– Nawet nie waż się tak mówić – mruknął cicho. – Przecież cię nie zostawimy, wszyscy razem się uwolnimy i to już niedługo tato, zobaczysz, ale nie możesz tak po prostu trafić nadziei i wątpić w poświęcenie mamy! Przecież zrobiła tak wiele... Nie powinieneś w ogóle wątpić w jej czyny a co dopiero mówić, że zawiodła. Ona nie zawiodła! – odparł Bluszcz, wbijając w ojca swoje spojrzenie – A teraz powiedz mi, jak się czujesz. Chcę wiedzieć, by w razie czego pobiec jeszcze po zioła – oznajmił ciepło, uśmiechając się do ojca.
***
To wszystko już nie miało znaczenia. Jafar umarł, a Bluszczowi nie udało się go uratować. Zabił Białozora, ale nie zdążył uratować własnego ojca. Te myśli dalej siedziały mu w głowie, mimo tego ile księżyców już minęło. Dla niego to wszystko dalej było świeże, jakby wydarzyło się zaledwie kilka dni wcześniej. Westchnął cicho. Mimo uciążliwych wspomnień kocur już bardziej przypominał dawną wersję siebie. Chodził i pomagał, starając się obdarowywać innych uśmiechem. Zbierał zioła i więcej rozmawiał z rodzeństwem, w szczególności Betelgezą, która została matką. Wszystko jakoś szło do przodu, choć nieprzyjemne wspomnienia nękały wszystkich, jak cień, atakując w najmniej spodziewanym momencie.
– Pora się przejść po zioła Guziku. Kończą się – oznajmił arlekin w stronę swojego jedynego przyjaciela – Guzika. Pluszowy miś lekko, pod siłą wiatru, ruszył głową, jakby słuchał Bluszcza, co zadowoliło kocura. Jak on go uwielbiał! To właśnie jego pluszowe łapki tuliły go w najgorszych momentach i wspierały od tak dawna, gdy wszystko się waliło. Kocur nawet nie chciał sobie wyobrażać, co by było, gdyby tamtego jednego dnia go nie znalazł i nie zabrał do siebie.
– Pójdziemy z tobą – nagle usłyszał czyiś głos. Odwrócił się i zobaczył dwójkę z trójki dzieci swojej siostry. Kapella i Heban stali obok niego, swoimi oczami wpatrując się w kocura, ewidentnie czekając na jego odpowiedź. Ten spojrzał kątem oka w stronę Betelgezy, mając nadzieję, że coś powie, jednak kotka była zajęta innymi ważnymi sprawami. Ale raczej nie obrazi się, jak zabierze jej dzieci na małą wycieczkę...
– Dobrze, ale macie się słuchać i trzymać mnie – rozkazał. – Musimy tu jeszcze wrócić.
Dwójka młodych kotów pokiwała głową i wszyscy razem ruszyli do wyjścia. Zeszli po schodach jak zawsze i szybko wyszli na zewnątrz. Skierowali się w bardziej zieloną część miasta, gdzie to Bluszcz często szukał ziół. Wszyscy szli w ciszy, co nieco krępowało arlekina, jednak wtedy usłyszał cichy głos Hebana.
– Dlaczego rozmawiasz z tym... Czymś? – zapytał, najprawdopodobniej mając na myśli Guzika.
– Chodzi ci o Guzika? To jest mój przyjaciel! Dlaczego mam więc z nim nie rozmawiać?
– Wygląda jakbyś mówił do siebie – zauważyła Kapella. Bluszcz uśmiechnął się tylko lekko, przypominając sobie jak to czasem do siebie mówi, jednak nie wspomniał o tym.
– No cóż... Ale chyba lepiej mówić do siebie, niż być całkiem samemu. Czasem dobrze jest pogadać z kimś na swoim poziomie – oznajmił starszy kocur, skręcając w jeden z krzewów.
– A skąd go masz? Tego Guzika.
– Nie sądziłem, że zadacie mi takie pytanie – przyznał kocur i zaczął opowiadać, jak to było gdy żył Białozór, co wtedy robili i w jakich okolicznościach znalazł pluszowego misia. – Od tamtej pory to on mnie wspierał, gdy nikogo innego nie było obok – zakończył. – A teraz koniec pytań, zbieramy zioła! Bierzcie cokolwiek znajdziecie, tutaj liczy się wszystko – rozkazał, zanim ktokolwiek inny zdążył się odezwać.
***
Wracali do domu nieco okrężną drogą, ponieważ Bluszcz chciał jeszcze zajść w jedno miejsce. Udało im się zebrać parę ziół, przynajmniej wystarczająco na najbliższy czas. A dodatkowo arlekinowi udało się znaleźć kilka kwiatków, które już wiedział, jak wykorzysta.
Nagle skręcili w lewo, w stronę większego płotu. Bluszcz obszedł całą drewnianą budowlę, zatrzymując się jedynie przy dziurze, prowadzącej do ogrodu. Ogonem przywołał do siebie dzieci Betelgezy i sam wszedł do środka. Heban ruszył za nim, jako ostatnia pojawiła się Kapella. Obydwoje zaczęli się rozglądać, kiedy Bluszcz poszedł w dobrze znane mu miejsce, pozostawiając przy nim zebrane wcześniej kwiatki. Uśmiechnął się smutno, wzrok kierując w ziemię. Po chwili u jego boku pojawiły się dzieciaki. Spojrzały na siebie, później na swojego wujka, na końcu w ziemię, tak jak on.
– Tutaj został pochowany wasz dziadek – oznajmił niebieski i spojrzał na Kapelle, po chwili wzrok przenosząc na jej brata.
[*]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz