Poranek leżał już z zamkniętymi oczami. Czekał, aż sen przyjdzie zabrać go w swoje szpony. Wtedy jednak poczuł czyiś dotyk. Od razu otworzył oczy. Nie przepadał za przytulasami i Mgiełka już zdążyła się o tym przekonać. Dlaczego więc tuliła się w chwili, gdy mieli spać? Coś było nie tak?
— Musimy kiedyś to powtórzyć — powiedział Mróz, prosto do jego ucha. Oczy rudego lekko się rozszerzyły. Czyli naprawdę sprawił bratu radość!
– Dobrze – mruknął cicho, licząc na to, że Mróz go usłyszy. – Jednak uważaj na siebie – powiedział jeszcze szeptem i znów zamknął oczy, chwilę później już zasypiając.
***
*TW: samookaleczenie, śmierć*
Szybko podniósł się ze swojego posłania. Serce biło mu tak, jakby miało wyskoczyć z jego klatki piersiowej. Oddech miał wyraźnie przyspieszony, a przerażone spojrzenie latało po całym legowisku, szukając kota, który pojawił się w jego koszmarze.
– Przepraszam, przepraszam... – szeptał cicho, czując, jak łzy zaczynały spływać mu po policzkach. Znów to samo. Nie potrafił się uspokoić. Tym razem jednak czuł się inaczej niż zazwyczaj w takich sytuacjach. Wyrzuty sumienia pożerały go żywcem, a lęk znów ściskał go za gardło. Starał się oddychać, tak jak mówił mu Derwisz, jednak nic nie pomagało. Nie mógł się uspokoić, ale nie mógł też panikować w lecznicy, gdzie obok znajdowały się znajome koty. Musiał się uspokoić. Musiał.
Spojrzał przerażony na swoją łapę z wyciągniętymi pazurami. Nie myśląc za wiele, wbił pazury w swoją skórę, licząc na to, że ból jakkolwiek mu pomoże. Przecież wtedy pomógł! Teraz też musiał, prawda? Czerwona maź skleiła mu futro na łapie. Ból powoli zaczynał z niej promieniować, jednak serce rudego dalej biło szybciej, niż powinno. Oddech dalej był krótki i urywany, jakby szukany na siłę. "Dlaczego to nie działa?!" – pomyślał przerażony, znów wbijając pazury we własną skórę. "Dlaczego nic nie działa?!" – chciał wykrzyczeć te słowa. Zamiast tego jednak patrzył na krew spływającą po jego kończynie, czekając na jakiekolwiek uczucie ulgi, które jednak nie nadeszło. Zdesperowany spojrzał na składzik z ziołami. Doskonale wiedział, że niektóre mogły go uspokoić. Jednak niektóre też mogły wymierzyć mu sprawiedliwość za wszystkie czyny, których dokonał. Za śmierć Mrozu, za zaginięcie Murmur, za brak zaufania do własnych matek... Może lepiej było wziąć sprawy w swoje łapy, zamiast dawać Wszechmatce możliwość do igrania z jego umysłem, powoli i tak wyniszczając go od środka? Nie myślał nad tym długo. Chwycił odpowiednie zioła i wybiegł z legowiska, nie budząc przy tym nikogo. Ruszył w stronę swojego drzewa, ponieważ tylko tam czuł się bezpiecznie. Drogę znał już na pamięć. Upadł dopiero przy nim, nie mogąc już znieść bólu, który dalej promieniował z jego rannej łapy. Upuścił zioła obok siebie i położył głowę bezwładnie na ziemi, pozwalając łzom spływać z jego oczu. Starał się złapać oddech.
– Przepraszam – wydukał przez łzy i chwycił przyniesione zioła. Powoli przełknął wszystkie, przekraczając właściwą dawkę. Niedługo po tym dreszcz przeszedł przez jego ciało, niosąc za sobą jeszcze większą fale bólu niż ranna łapa.
[*]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz