- No chodź! Zobaczymy co jest na zewnątrz! – zachęcił po raz setny Hiacynt, któremu wciąż najwyraźniej nie przeszkadzało to, że kremowy za każdym razem go zlewał.
- Nie wiem kiedy do was dojdzie, ale nie zamierzam wychodzić bez pozwolenia – oznajmił Rosochatek mierząc kociaki nieufnym spojrzeniem. Narcyz prychnął i pacnął go łapą.
- Chyba nie jesteś taki sztywny, co? – zapytał mając nadzieję, że ten się w jakiś sposób przekona. Przynajmniej aby pokazać, że nie ma mysiego serca! I tym razem Rosochatek jedynie zmarszczył brwi i westchnął zrezygnowany lekkomyślnością kolegów. To całe przedstawienie mające na celu zachęcić srebrnego do złamania powszechnych zasad przerwała wreszcie Brzoskwiniowa Gwiazda, wołając koty na zebranie. Synowie Błękitnej Cętki zaciekawieni zamieszaniem pojawili się na miejscu już jako pierwsi zostawiając kolegę daleko w tyle.
- Ośla Łapo? – poprosiła przywódczyni kiedy już wszyscy członkowie klanu Burzy wybrali miejsca. Narcyz pusząc się jak paw zasiadł obok zastępczyni, która wybrała miejsce najbliżej spadku, na którego górze usiadła liderka. Zaraz obok niego pojawił się Hiacynt, a chwilę potem zmaterializowała się również Chaber. Terminator powoli podszedł do Brzoskwinki szukając czegoś ciekawego na swoich łapach.
- Ja, Brzoskwiniowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. – powiedziała i odczekała chwilę aż kocur zdecyduje się spojrzeć w jej oczy. - Ośla Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
- Przysięgam – powiedział bury tak cicho, że mało kto usłyszał. Przywódczyni jednak nie przejęła się tym i kontynuowała.
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Ośla Łapo, od tej pory będziesz znany jako Ośle Ucho. Klan Gwiazdy cieni twój honor i zdeterminowanie oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Burzy – oznajmiła i dotknęła jego głowy.
- Ośle Ucho! Ośle Ucho! – rozbrzmiały okrzyki, a do świeżo upieczonego wojownika powoli podchodzili zebrani aby pogratulować.
- Ja też taki będę! – wykrzyknął Narcyz oglądając się z zachwytem na tłumy jakie skierowały się do burego.
- Taki niepewny, strachliwy? A to to na pewno – uśmiechnęła się Chaber posyłając bratu pobłażliwe spojrzenie.
- Nie jestem strachliwy i nigdy nie będę! Na pewno stanę się wojownikiem jeszcze przed tobą! – Oznajmił z dumą. – I jeszcze będę najpiękniejszym i najodważniejszym wojownikiem jakiego zapamięta klan Burzy. I będę przywódcą! – zawołał rozradowany. Zanim jakieś z kociąt zdążyło zareagować odezwała się Błękitna Cętka, która wróciła po pogratulowaniu Oślemu Uchu.
- Niewątpliwie będziecie najlepszymi wojownikami – powiedziała i potraktowała dzieci, krótkimi liźnięciami po główkach.
Narcyz przedzierał się przez zaspy śniegu rozradowany widokiem ciągnących się zimowych przestrzeni. Jeśli przetrwał wędrówkę na zgromadzenie to dlaczego nie mógłby zwiedzić trochę okolic obozu klanu Burzy? Razem z Hiacyntem założyli się kto złapie więcej zwierzyny. Oczywiście z racji aktualnej pory roku, umiejętności kociaka i przez fakt, że był zwyczajnie kociakiem pręgowanemu nie udało się wiele upolować. Jednak zdeterminowany wciąż kroczył przez wzgórza poszukując jakiegokolwiek znaku życia. Po pewnym czasie zaczęły ciążyć mu parówkowate łapki, ale postanowił nie zwracać na nie uwagi. Nie było mu szczególnie zimno i być może to za sprawą gęstego futra wciąż nie zmienił się w sopel lodu. Musiał przecież udowodnić swoją siłę i wytrwałość, a w tym przypadku trzeba było się jakoś poświęcić. Narcyz w pewnym momencie ze zdziwieniem ujrzał jakąś brudną od żółtego śniegu, czarną połać. Rozejrzał się po czym pewnym krokiem przeszedł przez Drogę Grzmotu. Znalazł się na zupełnie innym terenie i gdyby nie śnieg prawdopodobnie lekko zdziwił by go grunt, po którym ruszył w dalszą drogę. Obcy zapach zaczynał niebieskiemu coś sugerować, ale przecież nie może zostać pokonany przez jakąś dziwną, nieznajomą woń! W pewnym momencie przed kociakiem jak spod ziemi wyrosła kotka. Ale jaka kotka! Właściwie Narcyz na swojej drodze jeszcze nie znalazł żadnego damskiego rówieśnika. No dobrze, oprócz jego siostry. Ale siostra była brzydka i tylko mówiła, że on też nie grzeszy urodą. Dlatego można by powiedzieć, że kocurek jeszcze w życiu nie widział takiej pięknej istoty. No tak, mama była ładniejsza, ale mama była w innym sensie ładna. Po chwilowym namyśle Narcyz uśmiechnął się tylko. Zapomniał, że miał konkurs z bratem, a teraz przed oczami miał tylko tą śliczną rudą koteczkę. Zaraz, przecież założył się też o to kto poderwie więcej kotów!
- Cześć, jestem Narcyz, a ty? – zapytał możliwie jak najprzyjaźniej. Nie było co się spieszyć.
<Leszczyno?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz