*kiedyś*
— Słuchaj, ja cieszę się z twojego szczęścia i umiejętności naprawdę. Połowy ziół nie znam, aczkolwiek jestem tego bliskie. Staram się jak mogę i leczę koty zawsze, gdy tylko mam taką możliwość. Chodzę po zioła, sortuję je i daję z siebie wszystko. Naprawdę jestem dumne z tego, że moja siostra dobrze sobie radzi i będzie dobra wojowniczką, ale niech nie wtrąca się w moje życie. Nie lubisz mnie to okej, ale nie musisz się z tym obnosić, po prostu się ode mnie odczep — odparło powoli i spokojnie.
“Rany dlaczego moja siostra jest taka irytująca. Nie ma jakiś sensowniejszych pasji poza bezmyślnym dążeniem za wojownikami? Znaczy ja nie mam nic przeciwko, to akurat dobrze, tylko mam na myśli własne pasje, coś czym zajmuje się po zajmowaniu się klanem. Czy nie może się zająć tym co lubi zamiast mnie denerwować?” — pomyślało, kręcąc głową z politowaniem.
— Czyli zmieniłeś rangę tylko dlatego, że nie chciało ci się wysilać? No jasne! Błagam cię, mamy w klanie kota, który jest ślepy, a i tak sobie radzi jako uczeń wojownika i pewnie idzie mu lepiej niż tobie… w medykowaniu — zachichotała Brukselkowa Łapa.
— Zmieniłom rangę, bo w tym jestem lepsze. Z tym czuję się dobrze i chłonę wiedzę o ziołach, lubię o nich słuchać. Mogłobym być wojownikiem, ale samo wybrałom tą ścieżkę, bo właśnie w tym czuję powołanie. — odparło nieco ciszej. — A tak poza tym to coś chciałaś? Chyba że wpadłaś na mnie przez bycie niezdarnym mysim móżdżkiem? — Koperek zapytało i poczęło lizać swoją łapę.
— Nic nie dzieje się przypadkiem. Nie jestem na tyle głupia, aby potykać się o byle co. Po prostu śmieszy mnie to, jak bardzo nonszalancki próbujesz być — stwierdziła. Dokuczanie Koperkowej Łapie jednak trochę się już kotce nudziło. Z pewnością miała o wiele ciekawsze rzeczy do robienia. Powinna jeno zostawić w spokoju, żeby się biedaczysko miało czas uczyć. — A teraz już lecę na trening! Do nie-zobaczenia! — krzyknęła, odchodząc od ucznia medyka. Rzuciła się biegiem w stronę wyjścia z obozu, aby dogonić wychodzący z niego patrol, do którego zamierzała się przyłączyć.
— Mhmm… Jasne, pa — mruknęło kotce na odchodne.
*jakoś jak Koper i Bruksela mieli po 19 księżyców*
Liliowy kot obserwowało powoli zachodzące słońce, gdy nagle zobaczyło swoją siostrę - Brukselkową Łapę. Widząc jej futro poczęło modlić się do Klanu Gwiazdy w myślach, aby ta do niego nie podszedła. Jeno modlitwy jednak na nic się nie zdały, gdyż już po chwili kotka stała obok niego. Od razu rozpoznało jej prześmiewczą podstawę, więc wstało z ziemi, aby okazać jakikolwiek szacunek rozmówcy, przygotowując się na kolejne obelgi w jeno stronę.
— Och. To znowu ty, no proszę. Jak tam twój poziom nauki? Nauczyłeś się w końcu czegoś, czy wciąż jesteś z wiedzą na poziomie kociaka? — zapytała, podchodząc bliżej liliowego. Wtedy przypomniała sobie jeszcze, że ostatnio o uszy jej się otarły pewne stwierdzenia.
— Plotki… plotki mówią, że się lenisz, a to Jarzębinowa Łapa haruje, pomaga innym kotom i przykłada się do treningów. Czy to prawda? — szepnęła Koperkowej Łapie do ucha, jakby te plotki były wielką tajemnicą. W rzeczywistości cały klan już wiedział. Wszyscy wiedzieli.
— Mój poziom nauki ma się raczej dobrze, nic ci do tego — odparło krótko i zwięźle. — Robię co mogę, ja również leczę koty. Plotki to plotki. Nie mają żadnego znaczenia — mruknęło, chociaż zaczęło łagodnie przestępować z łapy na łapę, zdenerwowane.
W rzeczywistości kot bardzo nie lubiło tych plotek. Nie czuło się z nimi dobrze, a przecież naprawdę stara się jak może. Czy to naprawdę jeno wina, że Cisowe Tchnienie bardziej skupia się na treningu Jarzębinowej? Czy to jeno wina, że zostawało odsuwane w cień? Czy to jeno wina, że jeno mentorką w rzeczywistości nawet jeno nie lubi?
— Potrzebujesz czegoś? Może na coś chorujesz? Mogę podać ci jakieś zioła lecznicze, ostatnio poznałom kilka nowych — odparło, usiłując być bardziej przyjazne.
<Brukselkowa Łapo?>
[610 słów]
[przyznano 12%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz