Akcja ma miejsce przed nocnym spacerem
Wełnista Łapa powoli szła naprzód, na chybocząc się łapkach przemierzając trawiaste tereny. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, a brak chmurek na niebie sugerował, że będzie miała okazję dzisiejszej nocy obejrzeć gwiezdny pokaz. Jednak czy miała na to siłę i ochotę? Mimo toczenia walki samej ze sobą, oczy koteczki w trakcie podróży po treningu do obozu same się zamykały. Kilkukrotnie mało brakowało do zderzenia się pyskiem z nogą Przeplatkowego Wianka. Bolała ją każda część ciała, a w szczególności grzbiet, którym zaryła o ścianę tunelu, gdy starała się uniknąć ataku Skrzydlatej Łapy, podczas treningu walki w podziemiach. Na wspomnienie wyrazu pyska mentorek uczennic oraz Płomykówki, rozbudziła się nieco, czując jak zalewa ją fala wstydu. W końcu sama się pokonała nim prawdziwa walka rozpoczęła się na dobre. A na widok jej łez, Przeplatkowy Wianek podjęła decyzję o odwołaniu dalszej części treningu i powrocie do obozu. Od tamtego czasu koteczka nie zamieniła z mentorką ani słowa.
Kiedy przekroczyła wejście do obozu, pierwszym kotem, na którego wpadła, był Alba. Przez nieuwagę odbiła się od łapy kocura, który z niesmakiem przyglądał się koteczce, by chwilę później polizać futro, w miejscu, w którym Wróżka je ubrudziła. Chwilę mu zajęło przetworzenie informacji, że ten ziemisty puch, będący błotną chmurką o fioletowych oczach, to jego latorośl. A gdy sobie to uświadomił, zjeżył sierść.
– Na Klan Gwiazdy... – zaczął, darując sobie rzucanie przekleństwa wyrażającego jego emocję w związku wyglądem córki. – Dziecko, czy ty właśnie powróciłaś z treningu z Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd?! Jak ty wyglądasz... Co ja ci mówiłem... Gdzie jest twoja mentorka?
Koteczka rozejrzała się dookoła, starając się ustalić, gdzie udała się szylkretowa kocica.
– Chyba poszła do legowiska wojowników... – wymamrotała Wróżka, słaniając się na łapkach. Nawet nie zarejestrowała pożegnania z kocicą, jak również informacji, że jutrzejszy dzień ma wolny. Ziewnęła, kładąc się na ziemi, z której ojciec pospiesznie ją podniósł, przytrzymując za sierść. – Zaraz się umyję... – Obiecała, jednak nie miała na to siły. Pewnym było, że gdy tylko położy się na swym posłaniu, natychmiast odpłynie do krainy snów.
– Nie. Nie dasz sama rady... – wymamrotał, rozglądając się za matką swych kociąt, której miał zamiar podrzucić kocię, aby szylkretka szybciej doprowadziła je do porządku. – Chodź, mama się tobą zajmie, a ja porozmawiam sobie z Przeplatkowym Wiankiem i przypomnę jej o tym, że nie dostała pierwszego lepszego ucznia pod opiekę...
– To nie jej wina – ziewnęła, podwijając łapki i niczym małe kocię pozwoliła być niesiona do Leszczynowej Wiązki, która na widok córki jedynie zmarszczyła pyszczek. Między rodzicami wywiązała się drobna kłótnia odnośnie tego, kto powinien wyczyścić futerko Wełnistej Łapy i mieć przez noc posmak ziemi na języku. – To wina... – Urwała, przysypiając na dobre. Winne było jej białe futerko, do którego brud sam się przylepiał. I nieważne, czy faktycznie była w jakiś sposób powiązana z Klanem Gwiazdy, a nawet Białym Pawiem. Tak jak każdy uczeń, który trenował na wojownika, musiała zaliczyć ćwiczenia walki w tunelach. Nawet jeśli po jego zakończeniu wyglądała jakby naprawdę powróciła z otchłani Mrocznej Puszczy. Dobrze, że oprócz rodziców, mentorek i Skrzydlatej Łapy, nikt nie widział jej w tak okropnym stanie. Przynajmniej miała taką nadzieję.
[514 słów + ćwiczenie walki w tunelach]
[przyznano 10% + 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz