– Co wam strzeliło do głowy? – zapytała ostro, chłodnym spojrzeniem lustrując każdego z kociąt. – Tyle razy było wam mówione, a wy dalej swoje?! – syknęła. – Czy naprawdę to tak trudno wam zrozumieć? Was też się to tyczy – zwróciła się tym razem w stronę dwójki innych kociąt, do tej pory siedzących przy ścianie w żłobku. – Nie macie nic wywijać. Jesteście pod opieką Mrocznej Wizji, czyli jak jej nie ma, również moją – oznajmiła ostro i gdy miała odezwać się po raz kolejny, do legowiska weszła Mroczna Wizja. Spojrzała na Mak, później na kociaki. W końcu postanowiła podejść bliżej i położyła ogon na barku liliowej, lekko ją uspokajając. Zastępczyni tylko wypuściła powietrze, nie odzywając się już, wzrok jednak dalej mając wlepiony w dwójkę innych kociąt. Doskonale pamiętała dzień, w którym zostały one przyniesione do obozu. Pamiętała swoje lekkie zdziwienie, choć ukryte pod chłodem i relacje patrolu, z których wynikało, że oba kociaki tonęły. Teraz grzały miejsce w bezpiecznej kociarni, będąc pod opieką Mrocznej Wizji oraz oczywiście matki kultu. Kremik i Plamka. Odkąd dzieciaki pojawiły się w żłobku, Mak zwróciła uwagę na ich kilka zachowań, które czasem rzucały się w oczy. Głównie na zachowania Kremika, przez fakt tego, że kocur był nieśmiały i strachliwy, co dało się zauważyć. Liliowa widziała, jak chował się za siostrą, jakby bał się iść gdzieś sam. Dokładnie jak ona z Naparstnicą. Na każdą taką myśl Makowy Nów wbijała tylko pazury w ziemię. Widziała w młodym Kremiku siebie w jego wieku i starszą. Tę strachliwą uczennicę, która po chwili musiała całkowicie się zmienić, pod wpływem sytuacji w jej życiu.
– Makowy Nowiu? Wszystko dobrze? – nagle usłyszała głos Mrok. Spojrzała na nią, wracając do rzeczywistości.
– Wybacz, musiałam się zamyślić – odparła cicho Mak. – Coś mówiłaś?
– Tak, żebyś wzięła Plamkę i Kremika do Cisowego Tchnienia – powtórzyła karmicielka. – Chciała jeszcze coś sprawdzić i w razie czego podać odpowiednie zioła – oznajmiła i spojrzała w oczy liliowej. Ta kiwnęła głową i posłała partnerce czułe spojrzenie, które po chwili przeniosła na dwójkę kociąt, zmieniając je na dość chłodne.
– Plamka, Kremik, idziemy do Cisowego Tchnienia – zwróciła się do kociąt i powoli podeszła do wyjścia ze żłobka. Kociaki posłusznie poszły za nią, jednak gdy zauważyła, jak wolno idą przez swoje krótkie łapki, złapała Kremika za kark i niepewnie zaniosła do legowiska medyka. Plamka szła tuż za nimi, doganiając ich.
– Witaj Cisowe Tchnienie – przywitała się, gdy tylko odłożyła kocurka na ziemię. Medyczka wypowiedziała jakieś słowa przywitania i ruchem ogona rozkazała Plamce, ponieważ była bliżej, podejść. Mak więc została sama z Kremikiem, czekając na jego siostrę.
<Kremik?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz