Srebrna kotka usiadła grzecznie.
- To co dzisiaj robimy? - zapytała spokojnie. Patrzyła się na mnie dużymi ślepiami.
Szybko w głowie przebrałem moje treningi. Te z Ciernistą Gwiazdą nauczyły mnie skradania, szukania, reakcji i podstaw polowania, a te z Zakręconym Uchem poprawiły moją wytrzymałość i dopracowany aspekty skradania, polowania i węszenia.
- A co byś chciała? - Odpowiedziałem pytaniem na pytanie, co zbiło kotkę z tropu.
- Ty jesteś mentorem - odparła po kilku uderzeniach serca weselszym tonem.
Mentorem? Na osty i ciernie, ja serio jestem mentorem! Dobra, więc co się robi z uczniem? Chodzić potrafi, to może...rozpoznanie terenu? Co prawda to nie jest stałe miejsce naszego pobytu, ale nie zaszkodzi prawda?
- W takim razie chodź, przejdziemy się po tutejszych terenach - oznajmiłem łagodnie, nie chciałem jej zmuszać, ale jak tak pomyślę, to ona i tak musi robić co jej powiem.
Skinęła jedynie głową. Poprowadziłem ją między kotami, a gdy mieliśmy wychodzić poza umowną granicę obozu, podbiegł do nas Hiacyntowa Cętka.
- Hej Mokry! - Przywitał się ze mną, jakby nie zauważając Rzecznej Łapy. - Kto idzie na popołudniowy patrol?
Już chciałem mówić "zapytaj swoją mamę", ale Błękitna Cętka od dawna nie żyła, co uderzyło we mnie dość mocno. Teraz ja jako zastępca ustalam patrole.
- Ty i twoje rodzeństwo, ogarnij w końcu Narcyza. - Odparłem po chwili, a Hiacynt wybuchnął śmiechem.
- Dobra, zastępco - jego odpowiedź owiewała nutka rozbawienia.
Zniknął mi z oczu tak szybko, jak się pojawił. Westchnąłem głośno, ruszając przed siebie. Nie oglądałem się za siebie, czy aby na pewno kotka za mną idzie, bo o niej zapomniałem. Jakby, to mój pierwszy uczeń, nie jestem przyzwyczajony!
I tak właśnie z oczu znikła mi Rzeczna Łapa. Strzyknąłem uszami, żeby odnaleźć ją wśród próbujących ogarnąć obóz kotów. Koniec końców poszedłem po prostu przed siebie, wychodząc za obóz.
Pręgowana kotka była tuż za jakimś krzakiem przy obozie. Leżała, chowając się przed chłodnym wiatrem, a ja uderzyłem się łapą w czoło.
- Czemu tak znikasz? - Zapytałem ją nieco zmartwiony, ale też z ulgą, bo w końcu się znalazła.
- Rozmawiałeś, więc poszłam przodem - odparła obojętnie, patrząc na mnie niebieskimi ślepiami.
Ogonem dałem jej znak, żeby wstała i poszła za mną.
Szliśmy w ciszy, byłem bardzo czujny, stałe nasłuchiwałem różnych odgłosów. Otaczały nas teraz dość gęste lasy, co było niespotykane ma starych terenach Klanu Burzy.
- Słyszysz coś ciekawego? - Zapytałem ją, a ta jakby wyrwana z własnych myśli spojrzała na mnie pytającym spojrzeniem.
- Słyszysz coś, co może być interesujące? - Ponowiłem pytanie, a ta jak na rozkaz poruszyła uszami.
- Jakiś głośny szmer. - Odparła, a jej mimika zmieniła się nieco na zaciekawioną.
- Dobra, to chodźmy to sprawdzić. - Powiedziałem, robiąc kolejne ciche, ostrożne kroki w stronę tychże odgłosów.
- Kiedy chcesz się skradać, nie ma co się spieszyć - poinformowałem ją, żeby mogła zacząć się uczyć. - ostrożnie stawiaj łapy, w lasach jest mnóstwo gałęzi i liści które mogą zdradzić twoją pozycję.
Kotka pokiwała głową, na znak iż zrozumiała. Jej ruchy stały się ostrożniejsze, a sama Rzeczna Łapa wzrok przykuty miała do swoich łap.
- Dlaczego nie patrzysz przed siebie? - Spytałem ją.
- Uważam, żeby na coś nie nadepnąć. - Odparła cicho, koncentrując się na stawianych krokach.
- To słuchaj, niech uszy będą twoimi oczami, póki nie wejdzie ci w krew skradanie się. - Poleciłem jej, a ta posłała mi zdezorientowane spojrzenie.
Uśmiechnąłem się przyjaźnie. Sam przystanąłem, by przeanalizować sytuację. Byliśmy dość daleko od obozu, zwierzyny nie widać i nie czuć, dlaczego? Głośne szmery nasiliły się. Spośród gęstych krzaków, na których zdążyły odrosnąć liście zdołałem dostrzec coś dziwnego. To nie była kocia noga, ta nie miała futra.
Nakazałem Rzecznej Łapie być cicho, przycupnąć jak najbliżej mnie. Skryliśmy się w krzakach.
- Spróbuj zobaczyć co tam jest. - Poleciłem.
Kotka niespokojnie zerknęła między gałęzie, a jej futro na karku się zjeżyło. Widziałem, jak spina mięśnie.
- C-co to? - Zapytała drżącym tonem.
Spojrzałem się w to samo miejsce, łyse nogi, a właściwie wystający kawałek spod jakiegoś ciemnego materiału(kostki wystające spod spodni) chodziły między drzewami. To musiał być dwunożny, ale dlaczego jest tu, z dala od ich siedlisk?
Nie zdołałem zobaczyć więcej w obawie, iż nas wykryje.
- Siedź cicho i czekaj, aż sobie pójdzie. - Rozkazałem jej. - Jakby szedł tutaj, to uciekniemy.
Dwunożny był sam, pakował swoje rzeczy do dziwnego czegoś (plecaka), więc chyba chciał odejść.
Czekałem wraz z Rzeczną Łapą, aż to nastąpi.
<Rzeczna Łapo? Co sądzisz o takim treningu? ^^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz