Nie chodziło o to, że nie mógł jej zrozumieć; gdyby tak było, to przy swojej nabytej awersji do nieudzielonych odpowiedzi już dawno zapytałby ze wzburzeniem, co siedzi w jej głowie. Żyli tuż obok siebie, rzuceni przez los w to samo urokliwe miejsce nad zachodnim klifem. Popołudniowa drzemka, wspólny posiłek czy wyjście na zewnątrz – jeśli tylko trochę się przyłożył, właściwie każda wykonywana w obozie czynność mogła zapewnić mu wgląd w prywatne rozterki pozostałych kociąt, w tym również Jarzębinki. Nawet nie zwracając na nią szczególnej uwagi, zdążył na tyle zaznajomić się z jej zachowaniami, że motywy, które nią kierowały, nie były dla niego wielką tajemnicą – zwłaszcza, że nie należała do osobników najtrudniejszych do rozpracowania. Pod kilkoma bardziej powierzchownymi cechami kryła się w niej szczera chęć rozsiewania wokoło dobra i radości; do tego mógł się łatwo odnieść, bo w nim samym, chociaż, nieszczęśliwie, bardzo głęboko ukryte, też mimo wszystko budziły się czasem takie wzniosłe pragnienia.
Sęk w tym, że wiedział, że kotka się myli. O ile nie mógł z całkowitą pewnością sprawdzić, czy naprawdę jest taka fajna, za jaką się podaje, o tyle był całkowicie przekonany o braku podobnej wartości w nim samym. Niezależnie od tego, co ubzdurała sobie zaślepiona radosnym sposobem bycia liliowa, był tylko marnym kmiotkiem, pechowym kaleką porzuconym przez własną matkę. Nie powinna była zapraszać go do zabawy, nie powinna była starać się na siłę wciągnąć go w tłum, w którym nie było dla niego miejsca. W dobrej wierze nieświadomie łamała niepisaną zasadę – jednocześnie łamiąc jego serce propozycją czegoś, co nigdy nie było i nie miało być mu przeznaczone...
Ale, na wszystkie osty i ciernie tego świata, jak miałby to powiedzieć tym ślicznym zielonym oczkom?
– Uch… O czym tu niby rozmawiać? – Odwrócił głowę, żeby przerwać obezwładniające działanie ich czaru. Co za okropna baba…
Wyłapawszy miękkość w tonie jego głosu, Jarzębinka usiadła radośnie tuż przed Zorzą, cicho świętując swoje małe zwycięstwo.
– O czym tylko chcesz! Możesz sobie wybrać jakiś temat, na pewno jest coś, o czym chciałbyś pogadać – zaproponowała wspaniałomyślnie, ale widząc, że kocurek wciąż się waha, znowu westchnęła. – Niech będzie, ja też mogę coś wymyślić! Jestem w tym całkiem dobra, wiesz? No, to na początek mógłbyś mi na przykład powiedzieć, czy podoba ci się życie tutaj, albo co najbardziej lubisz robić, albo moglibyśmy się pozastanawiać, kogo Lisia Gwiazda wybierze na naszych mentorów… O, wiem! – zawołała z nową energią po krótkiej ciszy, w czasie której point tylko spoglądał na nią powątpiewająco. – Mama mówiła, że to ona cię tutaj przyniosła, tak samo jak Łabądka – przez iskrzącą się w jej oczach ciekawość przebiło się trochę rodzinnej dumy, jakby przeniesienie do obozu dwóch kociaków stanowiło wyczyn, o którym miały pamiętać przyszłe pokolenia – ale w takim razie, gdzie mieszkałeś wcześniej? I z kim?
Na wspomnienie dawnych dni poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku i na kilka uderzeń serca zamknął oczy, na wypadek, gdyby miało zebrać mu się na łzy. Wyglądało na to, że nigdy nie uda mu się całkowicie odciąć od tamtego życia… Nie żeby kiedykolwiek zdecydował się to zrobić, ale ciągłe wypytywanie go o tę słodko-gorzką przeszłość ani trochę mu się nie podobało. Niezupełnie chciał pamiętać swoja wyrodną matkę i denerwującego brata… Przypomniawszy sobie w końcu, że młodsza koleżanka była po prostu ciekawska, z pewnym wysiłkiem spróbował spojrzeć na jasną stronę pytania: nareszcie Jarzębince udało się zaproponować temat, na który mógł odpowiedzieć więcej niż dwa słowa (bo szczerze wątpił, żeby naprawdę chciała słuchać o tematach jego samotnych rozmyślań).
– No, mam… miałem rodziców i czwórkę braci. Chodziliśmy w różne miejsca – burknął, starając się zebrać myśli. – Czasem mama mówiła, że jest zbyt niebezpiecznie, i wtedy przenosiliśmy się dalej. Najdłużej mieszkaliśmy chyba na mokradłach.
– Jak to możliwe, że miałeś tyle rodzeństwa, ale żadnej siostry!? – Zbył pytanie obojętnym ruchem wąsów. Nikła nadzieja na to, że krótka odpowiedź zaspokoi zainteresowanie kotki, zgasła niczym samotny węgielek podczas wielkiej ulewy. – I co to są mokradła?
Nieufnie uniósł brew, lustrując Jarzębinkę zdziwionym wzrokiem.
– Nie widziałaś nigdy mokradeł? – Dopiero gdy pokręciła głową z cieniem pretensji w oczach, uprzytomnił sobie, że według klanowych zasad kociakom nie wolno opuszczać obozu. – Hmm… To takie jakby łąki, tylko że zalane wodą. Czasem jej nie widać i dopiero kiedy postawisz na ziemi łapę, czujesz ją i słyszysz, jak pluska. Jest tam dużo kaczek i żab, i–
– Żab? – przerwała mu arlekinka, przechylając głowę.
– Hę?... No tak, żab. Proszę, nie mów, że… – zawiesił głos, rozpaczliwie szukając na jej pyszczku zaprzeczenia, ale nie znalazłszy go, westchnął ciężko.
– Hej! Nie myśl sobie, że tylko ty wiesz o jakichś tam żabach i mokradłach – obruszyła się na to Jarzębinka. – Ja też widziałam dużo fajnych rzeczy, o których ty nie masz pojęcia!
– Pewnie tak… Też możesz mi o nich opowiedzieć, jeśli chcesz – odparł szybko, nie chcąc mieć na karku zdenerwowanej koteczki. Chociaż wątpił, że naprawdę mogła widzieć więcej od niego, to zapewne, jako ktoś tutaj urodzony, mogła znać więcej faktów o życiu w klanie. – Ale chcesz się dowiedzieć, czym są żaby, czy nie?
Mniej więcej udobruchana, potwierdziła mruknięciem.
– No to żaby… Żaby zwykle są wielkości myszy, ale mogą być mniejsze albo większe. Mają wielkie, wyłupiaste oczy, długie palce i tylne nogi (chociaż kiedy siedzą, możesz tego nie zauważyć, bo tak dziwnie się zginają!) i gładką, śliską skórę bez choćby jednego włoska. – Obserwując zadziwiony wyraz pyszczka kotki, z pewnym zaskoczeniem stwierdził, że opowiadanie nawet nie jest takie złe. – Mogą być w różnych kolorach, na przykład zielone, brązowe czy żółte; czasem mają na sobie małe plamki. Czasami może ci się wydawać, że są bardzo powolne, bo umieją siedzieć bez ruchu przez pół wschodu słońca… Ale kiedy spróbujesz taką złapać, to nagle odpycha się tymi długimi nogami i skacze. Bardzo daleko, mogłaby przeskoczyć mnie albo ciebie, a taka duża to pewnie nawet nas oboje! Lubią uciekać do wody, bo kiedy tam wskoczą, to potrafią znikać. Możesz spojrzeć w to samo miejsce dwa uderzenia serca później i wcale ich już nie zobaczyć! Do tego, kiedy myślą, że nikt nich nie obserwuje, umieją nadąć swoje policzki tak, że są wielkie jak okrągła szyszka, a potem wydać taki dziwny, głośny dźwięk, który brzmi prawie jak krakanie kruka…
– I takie coś istnieje!? – Nie potrafił stwierdzić, czy koncepcja istnienia żaby bardziej przeraziła, czy zauroczyła Jarzębinkę. Jedno było pewne – jej wyobraźnia pracowała teraz na pełnych obrotach.
– Mhm – potwierdził pewnie, rozkręcając się. – Istnieją jeszcze ropuchy, które są trochę podobne do żab, tylko większe, tłustsze, więc nie umieją tak dobrze skakać, a ich skóra jest pokryta guzkami – i jeśli spróbujesz je zjeść, to poparzą ci język!
– Brzmi jak jakieś robako-wiewiórki – skwitowała kotka, nagle nabierając dystansu. – To niemożliwe, żeby takie coś żyło!
– Ale to prawda! – Zdenerwowany Zorza tupnął nóżką, zapominając, że jest ona jedną z jedynie dwóch, na których opiera się cały ciężar jego ciała, w wyniku czego nieomal znalazł się na ziemi. Postrząsnął głową, z trudem odzyskując równowagę. – Widziałem je dużo razy. Mama raz nawet przyniosła nam żabę do jedzenia, kiedy było mało zwierzyny!
– Nie wierzę! – zawołała uparcie Jarzębinka, ale zanim Zorza zdołał jej ze złością odpowiedzieć, rozejrzała się prędko dookoła, jakby do głowy przyszedł jej jakiś doskonały pomysł. Nie trzeba było długo czekać, aby jej wzrok padł na wylegującego się nieopodal liliowego kocura.
– Wujku! Wujku, obudź się! – Pędem minęła kontynuujące swoją zabawę kociaki i niemal wpadła na drzemiącego Żurawinowe Bagno. Ledwie zdezorientowany kocur uchylił powieki, jej pyszczek otworzył się znowu. – Czy to prawda, że istnieją śliskie myszy z wyłupiastymi oczami, które umieją znikać pod wodą, bardzo daleko skakać, mają policzki wielkie jak szyszki i potrafią krakać prawie jak kruk?
– Jarzębinko, co… o czym ty… – Wciąż zaspany wojownik bezskutecznie starał się zrozumieć jej słowotok. – Kto ci o takim czymś powiedział…?
– Proszę pana, jej chodzi o żaby! I ropuchy też…! – niemal zakwilił Zorza, kuśtykając w ślad za arlekinką. Zamachał żałośnie ogonem, czując obezwładniającą go bezradność. Czyżby tutaj nawet dorośli nie słyszeli o żabach!? Przecież ktoś musiał o nich wiedzieć! Widział je na własne oczy... – Proszę pana, przecież żaby istnieją, prawda?
– A, żaby… No tak, oczywiście, że żaby istnieją! – zaśmiał się Żurawinowe Bagno, a pointowi, który w obliczu ogólnego sprzeciwu był już gotów uwierzyć, że zwinne płazy tylko mu się przywidziały, spadł kamień z serca. – Śliskie myszy… Nieźle to wymyśliliście.
– Czyli jednak… – szepnęła do siebie Jarzębinka. Coś w tonie jej wypowiedzi kazało Zorzy nastawić uszy i pilnie śledzić jej dalszy ciąg. Kotka znów podniosła głowę na wujka, który do tego czasu zdążył już wstać, a na jej pyszczku wymalowało się coś, przynajmniej dla płowego, co najmniej niepokojącego. – Wujkuuu, a zabierzesz nas na mokradła?
Nim Żurawinek zdążył w jakikolwiek sposób zareagować, z pyszczka małej popłynęły kolejne słodkie słówka.
– No bo wujku, ja nigdy nie widziałam żaby! A muszę zobaczyć! Bo przecież są jeszcze te całe ropuchy, i jak nie będę wiedziała, jak je odróżnić, to mogę sobie wyparzyć język! Nie chcesz, żebym sobie poparzyła język, prawda, wujku? Prawda? Proooszęę! Musisz nas zabrać! – Jęknęła błagalnie, po czym ukradkiem dała Zorzy kuksańca i z irytacją wymamrotała coś w rodzaju: – No hej, pomóż mi!
Kocurek już otwierał pysk, żeby z oburzeniem wyjaśnić jej, że wędrówki wcale nie sprawiają mu przyjemności i w żadnym razie nie zamierza się za nią ciągnąć po lesie, żeby mogła zobaczyć jakąś głupią żabę, kiedy coś sobie uświadomił.
Jeżeli wrócą na mokradła, istniała szansa – może niewielka, ale jednak – że wciąż będą tam jego rodzice. A jeśli spotka się z rodzicami, to być może dowie się, jaki los spotkał jego braci...
Dlatego po chwili do jednego błagalnego głosiku dołączył następny, a w zagubionego Żurawinowe Bagno wlepiona była nie jedna, a dwie pary uroczych, kocięcych oczek.
<Jarzębinka?>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?W Klanie Nocy
Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot u Samotników!
(brak wolnych miejsc!)
Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)
Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz