Wspinaczka? Nie muszę już aż tak ryzykować życiem, ćwicząc. Walka? Jako tako. Patrolowanie? W procesie rozgryzania. Rozpoznawanie drzew? Dobrze. W momencie, gdy zrozumiałem, że las to nie tylko zielona plama otoczona rzeką, to okazało się, że w sumie, to nie ma dwóch takich samych drzew. Doznałem czegoś, co można określić mianem olśnienia. Skoro nie ma dwóch takich samych rzeczy na świecie, to znaczy, że tak ma być. Że nie można próbować być takim samym jak ktoś inny, bo nie taki był plan Wszechmatki.
Właściwie to to przemyślenie nie daje mi absolutnie nic, gdyż mnie zupełnie nie dotyczy. I pewnie w przeciągu dwóch do trzech dni o nim zapomnę. Ale to, że się pojawiło, oznacza, że nie jestem wcale taki głupi. Gdybym był głupi, to bym to chyba wiedział. To musi być jedna z pierwszych rzeczy, o których dowiadują się od świata głupie koty…
Dziś trening znowu. Nadal. Kurka mówił, że będę zdobywać nową umiejętność – budowanie legowisk na gałęziach. Mimo mojego już zdecydowanie zaawansowanego wieku, nadal dziwi mnie, dlaczego żyjemy na drzewach. Gdybyśmy mieli żyć na drzewach, Wszechmatka dałaby nam skrzydła. Nikt nie musiałby ryzykować złamaniem kręgosłupa, idąc na drzemkę. No ale dobra. Kontrargument, który podaję sobie sam, brzmi tak, że mimo wszystko na nich żyjemy, więc tak chyba musiało być. Albo po prostu Wszechmatka nas nie lubi. Ja nie wiem. Nie miałem jeszcze okazji jej zapytać.
Spotkałem się z moim mentorem przy wyjściu z obozu. Wydawał się dziś trochę mniej zmęczony niż codziennie. Chociaż równie dobrze mogło tak wcale nie być. Ja nie wiem.
— Dzień dobry, Borowiku! Cieszysz się na dzisiejszy trening?
— Hm. Odczuwam umiarkowane zaintrygowanie dniem dzisiejszym — odparłem.
Moje nowe odkrycie — lepiej się rozmawia, gdy mówi się dużo słów, a nie mało. Dlatego też ostatnimi czasy zacząłem używać ich jak najwięcej, mimo, że takie gadanie jest zupełnie bez sensu i mógłbym właściwie odpowiedzieć skinieniem głowy i przekaz byłby taki sam. Ale faktycznie zauważam efekty bezsensownego wydłużania moich wypowiedzi i są one jedynie pozytywne.
Kurka zaśmiał się lekko, słysząc moje słowa. Bo „słyszy” moje „słowa”, a nie jak wcześniej „widzi” moje „gesty” w odpowiedzi na swoje pytania.
— Dobrze, zaczynajmy więc! Na razie spróbujemy to zrobić na którymś z niższych drzew poza obozem, dla treningu. A jak będzie ci iść sprawnie, to spróbujemy u nas.
— Tak jest. — Przytaknąłem, przyglądając się jednocześnie źdźbłu trawy i zastanawiając się, jak się nagle znalazło między moimi łapkami.
Wyszliśmy z obozu, ale nie odeszliśmy za daleko, tylko kawałek, do najbliższego, niskiego drzewa.
Usiadłem na ziemi, wpatrując się w drzewo z otwartym lekko pyszczkiem. Nie zdziwiło mnie ani nie zaciekawiło mnie też w żaden sposób. Nie wiem, czemu tak patrzyłem.
— Słuchaj teraz uważnie, Borowiku. Budowanie legowisk na drzewach nie jest prostym zadaniem. Wymaga to precyzji. Legowisko musi być trwałe i stabilne, bo inaczej śpiący na nim kot może po prostu spaść w czasie snu.
— A tego byśmy nie chcieli — wtrąciłem szybko.
— Tak, dokładnie! Dlatego tak ważne jest zrozumienie techniki, a dopiero potem, na samym końcu, opanowanie praktyki!
Strzepnąłem główką na boki, spojrzałem na Kurkę.
Mentor zaczął wyjaśnianie.
Sama technika… zupełnie nie miała sensu. Nie rozumiem. Nic. To znaczy prawie. Zrozumiałem jedynie, w jaki sposób wybierać miejsce na legowisko. Najbezpieczniej tam, gdzie są grube gałęzie, od których odchodzi wiele innych, dzięki czemu tworzy się pewnego rodzaju szkielet czy też skorupa dla naszego legowiska. Ale reszty nie wiem. Nie wiem. Zgubiłem się.
Następnie Kurka wlazł na drzewo, by zaprezentować mi, jak to powinno w praktyce działać. Wspiąłem się za nim. Ostrożnie wbijałem pazurki w pień drzewa, unikając luźnych płatów grubej kory, aby się niechcący nie zsunąć i nie połamać. Szło mi już w miarę sprawnie. Z każdym uniknięciem śmierci coraz sprawniej.
Mentor na początku odłamywał niepotrzebne patyki od szkieletu, wplatając je między te bliżej głównej gałęzi.
— To jest kwestia oszczędności czasu i materiałów. Ile patyków można odłamać stąd tyle się odłamuje, resztę się po prostu zbiera, tak jak pewnie robiłeś już wiele razy.
To prawda, jednym z moich uczniowskich zajęć było również zbieranie patyków do wzmacniania legowisk. Najlepiej długie i giętkie, a jednak na tyle sztywne, by legowisko było stabilne. Miałem więc w tym zadaniu wprawę.
— Teraz twoja kolej. Pójdziemy teraz pozbierać patyki, jak wrócisz ze swoimi to możesz dalej budować. Ja będę ci przynosił.
— Uh. Dobrze. Ja… mogę… spróbować.
Kurka pokręcił głową.
— W budowaniu legowisk nie ma próbowania. Albo się to robi dobrze, albo ktoś może spaść. Na szali jest również zaufanie do ciebie. Jeśli wiadomo, że ktoś buduje dobrze, to śpi się spokojnie. Jeśli nie, to…sam rozumiesz.
— Uh. Tak. Tak. Rozumiem. — Pokiwałem głową z szeroko otwartymi oczkami. — Rozumiem…
Niedobrze. Niedobrze. Nie mogę stracić zaufania. Nikogo. Jak inaczej miałbym umacniać moją pozycję w naszej małej społeczności? No, nie mógłbym. Dlatego muszę chyba stać się mistrzem w kolejnej dziedzinie. Być może tej decydującej o mojej przyszłości lub jej braku. To kwestia przetrwania.
— Ugh…
— Co takiego? — spytał Kurka, obracając się do mnie.
Ugh. Byłem pewien, że wydałem ten dźwięk w mojej głowie jak zwykle. Widać, że mówienie dużo mi nie służy… Zaczynam mówić to, co myślę…
Zeszliśmy razem z drzewa, ja wciąż z niemałym kłopotem, ale kolejny raz wygrałem ze śmiercią. Bez sensu, że my wygrywamy ze śmiercią każdego dnia, a jej wystarczy, że wygra raz i koniec gry.
Rozdzieliliśmy się, by zebrać patyki. Ja moje zebrałem szybciej, w końcu robiłem to bardzo często, wiedziałem, jak i gdzie szukać. Nie czekałem więc na mentora. Wdrapałem się na drzewo z gałązkami w pysku. Chyba kawałek kory wpadł mi do pyska. Fuj. Fuj.
Przysiadłem na gałęzi i wyrzuciłem stertę na szkielet, liście i drobne gałęzie utrzymały je przed spadnięciem na ziemię. Starałem się kopiować ruchy mojego mentora, które wcześniej zaobserwowałem, to jest wplatanie kolejno gałązek od dołu do góry, w koło. Było to zadanie…niezwykle trudne, skomplikowane i męczące, gałązki nie chciały się wyginać tam, gdzie powinny i na odwrót. Jak na złość w najbardziej gorącym i decydującym momencie, moja sterta skurczyła się do zera. Kurka gdzieś zaginął w buszu. Mam nadzieję, że żyje. Mam nadzieję, że drzewa nie zmówiły się i nie zemściły na nim za moje wcześniejsze akcje przeciwko nim… Masakra. To jest jakaś masakra. Nie cierpię drzew. Głupie patyki. Głupi trening.
* * *
— Tak. Wiem — odparłem, siedząc obok niego i patrząc z dumą w to samo miejsce.
Kurka zapewne po raz pierwszy w życiu widział tak niemożliwie stabilne i staranne legowisko na drzewie. Osiągnąłem mistrzostwo po zaledwie jednym dniu nauki.
— Jest idealne. Prawda? — spytałem, nie zmieniając pozycji.
— Pff… — syknął. Niepewność w jego wzroku tylko się zagęściła. — Wiesz…Borowiku… Budowanie legowisk to…trudna sztuka, a to twoje pierwsze podejście… Myślę, że wygląda to…
Spojrzałem na niego z wyczekiwaniem. Zignorowałem nawet dźwięk, który rozległ się pod drzewem, choć brzmiał on łudząco podobnie do spadającego z drzewa sporych rozmiarów patyka.
— … nie najgorzej, jak na pierwszą próbę.
Zamachałem ogonkiem z radości. Jej.
— Ale… powiedz mi, proszę, czemu zwisają z niego kępy trawy…?
— Oh. No, żeby, jak na przykład wściekły lis pod nim przeszedł, to mu spadło na głowę.
— A… po co…? Skoro w obozie wszyscy chodzą pod legowiskami i z reguły nie są to lisy, tym bardziej nie wściekłe…?
Usłyszałem kolejny spadający patyk. Dziwne. Drzewo chyba się sypie. Koniec świata.
— No. — Zamrugałem. — Nie wiem. W sumie. Możesz mieć rację. Ale to jest po prostu taki dodatek.
Kurka wyglądał na zmieszanego, ale po chwili westchnął i uśmiech powrócił na jego pysk.
— Jeszcze to poćwiczymy, Borowiku — odparł spokojnie. — Zobaczysz. Nauczysz się.
Mentor pacnął moją główkę. Zamrugałem.
— Tak. Tak. Nauczę. Nauczę. Obiecuję. Ja nie zawiodę.
Kiwnął.
— Choć wracajmy już. Potem możemy dalej ćwiczyć, hm? Ale najpierw coś zjemy.
Usłyszałem dźwięk o wiele głośniejszy niż przy jednej spadającej gałęzi tym razem. Ale nie obróciłem się. Mój mentor też nie.
[1350 słów]
[budowanie legowisk na gałęziach drzew]
[27% + 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz