— Gratulacje, Korowa Łapo. — I faktycznie dało się zauważyć dumę w jej oczach. — Wróćmy do obozu.
Więc wrócili. Kora jedynie, o czym marzyła to swoim ciepłym posłaniu. Mimo to, gdy Kamyczek do niej podszedł, na twarzy pojawił się jej uśmiech, a zmęczenie i chęć lenienia się znikła w niepamięć.
— Cześć Korowa Łapo — przywitał się. — Jak tam trening?
— Dobrze — przyznała z dumą. — A co u ciebie? — zapytała po chwili.
— Ech. Denerwuję mnie strasznie Porywisty Dąb — przyznał pół szeptem.
Nie był w tym sam. Korowa Łapa jakoś często nie rozmawiała z kocurem, od kiedy została uczniem, ale jego postawa i ogólnie wszystko w nim ją denerwowało. Nie rozumiała, czemu inni tak do niego lgną, ale cieszyła się, że mogła dzielić z kimś swoją nienawiści to czekoladowego.
— Ciągle się chwali, że został wojownikiem szybciej ode mnie. Może ma rację, może rzeczywiście jest ode mnie lepszy, ale gdyby był prawdziwym bratem i przyjacielem, to nie mówiłby mi tego, co chwilę.
— Nie jest lepszy. Jest głupi — prychnęła. — Trochę większy, trochę silniejszy i już się chwali. — Przewróciła oczyma, a potem przybliżyła się do kocura delikatnie, aby szepnąć mu do ucha: — Jak był jeszcze uczniem, ja mu pomogłam przejść przez tunele.
— Serio?! — Żółte oczy kocura się rozszerzyły.
— Tak! — zachichotała. — To już było dawno temu. No i głupio mi było odmówić. To przez niego nie byłam tak samotna. — Spuściła wzrok.
Może pamięć ją zwodziła, może po prostu spędzała z Kamyczkiem tyle czasu, że już był wszędzie, ale wydawało się jej, że gdy była jeszcze kociakiem i poszła za Dąbkiem do uczniów, był tam też Kamyczek. Chyba już wtedy go wyłapała w tłumie, chyba już wtedy go lubiła.
— Przez niego poznałam Ciebie — szepnęła.
<Kamienne Pióro?>
[371 słów]
[przyznano 7%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz