Po zgromadzeniu, noc
Niebieski fińczyk po powrocie ze zgromadzenia jak przyszedł do legowiska uczniowskiego, tak nie umiał zmrużyć oczu. Dotarło do niego, że zachował się okropnie w stosunku do swojej siostry i Przypalonej Łapy, choć chciał z siebie to wyprzeć i udawać, że to się nie wydarzyło. Gdy kolega spanikował, to mógł po prostu go uspokoić i wtedy byłoby lepiej… ale musiał wszystko zepsuć. Chociaż dlaczego jego siostra widziała w czekoladowych kotach dobro? Przecież w Klanie Nocy wszyscy prawie ich nie lubili, nie mieściło mu się zbytnio to w głowie! Chyba będzie mu łatwiej najpierw przeprosić Przypaloną Łapę niż Urodziwą Łapę. Do niej wróci później, a teraz najpierw Kasztan. Szkwalna Łapa próbował zamknąć oczy, ale jeszcze jedna myśl sprawiała, że miał ból sumienia, kiedy był zły na dwójkę kotów. Błyskawicznie potrzebował towarzystwa i chcąc przyciągnąć do siebie nowego kota, wygadał sytuacje ze znalezieniem medyczki z Klanu Klifu na ich plaży. Nie było to zbytnio honorowe i sprawiedliwe wobec jego klanu, modlił się w myślach, by Klan Gwiazdy mu wybaczył lub go oszczędził od konsekwencji. Uczeń zwinął się w ciasną kulkę i po dłuższych przemyśleniach zdążył zasnąć.
***
Nastał ranek, wszyscy się zbierali do treningów. Zauważył, jak Urodziwa Łapa odeszła z Kropiatkową Skórą, ale uniknął z nią kontaktu wzrokowego. Nie chciał na nią patrzeć od wczorajszego wschodu słońca. Było mu trudno, bardzo trudno, czuł się tak, jakby zjadł wszystkie kamienie z rzeki. Nie miał za bardzo nic do roboty dzisiaj... Może to i lepiej? Mewi Puch zrobił mu wolne z okazji tego, że szybko robił postępy. Skoro tak, to chyba musiał sobie rozplanować plan dnia. Może dzisiaj pójdzie nad morze? Lub pozwiedzać granice? Chociaż nie, miał chyba z Przypalonym się pogodzić, akurat był dzisiaj w obozie, to mógł do niego zagadać. Przypalony niósł jakiś mech... Czyżby miał czyścić legowiska? Robota mu nie ucieknie, można zawsze odłożyć na później.
– Cześć, Kasztan. Masz chwilę czasu? – przywitał się pewniej, ale już mniejszą pewność było słychać w jego pytaniu. Przypalona Łapa lekko się wystraszył, upuszczając mech. Popatrzył przez chwilę na niebieskiego.
– J-jasne, tylko muszę ten mech odnieść – bury kocur poszedł z kulą zielska do legowiska uczniów, po czym wrócił do niego. – To o co chodzi? – spytał cicho starszy uczeń, a Szkwał musiał w końcu powiedzieć to, co było dla niego trudne.
– Bo wiesz… Jeśli chodzi o wczorajsze zgromadzenie, to chciałem cię przeprosić za to, że się zezłościłem na ciebie, przez co dostałeś ataku paniki. To nie było twoją winą, tylko jakby moją, powinienem był być spokojniejszy i poprzestać na chwilę, może nie doszłoby do takiej kulminacji nieprzyjemnych emocji. Nie chciałbym, żeby to nieporozumienie nas dzieliło przez długi czas, dlatego przyszedłem cię przeprosić za to zajście – Przypalona Łapa nie wyglądał na zawistnego. Mimo wszystko miał nadzieję, że mu wybaczy. Kolega na kolegę chyba nie powinien się złościć z powodu jakiejś drobnej kłótni, nie? Może w ramach przeprosin poszliby na plażę? Mogliby pogonić mewy lub potopić się w morzu i zrobić zapasy, kto był lepszy.
[484 słowa]
[Przyznano 10%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz