dawno temu
Młodziak wychylił głowę ze żłobka, chociaż jego reakcja była raczej negatywna. Podążał za swoim bratem, ciekaw co robi, jednak pogoda… hm. Skrzywił się, gdy ciepłe powietrze uderzyło go w pysk. Przynajmniej oczu nie musiał mrużyć od słońca. Nie, zdecydowanie wolał chłodniejsze temperatury. Wyszedł jednak, głównie z powodu chęci zwykłej skargi.
- A wiesz, sze nie można wychodzić bez opieki? - rzucił przemądrzałym głosikiem w stronę brata, który zdawał się coś kopać. I to bez niego! Może go nie widział, ale wyraźnie czuł swąd mleka i słyszał jak coś buduje. I, no, co prawda, w obozie byli bezpieczni. Zawsze ktoś był, szczególnie babcia, doglądając młodych kociąt i nie pozwalając im wychodzić poza obręb obozu. Czy jednak srebrny szczur o tym teraz myślał? Nie.
Drugi srebrny szczur również nie myślał o takich rzeczach jak wychodzenie z nory bez opieki. Przyszedł pan maruda, niszczyciel dobrej zabawy, pogromca uśmiechów dzieci.
- Ta? Znowu mnie płubójesz nabrać. Przeciez sam wychodzisz częściej niż ja!! - mruknął wracając do zabawy ziemią.
- Aha, fcale nie - zaprzeczył niebieski, podchodząc jednak bliżej nieco, uważnie stawiając kroki, szurając łapami po ziemi dla bezpieczeństwa. O ile w żłobku czuł się już pewnie z podłożem, tak tutaj nigdy nie miał pewności, że pod łapami nagle nie wyrośnie mu wielka otchłań - A co lobisz?
- Łózko - bąknął Śniak wyraźnie niezadowolony z faktu, że jego brat zainteresował się tym co robi. Zaraz to wszystko zniszczy. - Aby lezeć w ciepłym słonku. - Wyjaśnił nie odwracając wzroku na brata. - Idź sobie juz.
- Ale ja też chce łószko - powiadomił go Księżyc, podchodząc jakieś dwa kroki bliżej - Pomóc ci?
-To chodz. Zróbmy sobie łózka - został zaproszony do bawienia się w ziemi. Całkowicie już zapomniał o tym, że powinien być pilnowany będąc poza norą.
- Okok - pomaszerował w stronę głosu brata, po drodze wpadając łapką w jakąś dziurę i lądując z ziemią w pysku, ale szybko się otrzepał, otarł łapą pyszczek i zatrzymał się dopiero wtedy, kiedy niemal wszedł na Śniątko, który zachichotał widząc wywrotkę brata. - To co mam robić?
- Wykop troche ziemii. Z wykopanej ziemi ułożymy gniazdko. Chcesz mieć razem legowisko?
Zamyślił się przez chwilę. Niby propozycja nie taka zła, ale już w żłobku od zawsze spali razem i nie żeby Księżycowi to teraz bardzo przeszkadzało, jednak fajnie by było mieć jakąś odmianę. No i ciepło będą mieć od słońca... chociaż co tam babcia mówiła? Że wilka dostaną? On tam by w sumie chciał mieć takiego wilka.
- Może. Ale musi być dusze, bo nie chcę mieć tfoich stóp na pysku.
- Ale blisko będzie ciepło - zauważył. - Twoje futerko jest ciepłe i będzie miło się w nie wtulić.
- No dobsz... - mruknął w końcu, po chwili ciszy - Ale jak się obudzę z twoją stopą w pysku, to na ciebie napluję, zgoda? - zamilkł na moment, stojąc bezradnie w miejscu. - A skąd mam kopać?
- Nie. Nie pluj na mnie. To obzydliwe. Nie możesz się tylko wtedy przesunąci? - zauważył. - Choć kopać tu gdzie ja.
- Ale ftedy będę za legowiskiem... - Księżyc przewidział przyszłość, niezbyt zadowolony. Chwilę jeszcze stał, zastanawiając się, gdzie brat kopie, chwilę później podchodząc do miejsca, w którym słyszał Śniaka. Jeśli tamten zacznie kopać, to dźwięki powiedzą mu, gdzie sam ma zacząć - A ktoś jeszcze bęcie miał legowisko?
- Nie wiem, może ktoś sie dołączy - Śniątko kontynuował kopanie, więc i Księżyc spróbował wymacać miejsce, które mogłoby służyć do pozysku ziemi i o ile pomysł posiadania super duper wspaniałych legowisk z podobizną Zygzaka Mc’queena zdawała się być świetnym pomysłem w ich głowach, tak nie koniecznie podobała się reszcie kotów. Zajęty kopaniem Księżyc wczuł się w swoją rolę, podczas, gdy przechodzące koty czasem zerkały na nich z ukosa. Z jednej strony fajnie, to tylko kocięta! Niech się bawią! Ale z drugiej… kto potem to posprząta? Zabawa skończyła się w momencie, w którym wyszedł ze swojej starej nory Kukułcze Skrzydło…
Poprzepraszali i obiecali, że już nigdy więcej nie będą się babrać w ziemi w obozie. Ale tsii, to tylko taka przykrywka. Kukułcze Skrzydło wcale nie wiedział, że podczas tej przysięgi mieli "skrzyżowane palce".
Młodziak wychylił głowę ze żłobka, chociaż jego reakcja była raczej negatywna. Podążał za swoim bratem, ciekaw co robi, jednak pogoda… hm. Skrzywił się, gdy ciepłe powietrze uderzyło go w pysk. Przynajmniej oczu nie musiał mrużyć od słońca. Nie, zdecydowanie wolał chłodniejsze temperatury. Wyszedł jednak, głównie z powodu chęci zwykłej skargi.
- A wiesz, sze nie można wychodzić bez opieki? - rzucił przemądrzałym głosikiem w stronę brata, który zdawał się coś kopać. I to bez niego! Może go nie widział, ale wyraźnie czuł swąd mleka i słyszał jak coś buduje. I, no, co prawda, w obozie byli bezpieczni. Zawsze ktoś był, szczególnie babcia, doglądając młodych kociąt i nie pozwalając im wychodzić poza obręb obozu. Czy jednak srebrny szczur o tym teraz myślał? Nie.
Drugi srebrny szczur również nie myślał o takich rzeczach jak wychodzenie z nory bez opieki. Przyszedł pan maruda, niszczyciel dobrej zabawy, pogromca uśmiechów dzieci.
- Ta? Znowu mnie płubójesz nabrać. Przeciez sam wychodzisz częściej niż ja!! - mruknął wracając do zabawy ziemią.
- Aha, fcale nie - zaprzeczył niebieski, podchodząc jednak bliżej nieco, uważnie stawiając kroki, szurając łapami po ziemi dla bezpieczeństwa. O ile w żłobku czuł się już pewnie z podłożem, tak tutaj nigdy nie miał pewności, że pod łapami nagle nie wyrośnie mu wielka otchłań - A co lobisz?
- Łózko - bąknął Śniak wyraźnie niezadowolony z faktu, że jego brat zainteresował się tym co robi. Zaraz to wszystko zniszczy. - Aby lezeć w ciepłym słonku. - Wyjaśnił nie odwracając wzroku na brata. - Idź sobie juz.
- Ale ja też chce łószko - powiadomił go Księżyc, podchodząc jakieś dwa kroki bliżej - Pomóc ci?
-To chodz. Zróbmy sobie łózka - został zaproszony do bawienia się w ziemi. Całkowicie już zapomniał o tym, że powinien być pilnowany będąc poza norą.
- Okok - pomaszerował w stronę głosu brata, po drodze wpadając łapką w jakąś dziurę i lądując z ziemią w pysku, ale szybko się otrzepał, otarł łapą pyszczek i zatrzymał się dopiero wtedy, kiedy niemal wszedł na Śniątko, który zachichotał widząc wywrotkę brata. - To co mam robić?
- Wykop troche ziemii. Z wykopanej ziemi ułożymy gniazdko. Chcesz mieć razem legowisko?
Zamyślił się przez chwilę. Niby propozycja nie taka zła, ale już w żłobku od zawsze spali razem i nie żeby Księżycowi to teraz bardzo przeszkadzało, jednak fajnie by było mieć jakąś odmianę. No i ciepło będą mieć od słońca... chociaż co tam babcia mówiła? Że wilka dostaną? On tam by w sumie chciał mieć takiego wilka.
- Może. Ale musi być dusze, bo nie chcę mieć tfoich stóp na pysku.
- Ale blisko będzie ciepło - zauważył. - Twoje futerko jest ciepłe i będzie miło się w nie wtulić.
- No dobsz... - mruknął w końcu, po chwili ciszy - Ale jak się obudzę z twoją stopą w pysku, to na ciebie napluję, zgoda? - zamilkł na moment, stojąc bezradnie w miejscu. - A skąd mam kopać?
- Nie. Nie pluj na mnie. To obzydliwe. Nie możesz się tylko wtedy przesunąci? - zauważył. - Choć kopać tu gdzie ja.
- Ale ftedy będę za legowiskiem... - Księżyc przewidział przyszłość, niezbyt zadowolony. Chwilę jeszcze stał, zastanawiając się, gdzie brat kopie, chwilę później podchodząc do miejsca, w którym słyszał Śniaka. Jeśli tamten zacznie kopać, to dźwięki powiedzą mu, gdzie sam ma zacząć - A ktoś jeszcze bęcie miał legowisko?
- Nie wiem, może ktoś sie dołączy - Śniątko kontynuował kopanie, więc i Księżyc spróbował wymacać miejsce, które mogłoby służyć do pozysku ziemi i o ile pomysł posiadania super duper wspaniałych legowisk z podobizną Zygzaka Mc’queena zdawała się być świetnym pomysłem w ich głowach, tak nie koniecznie podobała się reszcie kotów. Zajęty kopaniem Księżyc wczuł się w swoją rolę, podczas, gdy przechodzące koty czasem zerkały na nich z ukosa. Z jednej strony fajnie, to tylko kocięta! Niech się bawią! Ale z drugiej… kto potem to posprząta? Zabawa skończyła się w momencie, w którym wyszedł ze swojej starej nory Kukułcze Skrzydło…
Poprzepraszali i obiecali, że już nigdy więcej nie będą się babrać w ziemi w obozie. Ale tsii, to tylko taka przykrywka. Kukułcze Skrzydło wcale nie wiedział, że podczas tej przysięgi mieli "skrzyżowane palce".
<Śniak?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz