— Nie, nie wydaje mi się — stwierdziła, poruszając wąsami. Żółte ślepia kocura wciąż uparcie wpatrywały się w nią, ani na moment nie spuszczając wzroku z jej pysku. Przekrzywiła delikatnie głowę, gdy Biedronkowe Pole, prowadząca patrolem, dała znak do wymarszu z obozowiska. — Powinniśmy już iść — oznajmiła, a następnie razem z Samowolną Łapą udali się w ślady starszej wojowniczki oraz reszty kotów. Błoto zapadało się pod ciężarem ich łap, a jednolicie szare niebo zdawało się wręcz uginać, jakby gotowe w każdej chwili spaść na głowy niespodziewających się niczego kotów. Wreszcie Biedronkowe Pole zarządziła rozdzielenie się — w ten sposób mieli upolować więcej — a Murena została przydzielona do Samowolnej Łapy. Księżniczka powoli sunęła u boku dymnego kocura, który zdawał się całkiem już pochłonięty w rozmyślaniach. Może to i lepiej. W pewnej chwili jednak Samowolna Łapa drgnął nieznacznie i odwrócił się w stronę Czyhającej Mureny.
— Chcesz sprawdzić, kto upoluje więcej ryb? — zagadnął, strzepując uchem.
Księżniczka przez chwilę rozważała jego pytanie, zanim postanowiła przystać na jego propozycję:
— Możemy spróbować.
Dymny uśmiechnął się promieniście i oba koty skierowały się w stronę brzegu. Przez chwilę chodzili tak po piaszczystym podłożu (teraz bardziej przypominającym błoto niż ciepły, suchy piach), a następnie zatrzymali się w jednym miejscu, nachylając się nad taflą wody w poszukiwaniu potencjalnych ofiar. Ostatecznie rozdzielili się nieco, aby nie straszyć sobie nawzajem ryb, ale Murena wciąż miała oko na Samowolną Łapę, gdyby była potrzeba interwencji — wychyliła się nieco do przodu i spojrzała w dół, na morską toń. Widziała ciemne rybie cienie, przepływające pod powierzchnią wody. Nie minęło wiele czasu, gdy wyłowiła niewielką ukleję — i tak właściwie na tym skończyło się jej szczęście, bo po chwili przyszedł do niej Samowolna Łapa z rybą w pyszczku. Kątem oka niby widziała, jak szedł w jej kierunku, ale zdawała się tak pochłonięta polowaniem, że gdy tylko zbliżył się do niej i ułożył rybę obok jej boku, podskoczyła niespodziewanie, a jej łapy osunęły się i z towarzyszącym temu głośnym pluskiem wylądowała w wodzie aż po brodę.
— Oj! Wszystko w porządku? — Samowolna Łapa nachylił się nad nią, widocznie zmartwiony.
Z pyska księżniczki uciekło ciche westchnienie, ale wygramoliła się na brzeg i zabrała się za oporządzanie futra, kątem oka zerkając na kocura.
— Tak, dzięki za troskę — rzuciła z roztargnieniem. Żyli w Klanie Nocy; odrobina wody nie mogła jej przeszkodzić... Chyba. Przekrzywiła głowę, spoglądając na dymnego.
— I co udało ci się złowić? — zapytała po chwili.
<Samowolna Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz