Pchełka gładziła nieśmiało otrzymane pióro. Było sztywne oraz błyszczące. Nigdy nie widziała czegoś takiego w swoim krótkim życiu, a miała już sporo różnych zabawek. Oderwała wzrok od biało-czarnej ozdoby i podniosła wielkie, zielone oczy na wojowniczkę.
- Nje wjem - powiedziała. - Kim moźna być?
- Uzdrowicielką, wojowniczką, a może nawet liderką! - Odpowiedziała.
Pchełka widziała jak kątem oka patrzy na nich Jastrząb. Karmicielka podniosła się i oblizawszy klatkę piersiową, odparła:
- To moja córka i wyrośnie na wielką oraz potężną kotkę.
Pchełka nie miała odwagi się wtrącić. Widocznie matka wybrała już dla niej przyszłość, a kotce pozostało podążać wyznaczoną dla siebie ścieżką.
Może i była wciąż mała, jednak z każdym dniem rozumiała coraz więcej. Ciągłe lekcje od Jastrząb, korekty, różne uwagi co do jej chodzenia czy sposobu wypowiadania się.
- Chiba tjak jak mama mówi… - Odpowiedziała cicho.
Pietruszka widocznie poczuła się wypraszana przez Jastrząb, która wzrokiem świdrowała czekoladową kotkę. W ciągu paru chwil wojowniczka wyszła.
Jakiś czas później
Pchełka rosła jak na drożdżach, wciąż jednak pozostając chuderlakiem o ładnym futerku. Dzień w dzień otrzymywała lekcje od Jastrząb, pierwsze kroki w walce, postawy do tropienia, nawet uczyła ją kopać nory z jakiegoś powodu. Tłumaczyła oraz opowiadała o wielkim świecie, o stosunkach między klanami (nawet jeśli mały umysł Pchełki nie był w stanie tego pojąć i przyswoić). Kotka grzecznie wykonywała każde polecone zadanie. Poprawiała łapy według korekt karmicielki, patrząc wciąż na swojego brata, Szakłaka, jak on to robi. Czarny kocur był bardziej nieśmiały od niej, nie znaczyło to jednak, że odstawał. Wydawał się lepiej wykonywać polecenia matki od niej, przez co Pchełka zdawała się zostać w tyle.
Gdy skończyli drugi księżyc, przyszła eskorta po Szakłaka. Obce duże koty weszły do żłobka i po krótkiej rozmowie z Jastrząb, zabrali czarnego kocurka. Pchełka płakała w kącie, patrząc jak jej brat i najlepszy towarzysz, odchodzi.
- Nie płacz - zaczęła matka. - Jak dorośniesz to się z nim jeszcze zobaczysz. Ciekawa tylko jestem jak te zapchlone Burzaki go wychowają…eh, szkoda słów.
- Jak to? - Zapytała załamana.
- Mówiłam wam, że urodziliście się, żeby zatwierdzić sojusz między naszym klanem, a Klanem Burzy. - Wyjaśniła. - A to znaczy, że Twój brat należy do Burzaków.
- To dlaczego on tu był? - Zapytała cicho, pociągajac nosem.
- Bo był zbyt malutki na taką podróż - wyjaśniła Jastrząb. - To oczywiste, Pchełko, nadążaj za tym co mówię.
- Przepraszam…
- W porządku - westchnęła. - Idź się zajmij sobą, ja muszę odpocząć.
Pchełka nie rozumiała wielu rzeczy. Nie wiedziała, że taki sojusz był koniecznością, że to są sprawy pomiędzy dorosłymi, a oni byli jedynie przedmiotami w ich łapach. Nie wiedziała jak wiele oczu spoczywa na nich, a jeszcze więcej na Jastrząb.
Karmicielka poszła pod ścianę żłobka, przykrywając łapami oczy i cicho wzdychając, jakby powstrzymywała łzy. Pchełka nie ośmieliła się teraz do niej podchodzić, kiedy została odesłana do “zajmowania się sobą”.
Pchełka siedziała w kącie, gładząc po raz kolejny bocianie pióro. Było ogromne, jak jej cała łapa. Malutka marzyła, żeby ozdobiło kiedyś jej sierść - gdy dorośnie wystarczająco duża. Często myślała również o Pietruszce, która przez kilka dni do nich nie zaglądała. Teraz, gdy Szakłak został zabrany, została sama jak ostatni liść przed zimą na gałęzi drzewa.
Ułożyła się na kępce mchu, wzdychając. Patrzyła wielkimi oczyma na świat poza żłobkiem, czując napływające z niego zapachy, których nie rozróżniała. Gdzieś głęboko w jej sercu zaczęła kiełkować złość. Za zabranie jej brata, za nakładanie na nią takiej presji, za ukaranie jej za coś, czego nie zrobiła. Jastrząb była surową matką, Pchełka bała się popełnić błąd. Rzadko pozwalała sobie na pytania, żeby nie były z serii tych “głupich”, jak to określała szylkretka. Z czasem przysnęła, wdychając świeże powietrze z dworu.
Obudził ją ruch nieopodal. Przytulona do bocianiego pióra, uchyliła jedno oko, dostrzegając znajome czekoladowe futro. Wojowniczka spojrzała na nią z ciepłem, podchodząc z małą myszką w pyszczku.
- Pietruszka! Myślałam, że już nigdy Cię nie zobaczę… - Zaczęła żałośnie. - Zabrali Szakłaka…
<Pietruszka? Dawaj to żarcie>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz