– Wygląda jak mały Czereśnia – mruknął jakiś kot, który przebywał razem z nimi w kociarni. – Łatwo go dostrzec, nawet z daleka. Reszta kociąt z łatwością kamufluje się w twojej sierści, Purchawko.
Kolejny pisk opuścił pysk Modrogończyka, tak jakby pragnął się pokłócić ze starszym kotem, który przeszkodził im w odpoczynku. Co prawda, to własna matka go wybudziła ze snu, ale jej to mógł wybaczyć. Najpewniej zasnąłby chwilę później, ale ktoś musiał ich odwiedzić.
– Jak je nazwałaś?
– Łza, Psianka, Zew – kocica wskazała kolejno końcówką ogona na młode, które kotłowały się u jej boku. I faktycznie, pomimo zdobiącej ich ciałka bieli, jako czarnuszki zlewały się z ciemnym futrem matki. – A mały Czereśnia nazywa się Gończyk. Modrogończyk.
~~~
Gończyk w końcu otworzył oczka i mógł na własną łapę zobaczyć, jak piękny jest świat. Siedział w wejściu do kociarni, z zaciekawieniem przyglądając się kotom, krzątającym się w obozowisku. Całkowicie stracił zainteresowanie rodzeństwem oraz starszymi kociętami. Po prostu musiał od nich odpocząć.
Ostrożnie się przesunął w bok, gdy jeden z wojowników, niosący posiłek dla matki, zbliżył się do kociarni.
– Co tam, Gończyku? Kogo tam wypatrujesz? – Sajgon poczochrał czekoladowego kocurka po łebku, starając się być miły dla kociaka, łączącego dwie społeczności. – Jeszcze chwila i opuścisz kociarnię. Póki możesz, baw się i ciesz się chwilą. Jako uczeń zatęsknisz za beztroskimi czasami w kociarni.
– Czyim uczniem zostanę? – spytał
– Mhm. Możesz zostać wojownikiem, zwiadowcą lub stróżem. Uzdrowicielem lub zielarzem, chociaż w lecznicy mamy chyba wystarczająco kotów – kocur się zamyślił.
– A szaman? Można się uczyć na szamana? Jak mama... – przechylił łebek, wlepiając spojrzenie w kocice. – Bo widzisz, Panie Sajgonie, do mnie chyba Wszechmatka przemawia, jak do mamy...
– Wszechmatka do ciebie przemawia...
– Mhm. Dzisiaj śniło mi się, że latałem. Chyba. N-nie wiem, jak to jest latać, ale miałem skrzydła i mogłem się bardzo szybko poruszać wśród drzew. Słyszałem miły głos jakiejś Pani i myślę, że to była Wszechmatka...
– No proszę. A jesteś pewny, że to nie głos Purchawki, próbującej cię wybudzić ze snu? – zaśmiał się Sajgon. – Miałem podobną sytuację. Kiedyś śniła mi się gadająca ropucha, a okazało się, że to mój mentor próbuje mnie wybudzić ze snu, abym mógł udać się z nim na trening...
Gończyk zrobił nadąsaną minę. Przecież potrafił rozróżnić głos matki. Głos Pani ze snu brzmiał całkowicie inaczej, ale również w nim było matczyne ciepło. To na pewno musiała być Wszechmatka!
Został wyminięty przez Sajgona. Oparł łebek na stopniu i westchnął. Może ten głos ze świata snów pomoże mu w podjęciu decyzji, dotyczącej tego, jaką ścieżkę powinien wybrać?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz