Poruszyła się nerwowo, wycierając spocone poduszki łap w swoje futro i odwróciła wzrok. Jej ogon smagał powietrze, gdy w milczeniu przyglądała się ścianom legowiska wojowników. Była rozdarta pomiędzy dwoma światami. Pomiędzy miłością do Czereśni, a lojalnością odnośnie Szałwika. Musiała się przecież opowiedzieć po którejś stronie, czyż nie? Nie wiedziała, czy obronić zranione serce jej brata, czy pocieszyć rozżaloną szylkretkę. Nie wiedziała, czy powinna kilkoma prostymi zdaniami zakończyć przyjaźń z Czereśnią i chować do niej urazę o zranienie uczuć jej krewnego, czy wręcz przeciwnie, cieszyć się, że wciąż ma szansę u kocicy.
Tak więc nie mówiła nic.
Długo milczała. Na tyle długo, aby Czereśniowy Pocałunek zdążyła unieść łeb znad łap, otrzeć łzy z policzków, a nawet spojrzeć na nią pytająco.
— Przepraszam... — wyszeptała, spoglądając na pysk księżniczki.
Chciała powiedzieć, że to nie wina wojowniczki, ale nie zrobiła tego.
— M-muszę się przewietrzyć — wydukała, w pośpiechu opuszczając legowisko. W tamtej chwili zostawiła miłość swojego życia i pozwoliła Czereśni pogrążyć się w smutku, bez wsparcia, na które zasługiwała.
── ✧《✩》✧ ──
Od tamtego wydarzenia minęło sporo czasu. Czereśnia, choć wciąż nieco przygnębiona, nie roztrząsała przy Murenie jej dawnej relacji z Szałwikiem, a obie kotki zbliżyły się do siebie jeszcze bardziej, co zapewne spowodowane było tym, że Czereśnia przestała tak często spotykać się z pointem.
Księżniczce nie przeszkadzało to jakoś bardzo; mimo, iż wciąż zbierała się w sobie, aby porozmawiać z Szałwiowym Sercem na temat szylkretki, cieszyła się jej obecnością i odkładała moment rozmowy z bratem. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie... gdyby nie powiedziała o kilka słów za dużo. Gdyby nigdy nie wypowiedziała tych paru nieprzemyślane słów, które zmieniły wszystko i zatrzęsły jej światem, stawiając pod znakiem zapytania dotychczasową relację kocicy z księciem.
Woda tamtego dnia szemrała cicho, niosąc po polanie kojącą pieśń, a wiatr poruszał liśćmi w rytm jego zwyczajowej melodii. Słońce było wysoko na niebie i rzucało jasne promienie na karki Czereśni i Mureny; mimo to wilgoć unosiła się w powietrzu, a pojedyncze kropelki wody, za sprawą ich poruszających się w chłodnej toni łap, lądowały na futrach wojowniczek. Ptasie trele rozbrzmiewały w całej okolicy, wyróżniając się na tle innych, nieco cichszych dźwięków. Razem z Czereśniowym Pocałunkiem wpatrywały się w modrą taflę. Nie rozmawiały zbyt wiele. Po prostu siedziały, wtulone w swoje boki i napawały się swoją obecnością. Nasłuchiwały swoich oddechów i bicia serc, rozkoszowały się znajomym im zapachem.
— Ja... chyba cię... lubię. Trochę bardziej, niż innych... No wiesz. — Te słowa uciekły z pyska księżniczki, zanim zdążyła pomyśleć, co tak właściwie mówi. Zamarła na moment. A jednak szylkretka nic nie odpowiedziała. Minęła chwila. Potem kolejna. Sekundy zamieniały się w wieczność. Murena poruszyła się nerwowo, czując, jak bicie jej serca przyśpiesza. To nie tak miało być! Co, jeśli kotka przyjmie oświadczyny? Szałwik nigdy jej tego nie wybaczy... A co, jeśli zostanie odrzucona? Żadna wersja wydarzeń nie była odpowiednia.
<Ee, Czereśnio? Czy możemy po prostu to zignorować?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz