Gdy czekoladowy kocurek myślał, że już nic go nie zaskoczy, Pląsająca Łapa zaczęła rodzić. Królowa wydała na świat trójkę kociaków: dwóch kocurków i jedną koteczkę. W takich okolicznościach, lider Klanu Burzy zarządził postój. Kociaki urodziły się podczas przeprowadzki, w trudnym dla wszystkich czasie. Jeżowa Łapa obawiał się, że maluchy mogą nie przeżyć.
Gdy tylko upłynęło kilka dni, postanowił poznać najmniejszych pobratymców. Kto wie, może któryś z nich, zostanie kiedyś jego przyjacielem? Wszystko było możliwe. Ich los chwilowo był owiany tajemnicą, był na tyle kruchy, że jeden mocniejszy wiatr, mógł mu zaszkodzić.
Przecisnął się przez wejście, pod krzakiem malin, który służył za ich chwilowy żłobek. Owiał go ciepły zapach mleka, jeszcze zanim zdążył zauważyć Pląsającą Łapę, w otoczeniu swoich kociąt. Próbował sobie przypomnieć imiona maluchów, ale kompletnie ta informacja wyleciała mu z głowy.
Kociaki zerwały się, by do niego podbiec, na swoich krótkich łapkach. Też niedawno byłem taki mały. Jeżowa Łapa z rozbawieniem spojrzał na rudego kociaka, który jako pierwszy znalazł się obok niego.
— Witaj! Moje serce raduje się ogromnie iż przyszedłeś nas odwiedzić! Oh, gdzie moje maniery.. Nazywam się Śpiew, a ty? — powiedział entuzjastycznie kocurek, siadając na tyłeczku.
— Cześć. Jestem Jeżowa Łapa, uczeń Klanu Burzy. Miło mi ciebie poznać, Śpiew.-miauknął, próbując zapamiętać imię. Spojrzał na pozostałego maluchy, obserwującego go z zainteresowaniem. — A jak nazywa się twoje rodzeństwo?
— Mój brat nazwany został Taniec, a siostra zwie się Sikorka.-odpowiedział rudy, unosząc jedną brew do góry. — Też będę uczniem.
— Z pewnością, ale dopiero, gdy odpowiednio podrośniesz.-miauknął Jeżowa Łapa. Zabrał ogon, gdy siostra Śpiewu, chciała go ugryzć. — Yhm... tak... nie chce przeszkadzać.
— Ależ skąd, nie przeszkadzasz, kochaniutki.-usłyszał łagodny głos Pląsającej Łapy. — Możesz się nimi zająć, jeśli chcesz.
— O tak, proszę! Będę uradowany.-miauknął Śpiew.
— Śpiew wymyślił dla mnie cudowny wierszyk.-zachwyciła się kocica. — Ma talent.
— Wierszyk?-miauknął, szeroko otwierając oczy Jeżowa Łapa. — A dla mnie jakiś wymyślisz?
<Śpiew? Nie zniszczyłam charakteru? Jakiś wierszyk będzie? :3>
kocham śpiewaka szczególnie za to, że jego rodzeństwo w opkach jescze sepleni a on już tworzy poezję xD
OdpowiedzUsuń