Przeszłość
— Coś często mdlejesz — rzuciła w stronę liliowego kocura, który jakiś czas temu został przetransportowany do lecznicy, kiedy to zemdlał idealnie na środku obozu. — Weź sobie parę dni wolnego od tego wszystkiego, w końcu Owocowy Las się nie zawali, kiedy to tylko ja z Purchawką i Porankiem będziemy leczyć. A tobie to może na dobre wyjdzie — dodała, aby następnie wyminąć starszego i udać się do składziku ziół. Młódka nie zamierzała tracić cennego czasu na naukę medykamentów, a przy okazji może znajdzie kolejne braki, które później będą idealnym pretekstem do opuszczenia obozu.
Może i Mistral dość często zachowywała się wyniośle wobec innych, lecz nadal żyła stratą matki. Raczej nikt nie chce być świadkiem, jak lis rozszarpuje ciało twojej rodzicielki, która oddała życie za te twoje. W dodatku, kiedy ujrzała, jak takie samo rude stworzenie wpada do obozu za pewnym głupim uczniem, wszystko w niej na nowo odżyło. Ukrywała fakt, iż opuszczanie bezpiecznego obozu również napawało ją strachem — kiedy udawała się z Purchawką lub jednym z uzdrowicieli na zbieranie ziół, to raczej nie brali nikogo dodatkowego. Choć też zdarzały się pewne wyjątki, na przykład młódka pamiętała, jak parę razy z nimi szła Orchidea, szczególnie po tym ataku lisa, gdzie istniało ryzyko, że jakieś osobniki kręcą się w pobliżu.
Obecnie
Kolejne księżyce mijały, a biała kotka zdecydowanie na dobre zagościła w legowisku uzdrowicieli Owocowego Lasu, nawet jeśli jej nauki nie do końca skupiały się na przyszłej roli uzdrowiciela. Młódka pamięta, jakby to wczoraj Purchawka oznajmiła, iż wybiera ją jako swoją uczennicę, by została w przyszłości nowym zielarzem w ich społeczności. Stanowisko to dość długo było puste, a dokładnie od momentu, kiedy to dymna została szamanką, zastępując swoją poprzedniczkę, która odeszła do Wszechmatki. Mistral nigdy nie dopytywała o zmarłą, gdyż tak naprawdę nie było jej to potrzebne do czegokolwiek, a uczennica dodatkowo była nieco pochłonięta niedawnym pomysłem swojej mentorki. Purchawka wymyśliła otwarte spotkania teraupetyczne, na które regularnie przychodziło parę kotów, a mianowicie Lis, Kajzerka, Przypływ, Drobinka, Miodunka, Mgiełka i Całunka. Każdy z nich miał swoje własne powody, dla których pojawiali się w tym skromnym towarzystwie i dzielili się tym, co im leży na sercu.
Niebieskooka początkowo była dość sceptycznie do tego nastawiona, a nawet zamierała się łapami przy początkowych namowach Purchawki, oczywiście mając na uwagę to, jaki miała sposób bycia uczennica, a był on dość kontrowersyjny. Choć dało się zauważyć, że odkąd ta szkoliła się na zielarza, coś w jej charakterze uległo zmianie, jakby sama szamanka miała jakiś pozytywny wpływ na to. Nikt raczej na to nie narzekał, gdyż przy wcześniejszym nastawieniu Mistral do wszystkich, to każdy, a przynajmniej większość starała się przychodzić do Poranku, Wiciokrzewu czy nawet Gołąbka, szkolącego się pod okiem rudego uzdrowiciela. Biała początkowo jedynie zbywała to machnięciami łapą, uważając, że każdy to mysi móżdżek, skoro myślą, że jest ona gorsza od pozostałych Owocniaków, którzy razem zamieszkiwali dziuplę.
W końcu jednak zaczęły następować pewne drobne zmiany w zachowaniu Mistral, początkowo były to nieśmiałe uśmiechy, kiedy ktoś akurat przychodził do legowiska, a ona była w środku. Z czasem zaczęła schodzić z tonu i zaprzestała swych opryskliwych uwag. Najbardziej na tym wszystkim skorzystał Wiciokrzew, który mógł odetchnąć z ulgą, kiedy nie musiał się obawiać dość ciętych uwag ze strony młodszej. Po jakimś czasie nawet zaczął pojawiać się wstyd za swoje wcześniejsze zachowanie wobec swojego mentora. Chciała go przeprosić, lecz zawsze nagle coś odciągało ją od tego lub sam kocur był akurat w danym momencie czymś zajęty. Czy Wszechmatka chciała, by młódka żyła z narastającym poczuciem winy, które z każdym dniem paliło coraz bardziej?
Wir mało przyjemnych myśli został przerwany przez pojawienie się cętkowanego zwiadowcy w legowisku. Akurat uczennice była wraz z Purchawką, gdyż Poranek był zajęty szkoleniem Gołąbka, a Wiciokrzew gdzieś niedawno wybył. Szamanka od razu przywitała Guziczka, zaczynając nieco trajkotać jak katarynka, na co Mistral rozbawiona przewróciła oczami. Zielonooka zdążyła już chyba każdemu z osobna w Owocowym Lesie powiedzieć o spotkaniach niewielkiej, które miały cel terapeutyczny i poprawienie dobrostanu psychicznego każdego, kto chciał przyjść. Za każdym razem przybyli mogli liczyć na kwiatki od Gołąbka, który ten zbierał je akurat na te okazje — początkowo niebieskooka dość sceptycznie do tego wszystkiego podchodziła, lecz z czasem sama zaczęła pojawiać się na spotkaniach, tłumacząc się przed samą sobą, że dzięki temu będzie lepszym zielarzem w przyszłości, kiedy tylko nadejdzie dzień, gdy zostanie mianowana.
— Purchawko, chyba już każdy w Owocowym Lesie wie o twoim pomyśle, nie musisz każdemu z osobna o tym mówić — odparła z drobnym uśmiechem, podchodząc do szamanki i zwiadowcy. — Lepiej poszukaj Wiciokrzewu — dodała, spoglądając przez chwilę na mentorkę. Ta krótka chwila wystarczyła, by dymna zrozumiała pewne obawy ze strony Mistral, których raczej nie wypowiadała głośno.
— Jesteś pewna, że dasz sobie radę sama? — spytał niepewnie Guziczek. Biała rozumiała jego obawy, w końcu nadal była uczennicą i to raczej dość młodą, lecz jej wiedza powoli zaczynała dorównywać tej, którą posiadali pozostali.
— Oczywiście! Skoro mam aż dwóch mentorów — odparła, a następnie wskazała wolne posłanie z mchu. Starszy po chwili wahania je zajął, a kotka mogła na spokojnie przyjrzeć się jego oku. Było one załzawione i ropiało, co musiało być mało przyjemne, dlatego też bez zbędnego zwlekania ruszyła po jaskółcze ziele. Dość sprawnie odnalazła odpowiedni medykament, więc już po chwili ponownie znalazła się przy chorym, choć na tym jej zadanie się nie kończyło, gdyż glistnik musiała najpierw przeżuć, a następnie jako okład nałożyć na zainfekowane oko.
«★»
Mistral ciężko odetchnęła, kiedy tylko wypuściła z legowiska zwiadowcę. Czuła, jak ją szczęka boli od zbyt intensywnego przeżuwania ziela, lecz wolała mieć pewność, że papka będzie odpowiednia i zadziała, kiedy położy ją na oku Guziczka. Na szczęście obecny ból się opłacić, gdyż właśnie obserwowała, jak kocur wita się ze swoim partnerem, który także był zwiadowcą. Oba kocury nosiły na sobie dość świeże rany po walce z bobrami — żałowała, że musiała, jak na ostrych krzewach czekać na powrót liliowego uzdrowiciela. Kiedy tylko ich cała grupa wyruszyła, obawiała się, że coś może nie pójść po myśli Pieczarki i Czereśni, czego skutkiem będzie narażenie Wiciokrzewu i Drobinki na atak wroga. Na szczęście im nic się nie stało, a co Mistral dziękowała Wszechmatce.
— Wiciokrzewie, gdzie byłeś? — spytała, kiedy tylko starszy znalazł się na tyle blisko, by nie musiała krzyczeć na cały obóz.
<Wiciokrzewie?>
[1017 słów]
Wyleczeni: Guziczek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz