Po zjedzeniu szczawiu, kocurka strasznie zaczęło palić w pyszczku. Nie chciał wyjść na słabego, więc nadal trzymał roślinę, wyglądając jak wiewiórka, która napchała sobie właśnie zapasy na Porę Nagich Drzew do pyszczka. Widząc Iglastego wchodzącego w panice do legowiska, uśmiechnął się, po czym wezbrało mu się na wymioty przez tą okropną roślinę, którą trzymał w pyszczku. Momentalnie wypluł to zielsko, kaszląc na wszystkie strony. Przerażony ojciec zaczął w panice po kolei wynosić kociaki od medyków. Pierwsza była Gorzka, potem Gasnąca, a na samym końcu Zmierzch, który cały czas próbował pozbyć się okropnego smaku z języczka. Gdy wylądował na ziemi w kociarni, jeszcze chwilę męczył się piekącym do granic możliwości językiem, po czym zaczął miotać się i krzyczeć wniebogłosy.
- Mój języczek! Ała! Piecze! Jak piecze! Ściągnijcie to ze mnie! - po tych słowach zaczął biegać po kociarni, jak oszalały, zapewne wywołując niemałe zamieszanie. W panice wybiegł z kociarni, by znaleźć cokolwiek innego, co nadawałoby się do zjedzenia. Szczerze mówiąc, nie interesowało go, czy byłoby to jadalne, ale ważne, żeby coś zmieścił do pyszczka. Nagle na swojej drodze zobaczył porzucony liść, pewnie przyleciał spoza obozu. Szybkimi ruchami wsadził go sobie do pyszczka. Jednak był on dwa razy większy, niż czekoladowy mógł pomieścić w otworze gębowym i przez to połowa rośliny znajdowała się poza pyszczkiem kociaka. Nagle usłyszał swoje imię wypowiadane przez tatę - pewnie mnie woła - pomyślał i odwrócił główkę w kierunku, z którego przychodziły wołania. Faktycznie Iglasty Krzew wołał swojego syna, ale widząc pozycję kociaka, zaśmiał się. Ten oburzył się, przecież chce być wielkim wojownikiem, a do tego musi być poważny, a nie śmieszny! Skulił uszy. Teraz wyglądał jak wcześniej wspomniana wiewiórka, z której pyszczka wystaje połowa liścia, a do tego miałaby skulone uszy w niezadowoleniu i wstydzie.
Korzystając z okazji, że Gęsiego Piórka nie ma aktualnie w kociarni, a tato był zajęty patrzeniem na śmiesznie wyglądającego kocurka, siostry Zmierzcha wybiegły z kociarni i kierowały się wprost na niego. On za to poczuł, że zaraz zostanie stratowany, więc zaczął przed nimi uciekać. Gorzka i Gasnąca za to obrały sobie świetną zabawę w gonieniu biednego i zawstydzonego kocurka. Przez krótki okres czasu biegające kociaki zakłóciły funkcjonowanie kotów w obozie. Nagle na drodze Zmierzcha stanęła nie nikt inny jak mama kociąt. Ten zawrócił gwałtownie, o mało nie powodując pozderzania się ze sobą rodzeństwa. Jednak po chwili kociaki zmieniły taktykę "zabawy" i uciekały przed rozzłoszczoną mamą. Nagle Zmierzch skoczył w krzaki, by się ukryć, a tym samym pokazał, co mają zrobić jego siostry. Bał się złości mamy, ale przecież i tak już dzieci Gęsiego Piórka znacząco narozrabiały. Siedziały cicho w krzakach przez krótszą chwilę, bo potem odezwała się Gorzka, ale jakoś tak dziwnie, znaczy inaczej niż zwykle.
- Ale ładne listki - zaczęła głaskać listowie krzaka, a Zmierzch wraz z Gasnącą spojrzeli podejrzanie po sobie. Czekoladowy w tym czasie przypomniał sobie o liściu w pyszczku, przez co wypluł roślinę, tym samym lekko zabrudziwszy futerko Gorzkiej. Ta spojrzała się na niego, po czym zaczęła przyglądać się listowiu na jej futerku. Zmierzchowi wydało się to bardzo dziwne, więc zdecydował się usunąć przyczynę tego zachowania z siostrzyczki. Ta spojrzała na niego z pretensją, po czym wróciła do głaskania liści krzaka.
- Ładne masz dzieci, wiesz? - spokojnym głosem powiedziała do... Kogo? Do Zmierzcha? O nie, przecież on nie ma dzieci!
- D-do mnie to? - lekko zaniepokojony szepnął do kotki.
- Nie mysi móżdżku! Do tej pani - wskazała na gałąź, z której wychodziły ubóstwiane przez Gorzką liście. Zmierzch z Gasnącą omal nie wybuchli śmiechem, ale omal, bo nagle ta upadła na ziemię. Zmierzch w pierwszej chwili bardzo się przestraszył, ale zobaczył, że kotka zasnęła. Teraz? Przekrzywił główkę. Może jest zmęczona?
- Umarła!? - krzyknęła nagle Gorzka. Zmierzch zakrył jej łapką pyszczek.
- Cii ukrywamy się! Nie pamiętasz? - trochę zszokowany zachowaniem siostry zdjął łapkę z jej pyszczka.
- Ale ona nie żyje - spokojnie, jak na wagę jej słów odezwała się siostra czekoladowego. Po chwili w krzaku pojawiła się głowa ich mamy, która teraz była zła do granic możliwości. Wraz z Iglastym Krzewem zaniosła kociaki do kociarni i wezwała medyczkę.
- Nic im nie będzie, ale muszą poczekać, aż zioła przestaną działać, nie spodziewałam się, że kiedy je zostawię, to zrobią coś takiego - widocznie Turkawie Skrzydło była równie zszokowana całą sytuacją, co Zmierzch. Gdy Gęsie Piórko mówiła coś medyczce, Zmierzch podszedł do Gasnącej, która teoretycznie spała.
- Gasnąca, śpisz? - bez namysłu zapytał siostrę, którą zaczął szturchać łapką.
<Gasnąca? Wybacz, że trochu nieskładne takie>
Dużo się tu podziało O.o Mam nadzieję, że nie zrobiłam komuś innego charakteru, a jak tak to przepraszam :p
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz