Jakiś czas temu
Koper zastrzygło lekko uchem zaintrygowane słowami medyczki.
— Jak to nie miała być medyczką? Co masz przez to na myśli? — zapytało, siadając nieopodal. — Była inteligentna. Takie koty zawsze są lepszymi medykami — mruknęło, cicho, a następnie pokręciło niemrawo głową. — Wiesz co? W sumie nieważne. Nie będę rozmyślać nad sprawą zdrajców — dodało, przymykając oczy, jakby usiłowało, nadać swojemu tonowi więcej spokoju niż w rzeczywistości akurat miało.
Kilka księżyców później
Roztargniony Koperek obejrzało się na śpiącą byłą mentorkę. Zmrużyło lekko oczy, słysząc, jak cicho miauczała coś przez sen. Wzruszyło ramionami, nie chcąc podsłuchiwać myśli szylkretowa. Wyszło z legowiska medyków, rozglądając się dookoła. Był świt, a większość Klanu Wilka nie była jeszcze na nogach. Ujrzało za to nieopodal srebrny ogon wystający zza legowiska wojowników. Podeszło nieco bliżej, aby przyjrzeć się kto to. Tym bardziej, że kot ten wydawał nieco przeraźliwe dźwięki, podobne do kasłania. Widząc Kwaśną Kocankę, uniosło lekko brwi.
— Witaj Kwaśna Kocanko… Ty dobrze się czujesz? — zapytało, unosząc lekko brwi.
Kotka odwróciła się gwałtownie, odrobinę jeżąc futro. Najwyraźniej chciała przegonić asystenta medyka, jednak jej głos akurat zamarł, sprawiając, że wydała z siebie tylko słaby pisk. Skrzywiła niebieski pyszczek i machnęła dosyć agresywnie ogonem.
— Wiesz, niezbyt — mruknęła słabo, a Koper mogło zauważyć, jak kotka przewraca oczami.
— Chodź, zajmę się tobą — westchnęło cicho, kierując się w stronę lecznicy.
— Wiesz, chyba wolałabym nie. Słyszałam różne rzeczy o tym miejscu — miauknęła z minimalną pogardą w głosie, a Koper tylko prychnęło, wchodząc do środka.
— Dzień dobry Cisowe Tchnienie. Mogłabyś zająć się Kocanką? Ja w tym czasie przyniosę zwierzynę. Tylko nie daj jej uciec, bo chyba ma takie plany — prychnęło rozbawione.
Gdy już wróciło Kocanka leżała w jednym z legowiska już po przyjęciu medykamentu. Położyło na ziemi średniej wielkości mysz i zaczęło ją przeżuwać, dzieląc się z szylkretką.
— Myślę, że Zalotna Gwiazda jest odrobinę przerażająca — zaczęło bardzo cicho. — Ale to nic. Jest silna, a to siła liczy się w naszym klanie. Nie rozumiem tylko jej wyboru co do dwóch zastępców… Nie wystarczyłby tylko jeden? Czy to nie skończy się kolejną bitwą o przywództwo…? — mruknęło, bardzo cicho uważając na chorych śpiących nieopodal. — Nie powinno poruszać tego tematu, prawda? — zapytało po chwili, jakby z nagłą skruchą w głosie.
<Cis?>
Wyleczeni: Kwaśna Kocanka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz