19 września 2017

Od Sarenki C.D Szepczącej Łapy

- Moja matka ma obsesję na punkcie Klanu Wilka... - Mruknęłam i kaszlnęłam na końcu spoglądając na własne łapy. Ogień powoli się oddalał, ale nadal słyszałam trzaskanie ognia. Dym na szczęście nie wleciał do środka, ale mocno szczypały mnie oczy, dlatego potrząsnęłam głową. Cóż, to nic nie dało i nie mam pojęcia czego się spodziewałam. Podniosłam się powoli i obejrzałam dokładnie kotkę. Nie miałam czasu jej się uważnie przyglądnąć, ale teraz zauważyłam, że jest bura. Wyglądała w porównaniu do mnie zupełnie inaczej. Z u p e ł n i e, podkreślam to. Pręgi, duże oczy, ale aktualnie zmrużone. W dodatku to spojrzenie. No dobra, spojrzenie mamy podobne, oby dwie obdarzamy się teraz oschłym uczuciem. Zauważyłam jednak, że gdy powiedziałam zdanie o mojej matce kotka rozdziawiła pyszczek, zmarszczyłam brwi. Szczerze mówiąc spodziewałam się takiej właśnie reakcji, ale oczekiwałam, że kotka coś powie. Nastała jednak cisza. Krępująca cisza, która sprawiała, że mój ogon nerwowo drgał. Wreszcie kotka otworzyła pyszczek, ale nie minęło kilka bić serca, a znowu go zamknęła. Mlasnęła głośno, najwyraźniej dobierając słowa.
- A twoja matka to...?
Uśmiechnęłam się. Tym razem to był szczerzy, duży uśmiech. Oczywiście był napełniony jakąś nutką ironii, ale oprócz tego był... zwyczajnym uśmieszkiem. Zawsze uwielbiałam się przechwalać i dążyć do doskonałości, a w tym momencie mogłam pokazać swoją wyższość.
- Sowa, prawnuczka Wilczej Gwiazdy, założyciela Klanu Wilka, więc w moich żyłach płynie jego krew. Oczywiście Sowa robi wszystko, by pomóc waszemu klanowi, ale Milcząca Gwiazda nie chce jej pomocy. Phi, ona nawet nie chce wysłuchać mej matki. NIE POTRZEBUJEMY WAS!
Końcowe zdanie było udawaniem głosu Milczącej Gwiazdy. Aż się zdziwiłam jak dobrze mi to wyszło. Po chwili byłam już uspokojona, dlatego usiadłam i owinęłam ogon wokół łap patrząc prosto w oczy Szepczącej Łapie.
- To moja matka i mentorka, nie mów tak o niej - Prychnęła, otwarcie wyrażając swoje negatywne nastawienie do mej osoby. Nie spodobało mi się to, ale od razu wpadłam na pomysł, by w pewnym sensie zaprzyjaźnić się z tą uczennicą. Gdyby to się udało kazałaby jej wybłagać u Milczącej Gwiazdy, by ta zabrałaby sojusz z Klanem Lisa. Idealny plan! Od razu zaczęłam go wykonywać robiąc z lekka przepraszającą minę. Gdybym od razu zaczęła jej otwarcie współczuć to zauważyłaby, że coś jest nie tak.
- Oh, wybacz, nie zdawaam sobie sprawy. Ale naprawdę, gdyby nas wysłuchała zrobilibyśmy wszystko byleby Klan Wilka osiągnął potęgę... ale rozumiem, ze może cię to nie obchodzić. Przecież jesteś córką samej przywódczyni, masz wszystko i nie potrzebna ci potęga.

<Szept?>

17 września 2017

Od Miętowego Oddechu

Nastał kolejny dzień z życia Wojownika. Był środek Pory Opadających Liści. W obozie było nawet sporo liści (jak na tereny z drzewami iglastymi) różnych kolorów. Czerwone, żółte i pomarańczowe. Były prawie wszędzie. Nikt się nimi nie przejmował za bardzo, ale mnie to trochę wkurzało. W zwłaszcza gdy ktoś rano wychodzi z legowiska, a liście te rozłamują się pod jego łapami. Dziś miałem cały wolny poranek, więc poszedłem do legowiska uczniów. Idąc tak, o mało co nie upadłem na ziemie poślizgując się na jednym z liści. Warknąłem cicho i zmiotłem go ogonem. Potem wszedłem do środka. Była tam mój brat i Senna Łapa.
- Cześć. - powiedziałem.
- Cześć bracie. - przywitał się Osmolona Łapa.
- Hej. - mrukną szybko myjący się Senna Łapa.
- Pomożecie mi w sprzątaniu obozu z tych wszystkich liści? - spytałem.
- Jasne. - odpowiedzieli razem.
Potem wszyscy wyszliśmy i zaczęliśmy zbierać liście w jeden z kątów obozu. Zmiotłem kilka liści ogonem, a potem wziąłem je w pyszczek i zaniosłem je na małą stertę koło wyjścia. W końcu podszedł do nas Krucha Gwiazda.
- Co wy robicie? - spytał z lekkim zniesmaczeniem w głosie.
- Sprzątamy obóz z liści. - odpowiedziałem.
- Dobry pomysł, że zaangażowałeś w to uczniów, ale z drugiej strony byłoby lepiej, gdybyś był bardziej przydatny i poszedł na polowanie. - powiedział srogim tonem, ale potem dodał troszkę milej - Ale sprzątajcie dalej. Powodzenia.
Przywódca odszedł. Lekko położyłem uszy po sobie i zrobiłem lekko zmartwioną minę. Czasem wydawało mi się, że on mnie nie docenia.
- Nie martw się. On czasem tak ma. - pocieszał mnie brat.
Potem czarny kocur przejechał mi ogonem po łopatce, idąc w stronę legowiska starszych. Ja za to zobaczyłem jednego listka, który uciekał w kierunku żłobka. Szybko ruszyłem w jego stronę. Byłem blisko, już miałem zgarnąć go łapą, ale gdy się zamachnąłem, on poleciał jeszcze dalej. Znów zacząłem go gonić. Pomarańczowy obiekt wleciał do żłobka. Nie zdążyłem wyhamować i również do niego ,,wleciałem" robiąc niemały hałas w środku.
- Ciii!!! - zwróciła mi szybko uwagę Bagienny Dzwonek.
Wstałem i się otrzepałem, a potem podszedłem bliżej kotki.
- Przepraszam. - powiedziałem cicho.
- Co cię tu sprowadza Miętowy Oddechu? - spytała kotka równie cicho, co ja.
- Przybiegłem za tym liściem.
- To twoja zabawka? - zaśmiała się kotka.
- Nie... Po prostu sprzątamy obóz razem z Osmoloną Łapą i Senną Łapą. - powiedziałem lekko zawstydzony.
Potem spojrzałem na śpiące kocięta. Co prawda miały już 1 księżyc, ale dopiero teraz zobaczyłem je pierwszy raz. Były śliczne i była ich czwórka.
- Są takie śliczne i kolorowe. Słodziaki. - pomyślałem.
Po chwili jeden z nich, biało-rudy zaczął się ruszać i cicho popiskiwać.

Ostry?

Gęsia Łapa! (Klan Wilka)

Gęsia Łapa | uczeń | Klan Wilka

Od Szepczącej Łapy

Szepcząca Łapa stała właśnie w pozycji bojowej, lekko pochylona do ziemi, mierząc czujnym wzrokiem kotkę przed sobą. Okrążając się, cierpliwie czekała, aż ta zrobi pierwszy ruch. I w końcu dostrzegła jak jej mięśnie napinają się, aby chwilę później nagle skoczyć w jej kierunku, chcąc przyszpilić ją do ziemi jednym ruchem. Szepcząca Łapa jednak szybko i zgrabnie uniknęła ciosu, odskakując w bok. Wiedziała, że nie może dać się powalić, gdyż niebieska kocica była od niej większa i silniejsza.
Za to uczennica była szybsza.
Zrobiła dwa szybkie susy, chcąc znaleźć się za kotką. Udało jej się uniknąć ciosu wymierzonego łapą, która przeleciała jej tuż nad uchem. Następnie zaatakowała, celując w łapy, gryząc kocicę. Nim jednak zdążyła się tak wykręcić, by być w stanie zdziałać więcej, druga łapa kotki odepchnęła ją silnie, tak, że Szepcząca Łapa znów znalazła się aż o długość ogona od przeciwniczki. Nie upadła jednak, a utrzymała się na łapach, od razu spinając mięśnie od ponownego ataku. Tym razem skoczyła od razu, nie dając kotce czasu, ani szansy na unik. Zgrabnie skoczyła jej na grzbiet czepiając się go z całych sił, gdy kotka próbowała ją zrzucić. W końcu jednak niebieska kocica przewróciła się na grzbiet, chcąc przygwoździć do ziemi uczennicę. Tej jednak zgrabnym ruchem udało się wywinąć i wkładając w to całą swoją siłę, zamachnąć łapą, która trafiła przeciwniczkę w czoło. Gdyby pazury Szepczącej Łapy były wysunięte, to choć rana nie byłaby głęboka, z pewnością polałaby się krew, zalewając kocicy oczy. Gdy cudem uniknęła kontrataku, znalazła się tak blisko niej, że wręcz poczuła na pysku jej oddech. Bez wahania skoczyła, a Milcząca Gwiazda, choć od niej większa, nie zdołała uchronić się przed przyszpileniem do ziemi.
- Ha! - krzyknęła radośnie Szepcząca Łapa. - Udało mi się! - Nie zeszła jednak z mentorki, czekając na jej słowa, wiedziała bowiem, że wtedy kotka pewnie znów by ją zaatakowała, a potem tłumaczyła się, że przecież nie powiedziała, że walka się skończyła.
- Dobrze, możesz już ze mnie zejść.
Od razu zeskoczyła na trawę obok. Jej oczy świeciły z radości, dumy i podekscytowania.
- I co? Jak mi poszło? - zapytała doskakując do matki.
- Świetnie, walczysz już jak prawdziwa wojowniczka, nie mam uwag. - ta niespodziewana pochwała z pyska matki sprawiła, że oczy Szepczącej Łapy rozszerzyły się z radości zmieszanej ze zdziwieniem. Nie spodziewała się takiej pochwały od matki, która zawsze wyłapywała u niej jakiś błąd. Milcząca Gwiazda schyliła lekko łepek i zmrużyła oczy. - Może to już czas... - powiedziała to tak cicho, że Szepcząca Łapa nie była pewna czy na pewno dobrze zrozumiała.
Bo czas na co?
Nagle coś w niej drgnęło. Rozglądnęła się dookoła, mimo, że wiedziała, że są same. Nastał właśnie najlepszy moment, by zadać nurtujące ją od dłuższego czasu pytanie. Przez chwilę jeszcze milczała, wahając się. Chciała bardzo poznać odpowiedź, jednak gdzieś w głębi obawiała się tego, wiedząc, że jeśli pozna prawdę, wszystko może się zmienić. Zacisnęła wargi, po czym spojrzała w las, na odległe drzewa.
- Mamo? Chcę o coś zapytać - zaczęła, wciąż unikając wzroku mentorki.
- Pytaj śmiało. - poczuła spojrzenie jej lodowato niebieskich oczu na sobie.
- Bo widzisz... - zaczęła - nie jestem już tym małym, naiwnym kociakiem co kiedyś. I sądzę, że jest coś co powinnam wiedzieć. - spojrzała w oczy matki, tak samo błękitne, a teraz również tak samo zimne, jak jej. Jej wzrok był nieugięty, nie miała zamiaru pod żadnym pozorem go spuszczać. Wzięła głęboki oddech i powiedziała twardym, nietolerującym wymigiwania się i sprzeciwu tonem - Kto jest moim ojcem?
Wiedziała, że nie odpuści, dopóki nie uzyska odpowiedzi.

<Milcząca Gwiazdo? Jakby co jak się dowie to pewnie krzyknie 'Zdradziłaś klan!' i odbiegnie. Możesz też ją od razu mianować, tym opkiem zdobywa właśnie 100% treningu po postarzeniu. Będzie się zwać Szepczący Wiatr.>

16 września 2017

Od Lamparciej Gwiazdy C.D. Milczącej Gwiazdy

- Co to za nonsens? - spytał Lamparcia Gwiazda uderzając ogonem. - Czy ty drwisz sobie z Klanu Burzy Milcząca Gwiazdo?
Liderka Klanu Wilka zastrzygła zaskoczona uszami. Czarny kocur nie odstępował oburzenia. Nie słysząc żadnej reakcji ze strony kotki kontynuował.
- Jesteś w swoim zachowaniu bezczelna i tchórzliwa! - prychnął kocur. - Po pierwsze śmiesz przychodzić do obozu klanu, który nie darzy sympatią ciebie, oraz twych wojowników. Przybywasz jak mówisz w pokoju, ale przyprowadzasz ze sobą sześciu wojowników. Udowadniasz tym samym brak zaufania wobec honoru Klanu Burzy, a także swój wielki strach przed naszą zemstą. Nie mówi mi zatem, że nie jesteś winna śmierci Białej Gwiazdy. Świadczy o tym choćby sam fakt, że boisz się kary. Gdybyś była niewinna nie bałabyś się, gdyż nie masz czego.
- To bzdura! - zaprzeczyła kotka.
- Zamilcz! - warknął Lamparcia Gwiazda. - Po drugie idąc za swoimi wojownikami upierasz się przy absurdalnym podejrzeniu, iż moja rodzona córka w rzeczywistości jest twoim dzieckiem. Żaden wojownik nigdy nie słyszał tak wstrętnego oskarżenia! Rdzawa Łapa to moje dziecko, niezależnie od tego, jak bardzo podobna jest do twojego, które najpewniej straciłaś w zemście Klanu Gwiazdy za twój odrażający czyn.
- Lamparcia Gwiazdo, to co mówisz to... - próbowała się bronić kotka, ale gospodarz znów ją uciszył.
- W końcu trzecie - kontynuował. - Twierdzisz, że moje dziecko może być twoim przetargiem, aby móc zawrzeć ze mną sojusz! W tej kwestii jesteś śmieszna, wręcz komiczna! Jesteś szalona, skoro uważasz, że w jakikolwiek sposób zawrzesz sojusz z Klanem Burzy. A swoim sposobem przebijasz wszystko! Wszystko!
Lamparcia Gwiazda zakończył. Wyprostował się dumnie i rozejrzał po przybyłych wojownikach. Był Pustułkowy Dziób, Borsuczy Goniec, dwoje uczniów i dwoje mniej znanych mu wojowników. O młodziakach wiedział tyle, że oboje są dziećmi liderki i de facto rodzeństwem Rdzawej Łapy. Ale to nie miało już znaczenia. Rdzawa Łapa to nie jest już ich siostra i nie będzie nią. To co było w Klanie Wilka nie należy już nawet do jej przeszłości.
Milcząca Gwiazda po dłuższym milczeniu lidera Klanu Burzy uznała, że chyba może już się odezwać.

<Milcząca Gwiazdo? Ale jeszcze nie idźcie!>

Od Milczącej Gwiazdy C.D Borsuczego Gońcy

Skinieniem łebka nakazuje mu opowiedzenie tego, co mówił mu jej były terminator. Marszczy brwi, gdy zaczyna historię - pójść po pomoc do samotnika? Czy on ze mnie kpi? Jednak nie przerywała swojemu partnerowi. Rozluźniła mięśnie, próbując powstrzymać mruknięcie rozbawienia. Wiedziała, iż Srebrny Deszcz jest młody i niedoświadczony, ale szkoliła go w nienawiści do samotników. A on mówi, żeby poprosić o pomoc samotników!
Gdy Borsuczy Goniec skończył, jego niebieskie oczy uważnie wpatrywały się w jej zaokrąglony brzuch. Przywódczyni cichutko jęknęła.
- Nie, nie będę ryzykować - zadecydowała, trzepiąc chudziutkim ogonem na boki - aczkolwiek wpadłam na bardzo ciekawy pomysł. Dzięki temu z pewnością zawrzemy sojusz z Klanem Burzy.
Point schylił z szacunkiem łebek, ale nie odpowiedział. Jakby zastanawiał się nad wagą słów wypowiedzianych przez jego zarazem przywódczynię i partnerkę. Nagle na jego pyszczku wstąpił cień niepokoju.
- Jaki to... pomysł? - spytał z niepewnością w głosie, zagryzając dolną wargę.
- Cóż, zapieczętujemy Rdzawą Łapą sojusz - miauknęła jakby bez krzty smutku Milcząca Gwiazda, a jej ton głosu był obojętny.
Wojownik wstał, a jego sierść zjeżyła się. Niebieskawa kocica spojrzała na niego zdziwiona, odsuwając się lekko, zaskoczona jego reakcją. W oczach kocura pojawiły się płomyki zdenerwowania.
- Traktujesz ją jak rzecz! Ona też ma uczucia, ona...! - kot nie dokończył, ponieważ przywódczyni przerwała mu wpół słowa.
- Nie, Borsuczy Gońco - potrząsnęła bezsilnie łebkiem, wzdychając - Ona nie ma nas za rodzinę. Ma nas za obce koty, pragnące wtargnąć w jej życie. Ale jej amnezję możemy wykorzystać. Ponad wszystko stawiam sobie dobro Klanu.
- Nawet rodzinę? - kocur wręcz warknął, nadal wrogo jeżąc sierść. Stał się dwukrotnie większy, ale powoli się uspokajał.
Milcząca Gwiazda tępo wpatrywała się w przestrzeń przed sobą. Światło wpadające przez wejście do kociarni było niewyraźne, ponieważ zasłaniał je point. Nie widziała dokładnie mimiki jego pyska, ponieważ był zaciemniony.
- Nawet rodzinę - mruknęła w końcu, opadając bezwładnie na łoże z mchu i lawendy - a teraz odejdź, potrzebuje chwili spokoju. Jutro wyruszam na granicę wraz z patrolem. Muszę porozmawiać z Lamparcią Gwiazdą.
Borsuczy Goniec nadal drżał, jednak tylko wyszedł.

/-/

Mimo zaawansowanej już ciąży, niebieskawa kocica nie myślała o odpoczynku. Z samego świtu zebrała patrol - Pustułkowy Dziób, jej wierny zastępca, Borsuczy Goniec, jej ukochany partner, Kwiecisty Śpiew, delikatna, aczkolwiek przyjazna koteczka, Motyle Skrzydło - silny i dostojny kocur oraz dwójka jej dzieci - Płonąca Łapa i Szepcząca Łapa. Dwója uczniów była szczególnie podekscytowana, jakby gotowa na walkę. Gdy pierwsze promienie słońca przedzierały się przez korony drzew, sylwetki kotów już przenikały ciemności. Ich łapy miażdżyły gałązki oraz suche, opadnięte listki. Cel był prosty - dojść do granicy.
Gdy zaczęli czuć już wyraźny i mocno poszarpany zapach Klanu Burzy, zwolnili. Szli sprężystym krokiem, mięśnie były rozluźnione, lecz oczy chodziły raz w prawo, raz w lewo. Szczególnie niebieskawa kocica była czujna, wiedząc, iż w każdej sekundzie mogą zaskoczyć ich wojownicy Klanu Burzy. Po trwającej jakiś czas wędrówce zobaczyli koty biegnące w ich stronę - była to Iskrzące Futerko, zastępczyni oraz trójka nieznanych jej kotów.
- Co tutaj robicie? - rzuciła twardo rudo-pręgowana kocica, obnażając kły.
- Przyszliśmy w pokoju - odparł jej szarawy kocur o imieniu Pustułkowy Dziób - chcemy porozmawiać z Lamparcią Gwiazdą.
- Nigdy w życiu! - warknął jakiś czarny-pręgowany kot.
- To rozkaz - odfuknęła mu niebieskawa kocica.
Koty Klanu Burzy przez uderzenie serca wymienili spojrzenia, skulili uszy, a potem bezsilnie skinęli ogonami. Wiedzieli, że jak Klan Wilka zaatakuje, oni ich po prostu zabiją, więc to nie miało żadnego znaczenia. Iskrzące Futerko nadal szła spięta, z zaciętą minę.

- Lamparcia Gwiazdo...! - pisnął ten sam duży, czarny wojownik - Przyszli wojownicy Klanu Wilka, chcą coś od Ciebie. Zawsze możemy ich zabić.
Milcząca Gwiazda spięła wszystkie mięśnie, które równo zagrały pod jej króciutką sierścią. Ta groźba brzmiała okropnie, aczkolwiek wiedziała, iż na prawdę nie dadzą rady. Będą musieli wywalczyć sobie drogę do wyjścia. Z cienia wyszedł ten sam wielki kocur, którego poznała podczas bitwy. Tym razem wytrzymała jego mocne spojrzenie.
- Czego chcesz, zabójczyni Białej Gwiazdy? - warknął mocnym tonem głosu.
- Po pierwsze, nie zabiłam waszej liderki. Widać, Klan Gwiazd miał powód, aby pozbawić ją jej wszystkich żywotów - miauknęła dostojnie, majestatycznie siadając i owijając swój ogon wkoło przednich łap. Zignorowała głuche syknięcia kotów obcego Klanu - Chce zapieczętować Rdzawą Łapą sojusz naszych Klanów.
- Jestem ich córką! To nie prawda! - piszczała szylkretowa koteczka o rdzawym ogonie.
Lamparcia Gwiazda patrzył na Milczącą Gwiazdę tępym spojrzeniem. Albo przypieczętuje sojusz, albo ta szylkretowa terminatorka będzie nienawidzić go przez całe życie. Niebieskawa kocica wlepiała w niego oczekujące spojrzenie.

<< Lamparcia Gwiazdo? >>

Od Srebrzystego Piórka CD Milczącej Gwiazdy

- Srebrzyste Piórko! Co ty robisz!? - krzyknął Szkarłatny Wicher.
Spojrzała na kocura z ogniem w oczach. Znów musiałam skłamać.
- Ona chciała wtargnąć na nasze tereny! Chciałam ją powstrzymać! - powiedziałam.
Potem puściłam kotkę. Nagle niebieskawą kotkę przeszedł wstrząs. Wszyscy się na nią spojrzeli. Potem zaczęła zwijać się z bólu i piszczeć przeraźliwie. Szybko znów do niej podeszłam razem z pręgowanym kocurem.
- Co się dzieje Milcząca Gwiazdo? - spytał kocur lekko przerażony.
Kotka nie odpowiedziała. Zaczęłam badać ją wzrokiem, a po chwili powiązałam ze sobą dwa fakty. Wielki brzuch i wielki ból.
- Ona rodzi. - syknęłam.
Potem podeszłam do tyłu kotki.
- Co jej jest!? - spytał Szkarłatny.
Potem do mnie podszedł.
- Odsuń się! - syknęłam.
Kocur nie wykonał mojego polecenia, więc trzepnęłam go łapą i powtórzyłam:
- Odsuń się!
Kocur spojrzał na mnie i wstawił pazury. Już miał na mnie skoczyć.
- Przydaj się na coś i idź szukać jakiegoś patrolu czy coś! - powiedziałam wkurzona.
Przywódczyni Klanu Wilka jeszcze raz zadrżała, ale tym razem mocniej. Kocur się otrząsną. Wziął pozostałe koty i poszedł na tereny wrogiego klanu.
- Musisz się uspokoić. - starałam się mówić łagodnie - Słyszysz? Spokojnie.
Potem delikatnie położyłam swoją łapę na boku kotki i przesunęłam nią w geście uspokojenia kotki.
- Spokojnie. Musisz się uspokoić, jeśli chcesz, żeby twoje kocięta przeżyły. - powiedziałam najspokojniej jak umiałam.
Kotkę przeszedł kolejny dreszcz, ale tym razem mniejszy. Rozejrzałam się do okoła. Zobaczyłam dwa kwiaty maku. Szybko do nich podbiegłam i zerwałam. Potem wytrząsnęłam kilka ziaren obok pyszczka kotki.
- Zjedz je. Pomogą Ci. - powiedziałam cicho.
Potem lekko dotknęłam nosem głowy liderki. Nie lubiłam okazywać czułości ani innych podobnych rzeczy, ale to była sytuacja konieczna. Gdyby nie to, to umarłyby niewinne kocięta. Po chwili przyszła siódemka kotów. Szybko podbiegł do mnie jasno szary kocur o puszystym ognie i odciął mi dostęp do niebieskiej kotki. Wymieniliśmy się krótkimi syknięciami, potem kocur zwrócił się do kotki. Coś jej wyszeptał do ucha, a potem razem z innymi kotami pomógł wstać kotce i zabrali ją na terytorium Klanu Wilka. Milcząca Gwiazda spojrzała na mnie ostatni raz, a w jej spojrzeniu zauważyłam coś na znak podziękowania.
- Wracajmy do obozu. - powiedziała Jagodowe Futro.
Zaczęliśmy wracać. Po chwili Szkarłatny Wicher syknął mi do ucha:
- Pogadasz sobie z Płomienną Gwiazdą.
Rzuciłam mu mordercze spojrzenie, ale szybko odwróciłam wzrok.
***
Minęło ćwierć księżyca od tamtego zdarzenia. Przez ten czas prawie w ogóle nie mogłam wychodzić z obozu, a jeśli już to razem z kimś. Po tej sytuacji jeszcze bardziej mi nie ufali. W końcu Płomienna Gwiazda pozwolił mi na samotne polowanie. Nie wiedzieć czemu ruszyłam na miejsce zdarzenie. Po prostu jakaś siła kazała mi tam iść.

<Milcząca?>

Nowy członek Klanu Gwiazd!

MROCZNE SERCE
Powód odejścia: Decyzja właściciela
Przyczyna śmierci: Przejechanie przez samochód
Odszedł do Klanu Gwiazd

Nowy Członek Pustki

KWIAT JAŚMINU
Powód odejścia: Decyzja właściciela
Przyczyna śmierci: Zmiażdżenie narządów wewnętrznych 
Odeszła do Pustki

Od Kwiatu Jaśminu

Zielone liście zmieniły swoją barwę na intensywny szkarłat. Wiatr nie był już ciepły i przyjemny, teraz targał moje długie futro, a gruba warstwa zaschniętego błota oblepiła jego końce. Wszędzie było brudno i śmierdziało gnijącymi liśćmi. Gdzie się podziała piękna pora zielonych liści?
W stodole też śmierdziało, ona też gniła. Stare deski nasiąknęły wilgocią, jednak wszyscy ignorowali potworny smród, jak? Nawet siano na którym miałam zwyczaj sypiać zaczynało się kisić. Niech ktoś coś zrobi. Nie mam zamiaru siedzieć w tym odorze. Jednak żeby to zrobić trzeba wyjść z ciepłego kąta. Do tego tam są te małe demony. Zwane również Sarenką i Kropelką. Te dwie kotki muszą być tak bardzo irytujące. Nie mam zamiaru przechodzić obok nich, pewnie mnie zaczepią, jak to mają w zwyczaju, a ja znów albo je zignoruje, albo wysilę się na jakiś zbywający je teks, a one obrażone będą miały wonty do końca dnia. Rozejrzałam się, między dwoma deskami była spora dziura. Przecisnęłam się przez nią i otrzepałam z siana. Skierowałam swoje kroki w stronę farmy. Polowania na te dziwne grube ptaki, które nie potrafią latać są zadziwiająco proste. Trzeba tylko uważać na dwunogi, jeśli cię zobaczą radzę uciekać, niektórzy są niebezpieczni. Bezwłosi już nie używali tych swoich małych potworów po których trawa była niska, jakby przez porę opadających liści wszystko zaczęło przygotowywać się do długiego snu. Życie powoli zanikało. Gęste zarośla zamieniły się w zadbaną, jednak długą trawę. Odgłosy wydawane przez zwierzęta hodowlane stawały się coraz głośniejsze, a ich mocny zapach, mocniejszy. Muczenie tych dużych stworzeń, gdakanie grubych nielotów i beczenie trochę mniejszych, pokrytych wełną owiec. Przebiegłam przez ogródek starszych dwunożnych, których czasem widziałam przez okna ich legowiska. Przeszłam przez wykopany prze zemnie dołek pod szarym, wysokim bluszczem. Ptaki spokojnie dziobały jakieś ziarenka z ziemi, niektóre odpoczywały w cieniu niskich drzewek. Schowałam się za niewielkim krzaczkiem. Położyłam się i zaczęłam czekać aż któryś nielot podejdzie. Po chwili ciche dreptanie w moją stronę stało się głośniejsze. Gdakanie dotarło do moich uszu. Wstałam cicho i przybrałam łowiecką pozycję, a koniuszek mojego ogona ruszał się z niecierpliwości. Jeszcze chwila i będę mogła wyskoczyć. Jedna długość lisa. Pół długości lisa i skok! Ptak w dzikim szalę zaczął biegać i trzepotać skrzydłami. Ja z wbitymi w jego ciało pazurami i kłami próbowałam nie spaść. Naglę usłyszałam głośne i szybkie kroki. Widocznie nieloty zrobiły tak duży hałas, że dwunogi wyszły z legowiska. Moje oczy rozszerzyły się z przerażenia. Bezwłosi mogą mnie zabić, muszę uciekać. Jednak stanął przed moim tunelem, jeśli tam pobiegnę będzie to samobójstwo. Wtedy zobaczyłam szparę między ziemią a bluszczem, po drugiej stronię były owce i kilka baranów. Jeśli szybko się gdzieś schowam może nic mi nie zrobią. Puściłam ptaka i pędem pobiegłam w stronę dziury. Przecisnęłam się przez nią, tym samym wywołując zamieszanie między owcami. Uważając by nie zostać stratowana zaczęłam biec w stronę drugiej strony. Całe to zamieszanie musiało zdenerwować wszystkie zwierzęta, w tym również dwunoga, który usilnie próbował mnie złapać. Nagle poczułam potworny ból. Jeden z baranów uderzył mnie swoimi rogami z bok. Jednym ruchem przygwoździł mnie do płotu, zsunęłam się z niego. Samiec owcy odszedł, a ja resztkami sił przeczołgałam się poza teren dwunoga. Ostatni raz kaszlnęłam krwią, barwiąc trawę szkarłatem. Opadłam na ziemię, wszystko widziałam jak przez mgłę. Po pysku spłynęła mi samotna łza, zamknęłam oczy i pozwoliłam ciału wreszcie odpocząć...

<Niech ktoś na to odpiszę, wiem, że to gniot ale się starałam>

Od Pustułkowego Dziobu CD Płonącej Łapy

  Po tych słowach zastępca wyszedł z tego miejsca, za sobą ogonem wołając ucznia. Nie chciał przez to wszystko omijać treningi! Płonąca Łapa już znał wiele rzeczy odnośnie życia w klanie, jednak wciąż musiał się nauczyć... Polować. Susza już minęła, i teraz żywności jest kilka razy więcej. Spojrzał kątem oka na syna liderki i przybrał sobie przyjazny uśmieszek.
  – Jak już wiesz, susza już minęła. A to oznacza, że możemy zacząć się uczyć polować. Z twoimi znajomościami z walką na pewno dasz radę. – miętowooki wyszedł z rejonu drzew na polankę, gdzie ostatni raz był z Borsuczym Gońcą. Usiadł na ziemi. – Ale na początek przypomnijmy sobie Kodeks Wojownika. Ostatnie wydarzenia mogły sprawić dziury w twojej wiedzy. A więc?
  Płonąca Łapa westchnął ciężko i również usiadł. Powtórzył cały, calusieńki kodeks bez żadnego błędu. Na to Pustułkowy Dziób uśmiechnął się promiennie.
  – Znakomicie! – pochwalił go mentor i wstał. – Dobrze. Chodź za mną. Znasz już zapach myszy, prawda?
  – Tak.
  – To świetnie. Powinieneś ją już wyczuć. – zniżył głos do szeptu. – Patrz.
  Szarak ustawił się w pozycji łowieckiej, uginając pod sobą łapy, i podniósł lekko ogon. Ustawił uszy tak, by poznać, z której strony leci wiatr, po czym okrążył miejsce, w którym była zdobycz, żeby powietrze leciało w jego stronę. Podszedł powoli, bez żadnego szmeru. Spojrzał na ucznia i zawołał go sygnałem, a ten, wiedząc, o co mentorowi chodzi, szybko, lecz ostrożnie również ustawił się w takiej pozie, po czym podszedł do kocura. Może i wydawał bardzo cichy szelest, jednak sama pozycja wyszła uczniowi prawie idealnie. Pustułkowy Dziób wskazał pyskiem na mysz, skubającą ziarenko, i wydał rozkaz uchem, aby Płonąca Łapa ją złowił. Uczeń lekko się zmieszał, ale kiwnął głową i podszedł bliżej. Przy okazji Pustułek uniósł łapą ogon ucznia, by ten nie szurał po ziemi.
  Uczeń wskoczył na mysz lekko niezdecydowanym, lecz silnym ruchem, przyciskając ją do ziemi łapą, wysuwając pazury. Szybko wylądował na ziemi, nie asekurując przy tym łapą - mysz prawie uciekła. Teraz Pustułkowy Dziób ruszył do działania. Szybko przygotował się do skoku, napinając wszystkie jego mięśnie u łap, i wskoczył daleko przed tą myszą, zamykając tej drogę. Z szybkością spadającej gwiazdy odwrócił się i nacisnął wielką łapą na zwierzątko, szybko odgryzając jej gardełko. Zostawił już martwą zdobycz i spojrzał na ucznia wyczekująco.

<Płonąca Łapo?>

Od Chmurki

Chmurkę obudziło delikatne tryknięcie w brzuch. Prychnął cicho i wściekły odwrócił się w drugą stronę, gdy jednak sytuacją powtórzyła się, otworzył leniwie oczy. Parę razy, przy tym mrugając, żeby wyostrzyć widzenie. Po chwili dostrzegł przed sobą Błękitną, Agreścika i Cienia, patrzących na niego z gwiazdkami podniecenia w oczach.
- Wstawaj! - krzyknęła Błękitna.
- Po co? - spytał błękitnooki, chowając pyszczek w brązowe futro matki.
- Idziemy do Bladego Światu. Powiedziała, że opowie nam różne historie o wielkich wojownikach - miauknął Agreścika.
- Nie mam ochoty tam iść. Te całe historie to bajka, wymyślona dla takich kociaków, jak wy - mruknął kocurek, wywołując przy tym ciche warknięcia, jego rodzeństwa. - Nigdzie nie idę!
- Jak nie wyjdziesz dobrowolnie, to weźmiemy cię siłą! - zaśmiał się koteczka, ciągnąć go jednocześnie za czarny ogonek.
Agreścika i Cień również dołączyli się do szamotaniny, niestety stojąc po stronie siostry. Chmurka syczał żałośnie, czepiając się pazurkami w ziemię. W starciu siostrą, dałby sobie radę, lecz mając ona u boku ich braci, którzy we wszystkich dziedzinach są równi co on, nie miał szans. Po paru sekundach został obezwładniony i ciągnięty w stronę wyjścia.
- Kociaki puśćcie braciszka - miauknęła Korowa Skóra.
Kulki puchu od razu po słowach matki zeszły z czarnego kocurka, który wreszcie mógł złapać oddech.
- Jak on nie chcę, to sami idźcie - dodała po chwili ciszy karmicielka.
Zaskoczone takimi obrotem sprawy maluchy, pokiwały główkami i pobiegły pędem do legowiska wojowników, zostawiając Chmurkę samego z mamą. Zadowolony wtulił się w cieplutką sierść rodzicielki. Niestety nie zdążył się nacieszyć chwilą, gdyż poczuł ostry zapach ojca. Zanim się zorientowała Jałowcowy Krzew stał obok niego.
- Witaj Chmurko - miauknął wojownik, liżąc go za uszami.
Kocurek nie odpowiedział. Z wielkimi oczami wpatrywał się na błękitnego kocura. Jego wzrok pognał od wielkich, silnych łap, aż do jego uszów. W przyszłości chciałby zostać, taki jak ojciec, żeby był z niego dumny, ale nie wiadomo jakie losy są mu pisane. Z zamyśleń wyrwał go głos kotki.
- Chmurko odpowiedz tacie.
- Części - miauknął piskliwie, wpatrując się z zaciekawieniem na brązowe zwierzę, leżąca bez ruchu przy łapach ojca. - Trudno było upolować to coś? - miauknął, zaciekawiony przechylając głowę.
  Jałowcowy Krzewa przyjrzała się w rozbawieniem na pyszczku kociakowi. - Nie. Grube króliki szybko da się dogonić - odparł, zerkając kątem oka na Korową Skórę.
- Ja muszę już iść na patrol z Nocnym Niebem i Fioletową Chmurą, potem przyjdę was odwiedzić.
Chmurka wzmiance o patrolu, szybko pobiegł za wychodzącym ojcem.
- A mogę iść z wami?
- Jesteś jeszcze za mały. Idź lepiej pobaw się z rodzeństwem.
-A-Ale...
Wojownik nie czekając na jego odpowiedź, popchnął go w stronę żłobka a sam znikł z resztą kotów w tunelu kolcoliści.  Zezłoszczony kocurek usiadł, przebierając łapami o ziemię. Nie miał ochoty wracać do rodzeństwa, ani do mamy. Przecież nic by się nie stało, jak pujdzie za patrolem. A jak upoluję międzyczasie jakaś mysz, to może Jałowcowy Krzew będzie z niego dumny?
Z tą myślą pobiegł za trzema kotami. Niestety, jego zdolność ukrywania się była słaba, więc wojownicy od razu go wyczuli.
- Chmurka co ty tu robisz?! - spytała zdezorientowana Fioletowa Chmura.
- Ja chciałem iść z... - przerwał, czując nagły ból na placach, jakby ktoś wbijał mu pazury.
- Sowa! - krzyknął czarny wojownik, próbując jak najszybciej dotrzeć do kociaka.
Kocurek odwróciły głowę i pisnął że strachu, widząc ostre szpony i ciemno pomarańczowy dziób. Bezradnie próbował się wyrwać, lecz ptak był silniejszy i w jednej chwili znalazł się w powietrzu. Z zamglonymi oczami od płaczu, widział jak Jałowcowy Krzew biegł w ile sił w łapach za nimi. Wojowniki nie ukrywał strachu, widniejącego na jego pysku. Po paru minutach zatrzymał go Nocne Niebo, mocno trzymając go przy ziemię.
Ptak widząc, że koty przestały go ścigać powoli zniżał lot.
Chmurka widząc tą, wykorzystał sytuację i przednią łapą próbował dosięgnąć jego głowy, lecz wyprzedziła go jakaś inna postać. Kociak miauknął rozpaczliwie, kiedy wylądowała na twardej ziemi. Przed sobą dojrzał, tylko zamazaną białą poświatę, aż w końcu nastała całkowita ciemność.

*Time skip*

Chmurka otworzył leniwie powieki, ziewając przy tym cichutko. Jednak szybko się ocknął, zdając sobie sprawę, co działo się zaledwie parę godzin temu.
- Tata! - krzyknął przerażony, wbiegając w głąb nieznanego dla niego lasu.
Po paru minutach bezsensownej tułaczki padł na ziemię, nie wiedząc co dalej robić. Z minuty na minutę robiło się coraz ciemnej, aż w końcu nastała całkowita ciemność. Kocurek zwinął się w kłębek, jednak szybko wstał na łapy, widząc w pobliżu parę błękitnych ślepi.
- Jałowcowy Krzewie! - miauknął, biegnąc w ich stronę. Zatrzymał się z poślizgiem, przy łapach kocura. Jednak uświadomiwszy sobie, że zapach w żadnym razie nie pachnie Klanem Burzy, sierść zjeżyła mu się na grzbiecie.
- Kim jesteś!? - pisnął cicho.

<Kucyk?>

Od Świetlikowej Ścieżki

Powietrze stało nieruchome i ciepłe mieszając się z oddechami śpiących wojowników. Tylko ona nie spała. Świetlikowa Ścieżka szeroko otwartymi złotymi oczyma śledziła każdy, nawet najdrobniejszy ruch któregokolwiek wojownika. Była sama. Nienawidziła samotności. Gdy zaczęło świtać, uznała, że nie będzie dłużej zwlekać z siedzeniem w obozie. Łapy ją świerzbiły, chciała od razu rzucić się przed siebie byle dalej od śpiących wojowników i dołującej samotności. Szylkretka niepostrzeżenie wymknęła się z legowiska i usiadła przed nim, unosząc głowę na jaśniejące niebo. Przechodząc obok żłobka, na chwilę wstąpiła do środka. Jedyny kociak, skulony w kącie Dryf spał, a jego klatka piersiowa rytmicznie unosiła się w równym oddechu. Ile on już może mieć księżyców? Sześć, siedem? Obiecała sobie w duchu, że pomówi z Płomienną Gwiazdą o mianowaniu kociaka terminatorem. Mimo mizernego wzrostu Dryfa była prawie pewna, że jest już na tyle duży, by zacząć trening. Dryfująca Łapa... Całkiem ładnie to brzmi. Gdy kotka przechodziła obok legowiska uczniów, w pierwszym odruchu chciała obudzić Paprociową Łapę. Kotka uczyła się zadowalająco, potrafiła już nieźle łowić ryby i walczyć, jednak gorzej było u niej ze zwinnością, cierpliwością, umiejętnościami zachowania ciszy... Można by długo to wszystko wymieniać, jednak Świetlik całym swoim sercem kochała Paprociową Łapę, a była pewna, że i uczennica darzy ją niemałą sympatią. Słońce zalśniło na niebie, jego promienie łaskotały futerko Świetlikowej Ścieżki, gdy ta wychodziła z obozu na samodzielne polowanie. Tak. To będzie dobry dzień.
<Ekchem, po tym ostatnim gniocie musiałam się dowartościować. Ktoś z KN?>

Od Zbożowego Ciernia CD Milczącej Gwiazdy

- Rozkaz - mruknąłem tylko, wstając i od razu.
- Możesz iść. Odwiedź Liliową Łodygę - Przywódczyni Klanu Wilka machnęła ogonem, odprowadzając mnie wzrokiem.
Bla, bla bla. "Zbożowy Cierniu, zrób to, Zbożowy Cierniu, zrób tamto...". Mam już poniekąd dość tego imienia. Niby imię daje przynależność do klanu i takie tam, ale bez przesady. Imię Zbożowy Cierń nawet nie ma głębszego sensu.
Cierń nie może być zbożowy, myślmy racjonalnie!
Eh, z resztą, doskonale wiedziałem, że nie wolno mi wychodzić samotnie, szczególnie teraz. Sam się prosiłem o robotę, to teraz muszę ją wykonywać.
Liliowa Łodyga jest karmicielką, więc pewnie będę musiał jej pomóc, czy coś...
- Dobry - przywitałem się z karmicielką.
- O, witam przybysza - odezwała się, kiwając łebkiem na powitanie. Odpowiedziałem jej tym samym.
- Przybyłem, aby... W sumie nie wiem po co, ale Milcząca Gwiazda poprosiła mnie o to, więc jestem - oznajmiłem.
- Oh, akurat w tej chwili nie potrzebuję żadnego... Wsparcia, ale bardzo dziękuję - miauknęła cicho.
- Dobrze. W takim razie nie przeszkadzam - odpowiedziałem, kierując się tym razem do Jaszczurzego Ogona. Zobaczyłem sylwetkę starszego w oddali. Zbliżyłem się do niego, witając się krótko. 
- Witam, Jaszczurzy Ogonie. Milcząca Gwiazda poprosiła mnie o odwiedzenie Cię. Potrzebujesz może czegoś?
- W tej chwili nie. Ale przyjdź potem - poprosił krótko.
- W porządku. Bywaj - mruknąłem tylko i odszedłem. Szczerze powiedziawszy, nie wiedziałem na czym ma polegać "odbudowa obozu". Może kogoś zapytam?
Moim oczom, jakby na zawołanie ukazał się nieznajomy kot. Podbiegłem do niego i miauknąłem głośno:
-Przepraszam, wiesz może jak mogę pomóc w odbudowie obozu? Przywódczyni zleciła mi to zadanie, ale nie wiem, co mam właściwie zrobić.


<Ktoś, coś?>

14 września 2017

Od Lamparciej Gwiazdy C.D. Rdzawej Łapy

- Skąd to pytanie? - spytał kocur, zaskoczony.
- Znikąd... Tak po prostu... - mruknęła kotka zawstydzona. - Ale tato, odpowiedz proszę.
- Moja droga, obecnie jesteś uczennicą, więc stosowne, a nawet wymagane jest, abyś kociąt nie miała - powiedział lider rzeczowym tonem.
- Rozumiem, ale mówię o przyszłości tato - wyjaśniła Rdzawa Łapa. - O tym co będzie za kilka księżyców.
- Od wojowniczek wymaga się natomiast, by dzielnie walczyły dla klanu i przestrzegały Kodeksu Wojownika szkoląc swoich uczniów.
- Nie odpowiadasz na moje pytanie.
- Masz rację. Nikt nie naciska na wojowniczki, aby miały kocięta - wyjaśnił Lamparcia Gwiazda. - Same w końcu się na to decydują.
- Czyli nie zależy ci na tym, abym miała w przyszłości kocięta? - zapytała Rdzawa Łapa z lekką nadzieją.
- Tego nie powiedziałem - Cała radość uczennicy zgasła w jednej chwili. - Jako lider tego klanu staram się dokonać wszelkich starań, aby nasz klan był duży i silny. Choć nie wymagam tego bardzo zależy mi, aby w naszym klanie były kocięta. Ponadto jako moje jedyne dziecko nosisz w sobie obowiązek, jakim jest przedłużenie naszego rodu.
- Naszej czego? - zdziwiła się Rdzawa Łapa.
- Naszego rodu. Gdy byłem mały mój tata powiedział mi, że ja i ciocia Mysi Nos jesteśmy jego przedłużeniem. Gdy on umrze my zostaniemy po nim. A gdy my umrzemy zostaną po nas nasze dzieci. Tym sposobem nigdy nie odejdziemy stąd tak na dobre. Zawsze zostanie tutaj jakaś część nas.
- Nie rozumiem.
- Rdzawa Łapo, nie mam dzieci oprócz ciebie - oznajmił Lamparcia Gwiazda z ciężkim sercem. - Gdy ja i mama umrzemy tylko ty po nas zostaniesz. A gdy stracimy ciebie - już nic.

<Rdzawa Łapo?>

Od Gradowej Mordki C.D. Rdzawej Łapy

Czego to wstrętne przekleństwo chciało od biednego Gradowej Mordki? Dlaczego myślało, że może go omamić? Skąd znała jego kompleksy i marzenia? Skąd wiedziała, co powiedzieć, by wywołać w nim... Takie uczucia!
- Rdzawa Łapo, nie masz przypadkiem gorączki? Bo chyba zaczynasz bredzić! - powiedział.
- Nie, ty na prawdę jesteś bardzo ładny - powiedziała uczennica. - Aż mnie dziwi, że niektórzy uważają cię za brzydkiego.
O nie teraz przegięła! Gradowa Mordka nie życzył sobie, by z niego szydzono!
- Wyjdź stąd! - rozkazał. - Natychmiast!
Rdzawa Łapa, położyła po sobie ze smutkiem uszy, ale posłuchała polecenia. Gdy tylko wyszła z legowiska Gradowa Mordka rozpłakał się. Czuł się wyśmiany i okłamany, a na dodatek jeszcze w najczulszym miejscu. Po chwili do legowiska wróciła Kwiecisty Wiatr. Była wyraźnie zaskoczona tym, ze Gradowa Mordka płacze, ale nie pytała go o nic. Przyszła dopiero, gdy jej uczeń się uspokoił.
- Wszystko w porządku? - zapytała kotka. Jej uczeń skinął głową. - W takim razie możesz iść po zioła.
Gradowa Mordka bardzo cieszył się, że Kwiecisty Wiatr się z nim nie pieściła, choć z drugiej strony bardzo mu tego brakowało. Była ona kotką mądrą i doświadczoną i zawsze robiła to, co uważała za słuszne. Jako jej uczeń Gradowa Mordka także pragnął taki być, zatem z wymuszonym uśmiechem wyszedł z legowiska i pobiegł wykonać swoją misję.

Spacer dobrze mu zrobił. Zapach deszczu po tak długiej suszy koił wszystkie bóle i nieszczęścia. Medyk z radością zbierał najpotrzebniejsze zioła.
Nagle usłyszał szelest. Nim zdążył zareagować na plecy spadł mu inny kot. Medyk przewrócił się, odrzucił go i zaczął uciekać.
- hej! Gradowa Mordko! Zaczekaj! - usłyszał wołanie, więc zwolnił i odwrócił się. Zobaczył Rdzawą Łapę zbierającą jego zgubione zioła.
Nieszczęście i klątwo, czemu mnie prześladujesz? Spytał w myślach kocur, po czym podszedł do młodej uczennicy.
- Przepraszam za tamto - powiedziała kotka kładąc przed nim zioła. - Głupio mi teraz...
- Gdzie Jałowcowy Krzew? - spytał rozglądając się.
- Pozwolił mi zapolować samej - mruknęła kotka. - Więc nie musisz się martwić. W okolicy nie ma nikogo oprócz nas.
Kotka zamrugała porozumiewawczo, a Gradową Mordkę ogarnął lęk. Co to przekleństwo planuje?

<Rdzawa Łapo? BW na ten wątek...>

13 września 2017

Od Małej Łapy C.D Srebrnego Deszczu

Uniósł niewielki łebek w stronę białych chmur, biorąc głęboki wdech. Zapach niesąsiadującego z nimi klanu był bardzo dziwny dla terminatora, nigdy bowiem nie czuł woni ryb oraz rzeki. Co prawda wiedział, czym były obie te rzeczy, jednak nie miał jeszcze okazji, aby ujrzeć je na własne oczy.
 M-może poszukamy wzdłuż granicy?  zwrócił się do mentora. Próbował zapanować nad drżeniem głosu, co jednak nie wyszło mu najlepiej.
 Dobry pomysł - kiwnął głową wojownik, a następnie dał znak swym srebrzystym ogonem uczniowi, aby podążał za nim, co ten od razu uczynił.
Wykorzystując okazję, Srebrny Deszcz opowiedział Małej Łapie o terenach ich klanu, a także o tym, gdzie przebiegały granice. Zaznaczył również, że niedawno razem z Klanem Nocy odebrali fragment terenów Klanu Burzy, skutkiem czego ich tereny łowieckie stały się większe. Niestety nie mieli z nich praktycznie żadnych korzyści, bowiem żyły tam zające oraz króliki, na które koty należące do Klanu Wilka nie potrafiły polować. Umiały one natomiast bardzo dobrze łapać wiewiórki, myszy czy inne gryzonie, czego niedługo zielonooki kocur miał nauczyć swojego pierwszego ucznia. Mały obawiał się tego momentu, ponieważ nie chciał zawieść ani Srebrnego Deszcza, ani Liliowej Łodygi czy Łososiowego Pyska. Podejrzewał, że jego siostra o wiele lepiej poradzi sobie z nauką i szybciej ukończy trening, lecz nie miał jej tego za złe; wręcz przeciwnie! Gdyby stało się tak, to byłby z niej dumny i cieszyłby się razem z nią.
Zerkał raz na prawo, raz na lewo, wypatrując jakiegokolwiek zbiornika wodnego. Czuł odpowiedzialność za to, aby zapewnić Klanowi Wilka źródło wody, dzięki któremu koty nie byłyby spragnione. Nieprzespana noc niestety dawała mu w kość, bowiem co chwila zwalniał kroku i przymykał oczy, żeby zaraz przyspieszyć i dogonić mentora. Wtem pomyślał, że luźna rozmowa z wojownikiem powinna go rozbudzić. Pech jednak go dopadł i nie potrafił wymyślić odpowiednich słów, aby rozpocząć konwersację. Dyskusja nigdy nie była jego mocną stroną.
 Czem-mu cztery klany nie mogą być jedną, wielką grupą?  zagaił do zielonookiego.  W tedy byłoby o wiele łatwiej, t-tak sądzę...

< Srebrny Deszczu? >

12 września 2017

Od Pręgowanej Łapy CD Złotej Melodii

Akcja dzieje się przed opuszczeniem obozu.
Kotka wstała jeszcze przed wschodem słońca. Choć jej PIERWSZY trening miał być trochę później, Pręgowana Łapa chciała być przygotowana. Wylizała swoje futerko i wyszła z legowiska. Czekała około dwudziestu minut.
- Witaj, Pręgowana Łapo.- przywitał ją głos swojej mentorki.
-Witaj, Złota Melodio!- Pręgowana Łapa wesoło przywitała mentorkę.
Obie kotki powędrowały na pobliskie tereny klanu. Złota Melodia pokazała jak zaczaić się na ofiarę i jak się poruszać, żeby robić mniej hałasu.
- Patrz! - krzyknęła Pręgowana Łapa do mentorki, kiedy ujrzała ryjówkę.
Kotka przyczaiła się na gryzonia i skoczyła... Lecz zwierzątko było szybsze i, zanim uczennica je złapała, zniknęło w dziurze w ziemi.
- Haha! Następnym razem będzie lepiej!- powiedziała Złota Melodia do uczennicy.
- Nie poddam się tak łatwo.- odpowiedziała Złotej Melodii.
Parę razy widziały myszy i koszatniczki, lecz też Pręgowanej Łapie nie udało się ich złapać. Wreszcie spotkały drobnego ptaka. Wyglądało na to, że miał problem ze skrzydłem. Uczennica wykorzystała sytuację i skoczyła. Tym razem terminatorce się udało. Wbiła zęby w kark ptaka, a ten przestał się ruszać.
- Am! Mam! Zapałam!- uczennica mówiła nie wypuszczając ptaka z pyska przez co jej słowa były zniekształcone. 
- Gratuluję- powiedziała zadowolona z wyczynów uczennicy Złota Melodia. - A teraz wracajmy do obozu.
Szylkretowa kotka kiwnęła łbem i poszła za kremową kotką. Kiedy była już w obozie zobaczyła przepełniony zazdrością wzrok Rdzawej Łapy.

<Złota Melodio?>

Od Pustułkowego Dziobu CD Kwiecistego Śpiewu

  Cudownie się poczuł, gdy pojawił się na siedlisku owiec. Zaczęła się wtedy mocna ulewa po ogniu. Czuł na sobie brud, a orzeźwiająca pogoda dawała świetną możliwość na wyczyszczenie. Usiadł przy drzewie z Kwiecistym Śpiewem, zaczynając ją lizać po głowie, umywając od osiadłego dymu na sierści ukochanej. Najbardziej na świecie wśród kotów martwił się za kotkę Pustułkowy Dziób, który pomagał jej uciec przed pożarem, przechodząc przez okazałe trudności, na przykład upadłe drzewo lub jakiś większy pagórek. Tego dnia praktycznie nie miał siły na wszystko, dlatego, gdy Kwiecisty Śpiew położyła się u jego łap, przytulił się do niej, okrywając ogonem. Może deszcz był teraz idealny, ale posiadał odrobinę zimna. Zamknęli oczy, mrucząc do siebie, i zasnęli.
  Wychodząc na polowanie z partnerką, był ciągle przyciśnięty do niej. Zastępca nie mógł patrzeć na las, gdyż od razu nachodziły mu łzy do oczu. Gdyby był z innym kotem, nie chciał by mu się pokazać beksą, ale jednak - był z Kwiecistym Śpiewem. Tylko jej dowierzał, tylko ona była tą, przy której mógłby nawet pokazać swoje łzy. Patrzył tylko na drogę, próbując wywęszyć coś sensownego, ale to i tak było na marne - zawsze trafiał do nozdrzy smród niczym z Drogi Grzmotu, jednak bardziej naturalny i mocniejszy.
  – Co sądzisz o tym... Wszystkim? – szepnęła wojowniczka, zatrzymując się. Nie odwracała łebka, ponuro patrzyła również na drogę. Pustułek odwrócił się do ukochanej i również zatrzymał.
  – O pożarze? A co ja mogę sądzić, kochanie... – spojrzał jej prosto w oczy i podszedł do Kwiatuszka. Jego wzrok miętowych ślepi był przepełniony smutkiem i bólem. Kwiecisty Śpiew również miała ochotę się rozpłakać. Sytuacja, która wówczas panowała, była praktycznie najgorszą z możliwych. Usiadł na zwęglonej ziemi, opadając ciężko. Znowu stracił siły. Znowu przestał w siebie wierzyć. Patrzył na kotkę i dotknął noskiem jej różowawy, czując na sobie oddech, po czym szybko wtulił się w sierść partnerki. Koteczka przytuliła go łapami, i obaj położyli się na ziemi. Mieli całkowicie równe oddechy.

<Kwiecisty Śpiewie?>

11 września 2017

Od Świetlikowej Ścieżki C.D Paprociowej Łapy

Kotka trzepnęła terminatorkę w ucho, na co ta odpowiedziała cichym sykiem. Szylkretowa nie nalegała na nią, a Paprociowej Łapie spodobał się pomysł treningu z rana. Ostatniego wieczoru, gdy była zmęczona i nie wiedziała co mówi.
- Opamiętaj się - syknęła w stronę uczennicy, która przepraszająco zwiesiła głowę. Świetlikowa Ścieżka chciałaby mieć pewność, że ta skrucha była szczera, jednak zbyt dobrze znała córkę Czarnego Piórka która po chwili poderwała się i skoczyła zwalając z nóg mentorkę. Świetlikowa Ścieżka wybuchła szczerym śmiechem.
- Dzisiaj obejdziemy sobie tereny. Ostatnio skupiałyśmy się zbytnio na polowaniu w pobliżu obozu czy technikach walki, dobrze nam zrobi taki spacer.
Paprociowa Łapa zadrżała podekscytowana gdy Świetlikowa Ścieżka powoli podniosła się i skierowała w stronę wyjścia z obozu.
- W ramach przypomnienia - zwróciła się do swojej uczennicy - Uczniowie?
- Ja, Bobrza Łapa i Jastrzębia Łapa.
Świetlik zatrzymała się i zmierzyła uczennicę karcącym wzrokiem. Gdy kotka przechyliła głowę szylkretowa już miała zmięknąć i iść dalej, jednak nagle Paprociowa Łapa pisnęła cicho.
- Bobrza Łapa i Jastrzębia Łapa - mruknęła - O to ci chodzi?
- Tak! - zaśmiała się po czym trąciwszy Paprociową Łapę łapą skoczyła do przodu.
- Czepiasz się! - wyrzuciła z siebie pręgowana gdy już dogoniła mentorkę.
- Być może... - nie zwalniając udała, że się zastanawia - Taka moja rola w twojej edukacji.
Paprociowa Łapa prychnęła coś w odpowiedzi.
- A najmłodszy wojownik? - zapytała czekoladowa.
- Bursztynowa Bryza - odparła bez zastanowienia Świetlikowa Ścieżka. Lubiła zabawy tego typu, Paprociowa Łapa się czegoś uczyła, zaś Świetlikowa Ścieżka miała okazję nieźle się pośmiać
- Najstarszy wojownik? - zapytała tym razem mentorka.
- Cieniste Futro?
Nieźle ubawiona Świetlik pokręciła głową.
- Twoja mama, Czarne Piórko - pacnęła ją łapą.
- To zastępczyni! - spróbowała się usprawiedliwić - Jak się liczy, to Płomienna Gwiazda też. A on jest najstarszy!
Mentorka przyznała jej rację.
- Kot z niebieskimi oczami?
- Jagodowe Futro - odparła z ociąganiem Świetlikowa Ścieżka.
- A jakiś łaciaty? - zapytała szylkretowa nie zastanawiając się nad tymi słowami. Zapadła cisza, zatrzymały się w biegu. Zamknęła oczy, pod powiekami pojawiali się jej wojownicy Klanu Nocy. Już miała otworzyć pyszczek by powiedzieć jej o pomyłce - w Klanie nie było żadnego kota z łatami gdy dobiegł ją cichutki głos uczennicy:
- Palący Piorun.
< Paprociowa Łapo?>

Poznaj lepiej naszą historię

CZWÓRKA WYBRANYCH