Dzisiejszy dzień mijał mi jak zwykle. Pełen rozmyślań, sprawiających, że czułem się zmęczony. Nic niezwykłego, lecz też nic prostego. Jednak poza tym było dosyć spokojnie, można było nawet uznać, że się nudziłem. Więc po prostu postanowiłem odwiedzić żłobek. Idąc do żłobka, nie spodziewałem się, jednak znaleźć małego uciekiniera. Stanąłem więc w miejscu, gdy maluch mnie zobaczył. Spojrzałem na nią z góry, gdy zauważyłem, że podniosła główkę. Jej ślepia bardzo przypomniały mi te Mysiego Postrachu. Jednak jako odpowiedzialny dorosłym musiałem coś powiedzieć prawda?
— A gdzież to idziemy, młoda wojowniczko? — powiedziałem stanowczo, jednak nie ostro.
Psotka, bo tak chyba było jej na imię, wyprostowała się.
— Jak to gdzie? Na przygodę! Przepuść mnie! — miauknęła w moją stronę, tupiąc delikatnie łapką.
Westchnąłem tylko na to zachowanie, nachyliłem się i złapałem ją za kark. Mimo jej protestów zabrałem ją z powrotem do żłobka. Usadziłem na posłaniu, które pachniało mi jej ojcem i usiadłem obok.
— Nie wolno ci wychodzić ze żłobka. Szczególnie na tamtą ścieżkę — mruknąłem do czarno-białej.
— Dlaczego? Ty tam byłeś!
Gdy ponownie usłyszałem głos koteczki, jedynie uśmiechnąłem się w duchu, kiedyś też byłem takim małym psotnikiem. Jej zachowanie delikatnie przypominało mi moje wyczyny. Spojrzałem więc się w jej niebieskie oczka i rzekłem:
— Poczekaj maluchu, podrośniesz i sobie tam będziesz mogła chodzić — powiedziałem delikatnie. Nie chciałem brzmieć ostro, miałem wrażenie, że żadne dziecko tego nie lubi.
— Ale czemu nie teraz? — Dalej protestowała Psotka, ewidentnie trzeba było spróbować jej wytłumaczyć.
— Bo to niebezpieczne — mruknąłem.
— Ale będę uważać! — Dalej piszczała koteczka.
— Aż tak bardzo chcesz wyjść poza żłobek? — zapytałem kociaka i po chwili myślenia dodałem: — Teoretycznie można, by opowiedzieć ci o naszych terenach, bo jesteś jeszcze nieco za młoda na pełnoprawną wycieczkę… Albo bym cię, chociaż po obozie oprowadził. Co ty na to?
<Psotka? Jesteś proszona do odpowiedzi>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz