BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?

W Klanie Nocy

Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.
Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 7 grudnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

13 maja 2022

Od Plusk

 Ostatnia noc była dla rudej wyczerpująca. Do późna zajmowała się chorymi — zakatarzonym Janowcem i Wiatrem, zwyrodnieniem Ćmy i popękanymi poduszkami Jabłka sama nie czując się najlepiej. Do tego Wiśniowa Iskra powiedziała jej, że na trening ma przyjść wcześniej — przygotowała dużo zajęć, które ma zamiar zrealizować jutrzejszego dnia.
Plusk przeciągnęła się niechętnie i parę razy przejechała językiem po swojej sierści. Powolnie wyszła ze swojego legowiska, żegnając zapach ziół. Udała się w kierunku stosu na zwierzynę i sięgnęła po niewielkiego, brązowego ptaka, a następnie wgryzła się w jego brzuch. Naprzeciwko niej siedział srebrny kocur, który wyraźnie się jej przyglądał. Widziała w nim porwanego, ślepego Jeżynka. Poczuła uderzenie smutku i zwiesiła głowę.
Kiedy skończyła posiłek, z ogromną niechęcią spoglądała w kierunku wyjścia z obozu. Tak bardzo nie chciała tam iść. Była wyczerpana i przygnębiona. Bała się, że znowu się pomyli, a wstyd wypełni całe jej ciało. Brzuch ściskał ją na myśl o tym.
Chrupnięcie trawy wybiło ją z przemyśleń. Rozejrzała się, a jej oczom ukazał się Bez. Jego uśmiech ją rozczulał.
Kocur otarł się głową o jej bark, a kotka wtuliła się w jego futro. Czuła jego ciepło i radość. To uczucie było wspaniałe. Chciałaby, żeby nigdy się nie kończyło. Nie miała żadnych wątpliwości w kwestii miłości do niebieskiego.

***


Siedziała w medycznym legowisku Klanu Burzy. Brakowało jej obecności starszego, czekoladowego medyka. Mimo iż nie znała go tak dobrze, to jednak dobrze go wspominała i chciała, by wrócił. Niestety nie było to możliwe.
Od razu, kiedy Plusk zjawiła się u Wiśniowej Iskry, szylkretowa zadawała jej pytania odnośnie do roślin leczniczych i chorób, potem udały się na wspólne rozpoznawanie i szukanie ziół. Niezwykle się zmęczyła. Nie miała siły na dalszy wysiłek i trening. W wejściu do legowiska stanęły nagle dwa kocury — jeden rudy, drugi niebieski.
– Plusk, to twoja kolej. Spróbuj sprawdzić, co im dolega – zażądała żółtooka medyczka.
– Auć! – wrzasnął niebieski. – Możecie coś z tym zrobić?!
– J-Jak masz na imię? Spróbuję c-coś na to poradzić – zaczęła ruda, podchodząc bliżej kocura.
– Wrzosowa Rzeka, ale teraz to nieważne, zrób coś – pisnął, wskazując ogonem na zaczerwienione miejsce za uchem – z tym!
– Z-Zaraz coś na to poradzimy. A tobie, co dolega? – spytała, podnosząc wzrok na rudego.
– Wreszcie... – przewrócił oczami – brzuch mnie boli. Ostatnio zwymiotowałem.
– Dobrze, zatem wybiorę zioła, które powinny wam pomóc. Zaczekajcie.
Plusk wiedziała, jakich roślin użyje — wrotycz, oraz łodygę pokrzywy. Podeszła do sporego stosu i rozpoczęła poszukiwania. Masa zapachów przelatywała przez jej nozdrza, jednak szybko znalazła to, czego potrzebowała.
– Myślę, że masz infekcję po użądleniu – stwierdziła, zwracając się do Wrzosowej Rzeki.
– Yyy... faktycznie, jakieś robactwo latało mi nad głową, ale nie wiedziałem, że to od tego. Dasz mi to zielsko? Bo to swędzenie nie jest przyjemne.
– Tak, proszę – miauknęła, wręczając kocurowi łodygę pokrzywy. – Przeżuj ją. Powinno pomóc. Przyjdź tutaj jutro po drugą dawkę i nie rozdrapuj tego.
Niebieski kiwnął głową i pośpiesznie opuścił legowisko.
– Tobie pomoże wrotycz – powiedziała.
Rudy kocur z niesmakiem żuł roślinę.
– Niesmaczne – burknął.
– Ale ci pomoże, uwierz.
Po chwili wyszedł, wciąż mając kwaśną minę.
– Świetnie sobie poradziłaś, Plusk – stwierdziła szylkretowa medyczka, siedząca w kącie legowiska.

***


Jedyne czego teraz pragnęła, to odpoczynek. Cały dzień słuchania Wiśniowej Iskry, wykonywania jej poleceń, robienie kółek po terenie Klanu Burzy w poszukiwaniu ziół i opiekowanie się chorymi było niezwykle męczące. Była nieprzytomna.
Ciężko stawiając łapy, zmierzała do obozowiska Owocowego Lasu. Wszędzie czaił się mrok. Widoczność w ciemności przy zlepionych od wyczerpania oczu nie była najlepsza. Przez głowę przelatywała jej myśl zaśnięcia gdzieś w trawie, ale starała się ją wygłuszyć. Potrzeby ciała biły się z myślami niedoszłej medyczki.
Sapiąc ciężko, weszła na teren, na którym wojownicy polowali. Jeszcze moment, a będzie w obozie. Już prawie.
W jej nozdrza wpadł paskudny zapach. Nie był to jednak obrzydliwy zapach, taki jak niektórych ziół – ten budził w niej niepokój.
Otworzyła szerzej zmęczone, żółte ślipia. Rozejrzała się dookoła, próbując dostrzec źródło woni.
Stawiała łapy w wilgotnej, wysokiej trawie. Cały horyzont był nią porośnięty. Na samym początku nie widziała niczego, co byłoby podejrzane, dopóki spojrzała jeszcze raz w kierunku obozowiska.
Zjeżyła się i zwiesiła uszy. Poczuła gwałtowne uderzenie w brzuch.
W trawie leżało coś białego. Nie ruszało się.
Modliła się, by nie był to kot.
Starała się chodzić jak najciszej. Jej ogon usilnie próbował skryć się pod brzuchem, jednak nie pozwalała mu na to. Wmawiała sobie, że to tylko wytwór zmęczenia — nic takiego, w środku jednak obawiała się najgorszego.
Serce biło jej coraz szybciej, z trudem łapała oddech.
Im podchodziła bliżej, tym bardziej siebie okłamywała. Negatywne myśli prowadziły zaciętą walkę z pozytywnymi.
Pozytywne przegrały.
Na trawie utworzył się zarys białej, kociej sylwetki.
Zi... Ziębo? – zadrżał jej głos. – Ziębo?!
Była przerażona. Nie chciała żegnać kolejnego kota. Wszystko cholernie ją przytłaczało. Miało dojść kolejne zmartwienie?
Z trudem przełknęła ślinę, a łzy ściekły jej po polikach. Była bezsilną, żałosną medyczką.
Zaczęła iść naprzód, a łapy się pod nią uginały. Musiała kogoś powiadomić o całym zdarzeniu. Błysk była słabą liderką. Doprowadzała do śmierci masy kotów, tak samo, jak ruda. Były dokładnie takie same. Te przemyślenia wprawiły żółtooką w większy płacz.
Zi... Zię... Zię-b-bo... – wydukała.
Biała nic nie odpowiedziała. Świszczący wiatr wpadał jej w uszy, piach sypał w futro. Było coraz gorzej. Brzuch ściskał ją niemiłosiernie, a serce biło okropnie szybko. Wraz ze wzięciem głębokiego wdechu, wyszła poza wysoką trawę. Przymknęła oczy, czuła jak łzy lecą jej po skołtunionym futrze.
T-To ja, P-Plusk... Zi... Zięb-bo... – ciągnęła z trudem.
Tym, co skłoniło ją do otwarcia oczu, był rozpaczliwy pisk. Powieki odsłoniły zmęczone, żółte oczy.
– CHOLERA! – wrzasnęła.
Ujrzała znajomego, białego kocura o szarawym ogonie i jego zielone ślipia. Leżał bezruchu, obok czerwonej cieczy.
