— Nad czym tak rozmyślasz, młody? — zapytał zaciekawiony zachowaniem syna Ryś, podchodząc do niego. Jego ruchy były dosyć wolne - raczej nie był jeszcze przyzwyczajony do małych kulek latających pod jego łapami i bał się, że gdy będzie za szybko stawiał kroki, to może nadepnąć na jakiegoś kociaka. Rudy kocur zniżył łeb, by móc kociak mógł popatrzeć na jego pysk, a nie nogi.
— Cy Sikorka nie ma wstarcająco energii? — zapytał Taniec, obracając się w stronę taty i przekrzywiając łepek. Rysia Łapa zaśmiał się cicho na to pytanie.
— Z pewnością ma, ale zawsze jakieś zapasy się jej przydadzą, nie? — zamruczał rudy kocur. W jego głosie było czuć nutę dumy, że to właśnie jego córeczka ma najwięcej energii w całym klanie Burzy, jednak słychać było również, że tak jak Pląsająca ma delikatnie tego dość. Taniec skinął łebkiem, zgadzając się z ojcem, po czym otarł się o pysk Rysiej Łapy, mrucząc głośno. Uwielbiał futerko na mordce tatusia. Zawsze było takie miękkie, a jego wąsy tak śmiesznie się podnosiły, za każdym razem, jak kociak przechodził pod nosem starszego kocura. Gdy maluch oddawał się przyjemnemu tuleniu się do pyszczka ojca, nagle chyba cały klan usłyszał wrzask Sikorki. Taniec wzdrygnął się, przestraszony dźwiękiem wydobywającym się jakby z głębin gardła niewielkiej kotki. A co jeśli coś jej się stało? Co jeśli medyczka - Zajęcza Stopa dała jej jakiejś zielsko, przez które Sikorka będzie mogła się porozumiewać tylko wrzaskami. To okropne! Taniec oderwał się od taty i szybko czmychnął do wyjścia z tymczasowej kociarni, by móc zobaczyć, czy jego siostrzyczce nic nie jest. Nie mógł odciągnąć swoich myśli od tego, że coś nieprzyjemnego mogło się stać jego kochanej Sikoreczce. No bo co jeśli jego szylkretowa siostrzyczka właśnie zanosi się kaszelkiem, bo Zajęcza Stopa dała jej coś takiego, że się zakrztusiła? Albo jeśli jej łapka się powineła i teraz leży z pyszczkiem w ziemi? To przecież taka straszna rzecz! Przynajmniej tak się ona malowała w umyśle tak niewielkiego kociaka jakim był Taniec. Jak jest się takim dzieciakiem jak on, wiele takich doświadczeń dla normalnych, dorosłych kotów są po prostu codziennością, jednak dla niego były one strasznym przeżyciem. Kocurek jeszcze nie znał gorszych rzeczy - jedyny ból, jakiego doświadczył, to za mocne pociągnięcie za ucho lub upadniecie na ziemie. Pląsająca najlepiej jak potrafiła ukrywała to, że koty w klanie aktualnie głodują i że musieli się wynieść z klanu przez kataklizmy czy śmierć liderki klanu burzy - Brzoskwiniowej Gwiazdy, a więc jedyne co do niego docierało, to takie niewielkie nieszczęścia życia kociaka. Które i tak niestety sprawiały mu przykrość. Do jego niewielkich, zielonych ślepków powoli zaczęły napływać niewielkie łezki, a nosek jakby sam zaczął podciągać wodę spływającą mu na futerko pod nim.
— Hej, hej, hej, zobacz, tatuś przyszedł, a z Sikorką wszystko jest dobrze. — powiedział uspokajająco delikatnie panikujący Ryś, widząc, jak Taniec coraz bardziej zanosi się płaczem.
— Na pefno? — wykrztusił w końcu burasek, wtulając i jednocześnie wycierając się w masywną łapę Rysia.
— No, zobacz, mama właśnie wychodzi z legowiska medyczki. — Rysia Łapa wskazał ruchem głowy dwie kotki opuszczające Zajęczą Stopę. Taniec gdy tylko zobaczył przez zaszklone oczy rudo-czarną, chudą sylwetkę Sikorki, od razu ruszył w jej stronę, by upewnić się że wszystko jest już dobrze.
— Sikorko! — zawołał głośno, wbiegając w siostrę. Potoczyli się trochę dalej, a bury kocurek wtulił się w jej miękkie, półdługie futerko. Po chwili odlepił się od niej i zaczął próbować powstrzymać falę łez wciąż spływających po jego brązowych policzkach.
— Wsystko dobze? Co ci zlobiła Zającek? — zapytał, oglądając dokładnie Sikorkę.
< Sikorko? >
— Hej, hej, hej, zobacz, tatuś przyszedł, a z Sikorką wszystko jest dobrze. — powiedział uspokajająco delikatnie panikujący Ryś, widząc, jak Taniec coraz bardziej zanosi się płaczem.
— Na pefno? — wykrztusił w końcu burasek, wtulając i jednocześnie wycierając się w masywną łapę Rysia.
— No, zobacz, mama właśnie wychodzi z legowiska medyczki. — Rysia Łapa wskazał ruchem głowy dwie kotki opuszczające Zajęczą Stopę. Taniec gdy tylko zobaczył przez zaszklone oczy rudo-czarną, chudą sylwetkę Sikorki, od razu ruszył w jej stronę, by upewnić się że wszystko jest już dobrze.
— Sikorko! — zawołał głośno, wbiegając w siostrę. Potoczyli się trochę dalej, a bury kocurek wtulił się w jej miękkie, półdługie futerko. Po chwili odlepił się od niej i zaczął próbować powstrzymać falę łez wciąż spływających po jego brązowych policzkach.
— Wsystko dobze? Co ci zlobiła Zającek? — zapytał, oglądając dokładnie Sikorkę.
< Sikorko? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz