Mianowanie
Trójka kotów wydostała się ze żłobka powolnym krokiem. Gąbka czuła, jak jej łapy niepewnie stawiają kroki naprzód. Miała wrażenie, że zaraz się jeszcze przewróci! Serce skakało jej w piersi, ale starała się nie dać po sobie tego poznać. Kotki szły razem w stronę centrum obozu, gdzie zbierała się już grupa kilku kotów. Gąbka wyczuwała obecność swojej mamy i siostry po bokach – karmicielka wyglądała na spokojną z wierzchu, natomiast Mątwa cała aż kipiała z emocji. Najpewniej musiała porządnie się powstrzymywać, aby nie wybuchnąć podekscytowaniem przed tyloma kotami! Gdy znaleźli się wystarczająco blisko, od razu przysiedli gdzieś na przodzie tłumu. Wtedy na jedną z wyższych gałęzi sumaka, wskoczyła Spieniona Gwiazda. Gąbka na jej widok wyprostowała się i zadarła lekko główkę do góry, aby móc mieć lepszy widok na przywódczynię. Czuła, jak jej ogon aż drży z tego całego napięcia!
— Widzę, że większość kotów się zebrała, to możemy rozpocząć ceremonię! — miauknęła Spieniona Gwiazda, donośnym i spokojnym głosem. W obozie natychmiast zapadła głucha cisza, przez którą po grzbiecie Gąbki przemknął dreszcz podekscytowania. Wszystkie koty, które jeszcze do niedawna dyskutowały i plotkowały, teraz wyglądały tak, jak nieożywione przedmioty. “Chciałabym mieć kiedyś taką moc uciszania innych na zawołanie!” pomyślała. — Mątwo, wystąp — powiedziała przywódczyni. Mątwa, w mniemaniu siostry trochę poddenerwowana, wstała i chwiejnym krokiem wyszła na przód. Gąbka przez chwilę patrzyła, jak czarno-biała stoi naprzeciw przywódczyni, aż drżąca z emocji. Potem jednak przeniosła wzrok na swoje łapy. “Ciekawe, kogo mi dadzą za mentora!” zaczęła się zastanawiać. Podniosła głowę i prędko rozejrzała się po zgromadzonych kotach, ale żaden z nich nie przykuł jej uwagi. “Byle był to ktoś interesujący!” westchnęła.
— Mątwo, ukończyłaś 6 księżyców i nadszedł czas, abyś została uczniem — mówiła z ciepłym uśmiechem na pysku. — Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Mątwia Łapa — wymruczała. Gąbka obserwowała, jak Mątwa unosi dumnie wzrok. W jej oczach błysnęła iskra ekscytacji, zresztą już nie pierwsza w tym dniu. Sama poczuła mrowienie w łapach, na myśl, że zaraz to ona będzie na środku, a każdy kot będzie skupiał się właśnie na niej. Spieniona Gniazda przeniosła teraz spojrzenie na Błękitną Lagunę, siedzącego w pobliżu. Kocur wyglądał na spokojnego, lecz skupionego na ceremonii.
— Twoim mentorem będzie Błękitna Laguna. Mam nadzieję, że przekaże on ci całą swoją wiedzę — po krótkiej pauzie, przywódczyni kontynuowała:
— Błękitna Laguno, jesteś gotowy do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałeś od swojego mentora, Mandarynkowego Pióra, doskonałe szkolenie — Gąbka spojrzała na Mandarynkowe Pióro, która dumnie wypięła pierś, słysząc swoje imię wypowiedziane przez liliową kotkę. — Na ostatniej wyprawie pokazałeś swoją odwagę i siłę, udowadniając, że nadajesz się na mentora. Będziesz mentorem Mątwiej Łapy. Mam nadzieję, że przekażesz jej całą swoją wiedzę, tak jak Mandarynkowe Pióro zrobiła to księżyce temu z tobą — wymruczała. Błękitna Laguna skinął głowa, a Mątwa podeszła do niego. Po chwili oboje stuknęli się ze sobą nosem. To był ten moment, na który wszyscy czekali z niecierpliwością! Nowa uczennica wróciła do tłumu i przytuliła się do karmicielki, która objęła ją ogonem i polizała kilka razy językiem po głowie.
— Jestem z ciebie dumna, rybko — Gąbka usłyszała słowa opuszczające pysk mamusi. W tym momencie tłum zaczął skandować imię uczennicy. “Mątwia Łapa! Mątwia Łapa! Mątwia Łapa!” odbijało się echem w głowie młodej kotki, której serce nagle zabiło mocniej. To ona za chwilę stanie w centrum, to na niej spoczną wszystkie oczy kotów!
— To jednak niejedyne kocię, które wkroczy dziś na nowy etap w swoim życiu — powiedziała donośnie Spieniona Gwiazda, a jej wzrok zatrzymał się na Gąbce. Kotka siedziała nieruchomo, ale końcówka jej ogona nerwowo przesunęła się po ziemi. — Gąbko, wystąp — poleciła przywódczyni. Gąbka poczuła, jak serce bije jej szybciej, ale nie dała po sobie tego poznać. Wstała i ruszyła przed siebie zdecydowanym krokiem. Nie wahała się. Nie chciała, żeby ktoś pomyślał, że się boi, czy stresuje – nawet jeśli w środku emocje w niej buzowały. Spieniona Gwiazda mówiła dalej:
— Gąbko, ukończyłaś dziś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia medyka będziesz się nazywać Gąbczasta Łapa. Twoim mentorem będzie Różana Woń. Mam nadzieję, że Różana Woń przekaże ci całą swoją wiedzę — na pysku Spienionej Gwiazdy pojawił się uśmiech, który Gąbczasta Łapa odwzajemniła. Potem spojrzenie przywódczyni spoczęło na medyczce. — Różana Woni, jesteś gotowa do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałaś od swojej mentorki, Strzyżykowego Promyka, doskonałe szkolenie i pokazałaś swoje zaangażowanie i umiejętność szybkiego przyswajania wiedzy. Będziesz mentorką Gąbczastej Łapy. Mam nadzieję, że przekażesz jej całą swoją wiedzę.
W obozie panowała cisza, wszyscy uważnie przyglądali się ceremonii. Gąbczasta Łapa ruszyła w stronę Różanej Woni, stawiając łapę za łapą, licząc na to, że się nie wywróci. Gdy zetknęła się z nią nosem, jej ciało zadrżało. To wreszcie się działo! Została uczennicą! W dodatku nie byle jaką uczennicą, bo przyszło jej pełnić funkcję medyka, o której zawsze tak bardzo marzyła! Klan zaczął skandować jej imię, a gdy chciała już zawrócić, wrócić do matki i siostry, wtulić się w ich rozgrzane futra, wtedy Różana Woń zaprosiła ją do siebie ogonem. Gąbczasta Łapa zawahała się na moment. Potem na jej pysku pojawił się gorzki uśmiech. Ruszyła za swoją nową mentorką, czując, jak cały obóz za plecami zaczyna pogrążać się w szeptach i plotkach. Miała wrażenie, jakby czuła ich słowa na swoim grzbiecie, ale to nie miało teraz większego znaczenia.
***
Minęło zaledwie kilka dni, odkąd Gąbka została uczennicą, a już czuła, jakby wszystko w jej życiu kompletnie się zmieniło. Legowisko medyka, które gdy jeszcze była kocięciem, wydawało się takie spokojne i przytulne, teraz stało się pełne kaszlu, kichania, westchnień i narzekań. Pora Opadających Liści uderzyła w koty ze zdwojoną siłą, przynosząc ze sobą ulewne deszcze, wilgoć, a także całą masę różnych chorób. Gąbczasta Łapa miała wrażenie, że każda chwila to zupełnie nowe wyzwanie na jej ścieżce medyka – od sortowania ziół, po pomaganie Różanej Woni z opieką nad chorymi członkami Klanu Nocy. Tego ranka legowisko było nieco spokojniejsze niż zwykle. Gąbka leżała w swoim wciąż nowym posłaniu z mchu i trawy, próbując zebrać siły po wczorajszym dniu. Nie czuła się obecnie najlepiej, była trochę zmęczona, jedyne, czego potrzebowała w tej chwili, to sen. Zamknęła na chwilę oczy, mając nadzieję na moment ciszy, wytchnienia, aż tu nagle do legowiska medyka wślizgnął się jakiś kot. Uczennica otworzyła sennie oczy i dostrzegła przed sobą starszą wojowniczkę.
— Cześć, Biedronkowe Pole — przywitała się łagodnie w stronę szylkretki, podnosząc głowę i przeciągając się lekko. Wojowniczka wyglądała na trochę zmęczoną. Futro miała lekko wilgotne od unoszącej się w powietrzu mgły, lecz to nie było czymś, co zwróciło uwagę Gąbczastej Łapy. Bardziej obchodził ją jej krok – wolniejszy niż zwykle, trochę nierówny.
— Witaj — odezwała się szorstko. — Ostatnio zanotowałam u siebie ból w biodrze. Chyba mnie przewiało albo po prostu je sobie zwichnęłam — mruknęła. Uczennica wyprostowała się i od razu podeszła do starszej wojowniczki, zaczynając od oglądania jej boku. Po chwili jednak usiadła i owinęła ogon wokół łap.
— Myślę, że pewnie sobie je zwichnęłaś. Nie jestem jednak specjalistką… jeszcze — podkreśliła słowo “jeszcze”. — Gdy Różana Woń wróci, to powinna podać ci jakieś zioła! — uśmiechnęła się, po czym podeszła do składziku i zaczęła się po nim rozglądać. — Tak mi coś świta, że się na zwichnięcie brało ten… no… korzeń bzu i liście żywokostu, ale nie jestem pewna — wzruszyła ramionami. Biedronkowe Pole nie wyglądała na szczególnie zadowoloną postawą uczennicy, ale na razie trzymała język za zębami. Na szczęście, bo podobno w mowie była cięta, a przynajmniej tak słyszała od innych Gąbczasta Łapa. Zastrzygła uszami, gdy w progu pojawiła się czarno-biała medyczka.
— No proszę, kto tu tak z rana przyszedł — przywitała się z szylkretową wojowniczką i podeszła do składzika, odkładając do niego kilka ziół. — Co ci dolega?
— Zwichnęła sobie biodro! — odparła Gąbka, nie dając nawet nic powiedzieć Biedronce, która tylko przewróciła oczami, ale potem przytaknęła.
— No dobrze… co my tu mamy — zaczęła się zastanawiać Różana Woń. W końcu zabrała w pysk kilka liści i wydając z siebie cichy pomruk, podeszła do poszkodowanej. — Nałożę ci teraz papkę z liści bzu na bolące biodro, dobrze? — szepnęła pod nosem i zabrała się za zmielenie ziół na papkę. Gąbczasta Łapa przyglądała się całemu temu procesowi z uwagą, zapamiętując każdy ruch Różanej Woni, w razie gdyby kiedyś jeszcze przytrafił się kolejny kot z bolącym biodrem.
[1332 słów + wyleczenie postaci NPC]
[przyznano 27% + 5%]
Wyleczeni: Biedronkowe Pole
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz