnęła głęboko, czując, jak chłodne powietrze od razu atakuje jej nieco zgrzane z wysiłku ciało. Przymknęła ślepia, pozwalając, by ta chwila trwała choć trochę dłużej. Cichy świst wiatru docierający do wywiniętych uszu jasno wskazywał na brak jakichkolwiek przeszkód w okolicy — była wręcz rudym punktem pośrodku śnieżnej bieli, na której tle każdy dobrze ją widział. Ona jednak się tym nie przejmowała, gdyż teraz nie potrzebowała kryć się ze swoją obecnością — zwierzyna mogła odetchnąć z ulgą, nie miała już sił nawet podejmować jakiejkolwiek próby złapania czegoś.
Po dłuższej chwili ruszyła przed siebie, nie zwracała uwagi, w jakim kierunku podąża. Była tylko ona, spokój i ciche skrzypienie śniegu pod jej łapami. Było to coś kompletnie innego od tego, co obecnie panowało w powstającym azylu. Tam miała wrażenie, że gdzie się nie obróci, gdzie nie skieruje swoich kroków, to natrafi na choćby jednego wojownika lub ucznia, co dawało poczucie osaczenia z każdej strony.
Nim się obejrzała, dotarła do granicy klanu, a wśród bieli zaczynał się odznaczać czarny pas Drogi Grzmotu. Przystanęła, skanując wzrokiem otoczenie, dopóki nie poczuła na sobie czyjegoś spojrzenia — nie dając tego po sobie poznać, wykonała pierwszy krok w stronę, gdzie uderzenia serca wcześniej dostrzegła niebieskie pręgowane futro. Pewnym chodem zbliżyła się do samotnika, zachowując bezpieczną odległość.
— Czego tu szukasz samotniku, to tereny Klanu Burzy — oznajmiła wprost, uważnie obserwując reakcję obcego w czasie oczekiwania na odpowiedź z jego strony?

<Nieznajomy?>

Event Klanu Burzy:
Zebranie kamieni oraz gliny na budowę ścianek w przyszłym legowisku medyka oraz żłobku