Czuła jak cierń wbijał się w jej serce, kolce dziurawiły gardło, a wilki skręcały kark. Był to najgorszy cios wymierzony w jej stronę. Ktoś uwziął się na jej żałosne, niepotrzebne istnienie. Niezapominajka, Raróg, Jeżynek, Drewno, Tajfun – wszyscy po kolei. A teraz Bez. Jej ukochany, jedyne wsparcie — ktoś dla kogo dalej żyła. Wszystko rozkruszyło się w jeden moment. Szczęście zniknęło momentalnie jak liść porwany przez wiatr.
Pod łapami rudej rozsunął się ląd, wpadła w przepaść żalu, po drodze przeprawiając się przez swoje łzy i krew bliskich, ostatecznie wpadając w paszczę oprawcy. Szlochała, krztusząc się. Nie mogła już ani chwili dłużej.
– B... B... B-Bz-Bzie... j-ja... j-ja...
Nie była już w stanie mówić.
Z wielkim trudem podbiegła do rannego. Leżał na trawie, oddychając ciężko. Patrzył na nią biednymi, zielonymi ślipiami. Na jego pysku widniała rana wyrządzona przez kocie szpony. Nie miała pojęcia, kto krzywdził koty w Owocowym Lesie, ale pałała do tego kogoś ogromną nienawiścią.
– N... n-nie pozwolę na kolejne s-skrzyw-wdzenie ciebie... – wyjąkała – u-uciekniemy r-r-az... razem...
Wtulała się w jego futro. To wszystko było jej winą. Była nieuważna i doprowadziła go do takiego stanu. Nie chroniła go. Pozwoliła na to.
Z jej pyska wydał się zdławiony krzyk o pomoc. Gorączkowo wycierała łzy. To koniec, jeżeli dopuści do odejścia kocura.
Oderwała oczy od rany niebieskiego i ujrzała zjeżoną wojowniczkę.
– Co się mu stało?! – krzyknęła kotka.
P-Proszę, w-wezwij B-Błysk.
Czuła na sobie podejrzliwy i pogardliwy wzrok liliowej. Bardzo przytłaczał dawną pieszczoszkę. Wiedziała, że żywi niechęć w stosunku do niej.
F-Fretko, b-błagam... z-zrób to dla mnie i d-dla niego.
Kotka mimo chwilowego namysłu kiwnęła głową i pobiegła w stronę legowiska burej.
Żółtooka owinęła ogon wokół rany niebieskiego. Nie miała na nic sił. Była beznadziejna. Szykowała się na wygnanie i degradacje. Najgorsza medyczka Owocowego Lasu w dziejach. Rozpacz uderzała w nią z każdej strony.
Wkrótce nad Plusk stanęła masa kotów. Wszyscy wlepili swoje oczy w nią. Wiedziała, że jej nienawidzą. Słyszała krzyki, słyszała ich przerażenie.
P-Plusk! – syknął bury kocur. – Dlaczego go do cholery skrzywdziłaś?!
Wiatr. Nie widziała go jeszcze w takim stanie. Jego źrenice były mniejsze od najcieńszych gałązek, a sierść przypominała kolce jeża.
– Nic m-mu nie zrobiłam, j-ja z-znalazłam go w-w takim s-stanie – rozpaczała. – Błagam, u-uwierz mi.
Widzieli w niej morderczynię. Poznali ją jako miłą i słodką kotkę, obecnie myślą o niej z przerażeniem i pogardą.
Masz brudny od krwi pysk i łapy! – wrzasnął czarny kocur, wychodząc z tłumu.
Jej koszmar się spełniał. Było coraz gorzej. Wszyscy byli przeciwko niej.
P-Pomóżcie mi g-go przenieść. On żyje! – błagała tłum. – Proszę was!
Szylkretowa kotka stojąca obok Wiatru podbiegła do rudej. Starała się podnieść rannego, lecz nie było to łatwe. Udało się dopiero wtedy, kiedy pomogła im Zięba i Zimoziół.

***


Na legowisku, zrobionym z liści i gałęzi leżał niebieski. Miał brzuch owinięty pajęczynami. Ruda płakała bez ustanku. Nie mogła wybaczyć sobie tego, co się stało. Bez przerwy siebie obwiniała, tworząc błędne koło.
Parę łez skapnęło na nieprzytomnego kocura. Wokół niej natomiast działa się burza — koty syczały, krzyczały, szeptały między sobą o sprawcy zdarzenia.
– Plusk, w-więc jak to się stało? – spytała Błysk, starająca się okiełznać emocję. – Zrobiłaś mu coś?!
– Błysk... m-myślę, że wszyscy wiecie, że g-go k-k... – głos Plusk zaczął drżeć. Smutek rozrywał jej gardło i serce – ...k-kocham i nic bym m-mu nie zrobiła.
D-Dlaczego więc masz brudne łapy? J-Jak go znalazłaś?
Bura wyglądała na równie przerażoną i zestresowaną, co żółtooka.
– Leżał n-na terenie, na którym wojownicy polują – przełknęła ślinę z bólem. – P-Próbowałam opatrzeć mu ranę.
Liderka przytaknęła.
Ruda miała ochotę zniknąć. Zapaść się pod ziemię. Zacząć życie od nowa, nie przychodząc do Owocowego Lasu. W tym momencie srogo tego żałowała. Wspominała momenty, kiedy przyszła tutaj i szkoliła się u czekoladowego wojownika. Ścieżka medyka zrujnowała wszystko. Nie nauczyła się walczyć i bronić bliskich. Gdyby tylko mogła cofnąć czas. Miała ochotę krzyczeć i wygonić wszystkie te koty z jej legowiska. Czuła się osaczona.
– Plusk – odezwał się inny niż wcześniej głos.
Medyczka podniosła głowę. Jej oczom ukazała się niebieskooka szylkretowa kotka.
J-Ja wiem, że jest ci ciężko... – ciągnęła – obserwuje to od dłuższego czasu i jest mi przykro. Jeżeli potrzebujesz rozmowy, przyjdź do mnie. Nie odbierz tego jako narzucanie się – dodała.
Doznała szoku.
Przed chwilą sądziła, że każdy jej nienawidzi. A teraz przyszedł kot, który przejmuje się jej istnieniem? Nie wiedziała, czy jest zdolna mu zaufać. Plusk wysłała Ważce długie, błagalne spojrzenie.

***


Wycieńczenie i ból. Te słowa najbardziej opisywały stan kotki. Co chwilę płakała, stercząc bez przerwy nad poszkodowanym. Jedyne, co było światełkiem w tunelu, było to, że kocur się obudził. Jednak dalej leżał, nie wstawał. Miał na pysku okropną, szpecącą ranę.
Plusk wyszła z legowiska. Wyczerpana. Całą noc spędzała nad opieką, z króciutkimi przerwami. Stan partnera nie pozwalał jej na zaśnięcie. Szła po kolejne pajęczyny — tamte skończyły się w nocy. Opuściła obozowisko będąc nieprzytomna. Widok dwoił się i troił. Słyszała za sobą kroki — tak się jej przynajmniej zdawało. Nie była pewna, czy naprawdę ktoś za nią idzie, czy to owoc zmęczenia. Nie wiedziała, póki się nie odwróciła — biegł za nią bury kocur.
– Plusk! – zawołał, podbiegając do jej barku.
C-Co się dzieje, Wietrze? – odparła zdziwiona.
– Potrzebuję ziół – kaszlnął. – Pewnie już wiesz, co mi dolega.
– Kaszlesz, n-niedobrze. Zaczekałbyś? Szukam pajęczyn dla B-Bzu.
– Mogę ci pomóc – zaoferował.– Wiem, że praca medyka jest trudna.
B-Byłoby miło z twojej strony.
Kocur skinął głową i potruchtał naprzód. Szli w nieco niezręcznej ciszy. Ta bariera przełamała się ze wkroczeniem kotów w teren, obrośnięty wysokimi, ciemnozielonymi krzewami. Kapała z nich rosa.
– Plusk, muszę ci coś powiedzieć – rzucił bury, przerywając obserwację.
– Czy moglibyśmy najpierw znaleźć te pajęczyny? To ważne, a porozmawiamy w legowisku.
Była zniecierpliwiona. Kocur wcale nie szukał pajęczyn. Chodził, patrząc na swoje łapy.
– Nie. Musimy porozmawiać tutaj.
Za dobrze znała te zaprzeczenia. Nie lubiła ich.
W-Wietrze, p-
– Nie przerywaj – sapnął niechętnie.
Zielonooki przysunął się do jej boku. Sprawiał wrażenie napiętego. To wywoływało niepokój u rudej.
– Wiesz pewnie, że to nie lisy stoją za próbą morderstwa twojego partnera, racja? – spytał, unosząc brew i wzrok na kotkę.
T-Tak, ma na pysku zadrapanie zrobione przez k-kocie pazury...
Czuła się coraz bardziej niepewnie. Nie chciała o tym rozmawiać.
– Znam sprawcę.
Serce Plusk zaczęło bić o wiele szybciej. Sprawcę, czyli tego, kto zranił niebieskiego. Znał tego drania.
K-Kto to?! – zawołała w panice.
– Ktoś, kogo znasz bardzo dobrze – powiedział, podchodząc jeszcze bliżej rudej.
Sierść jeżyła się jej na myśl o sprawcy tego zdarzenia. W stosunku do niego nie miała już żadnego ciepła. Psuł jej życie.
– Ja – syknął jej prosto do ucha.
Jej sierść się zjeżyła, źrenice zmniejszyły. Jak mogła przyprowadzić tu tego mordercę?! Zdrajca. Nie sądziła, że to wszystko się tak potoczy.
– MORDERCO! – krzyknęła.
– Zamknij się! – wrzasnął. – Bo ktoś usłyszy te krzyki!
Wystawiła pazury. Była gotowa zabić tego głupka. Zniknęła kochająca każdego Plusk.
– Nienawidzę cię! – wykrzyknęła, stając pod gardłem kocura.
– Ciszej tam, łajno! – syknął przez zęby, ściskając rudą pazurami za pysk. – Mam dla ciebie umowę — zabiję tego twojego kocurka, chyba że zdecydujesz się na kocięta ze mną. To jak?
Pragnęła wymazać go ze swojego życia. Żałowała wszystkiego. Wpadła w pazury oprawcy. Paskudne, które były gotowe zrobić wszystko przeciwko niej. Nienawiść.
– Gadaj! – rozkazał.
– K... k... k-k-kocięta... – wydusiła z siebie.
Kot, który zniszczył jej życie, miał mieć z nią kocięta. Nie mogła sobie tego wyobrazić. Szantaż.
– Wiedziałem. Może się jeszcze na coś przydasz – stwierdził, stając nad kotką.

Wyleczeni: Janowiec, Wiatr, Ćma, Jabłko, Falująca Tafla, Wrzosowa Rzeka


[przyznano 5%]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz