23 czerwca 2018

Różane Pole urodziła!

Różane Pole urodziła trójkę przepięknych kociąt!
Tęcza

Las

Dymek


Od Ciernistej Łodygi C.D Burzowej Łapy

— Ja? — Spojrzała na swój grzbiet, aby szybko wrócić wzrokiem do swojego przyjaciela — Zamierzam trenować, oczywiście. Cóż innego mogłabym robić?
Burzowa Łapa pokręcił głową z zażenowaniem. Czasem miał już po uszy skrytości swojej przyjaciółki. Sytuacja sprzed wielu księżyców powtarzała się - Ciernista Łodyga znowu się katowała. Tym razem jednak, na pewno nie robiła tego w celu zaimponowania swojej mentorce. Rdzawy Ogon polowała w końcu z Klanem Gwiazd. Buras domyślał się, że teraz pręgowana próbowała po prostu coś zatrzymać. Zdusić cały ten ból, który przecież gdzieś się w niej tlił. Oczywiście jednak, nie było sensu pytać. Ona nie odpowie. Wyminie temat, zwyzywa go, ale nie powie mu, co jej leży na sercu.
— Zamęczysz się.— Westchnął głęboko. Bura uśmiechnęła się niemrawo, tak, jakby to nie było nic wielkiego.
— Pierdu pierdu — bąknęła, uderzając go leciutko ogonem w bark — wiem co robię, dobra? Nie jestem już kociakiem.
Kocur posłał jej delikatny uśmiech, chociaż nie zdawał się być przekonany.
— Oczywiście, że wiesz — mruknął ironicznie — jak zwykle.
Ciernista Łodyga przewróciła oczami, powstrzymała się jednak od komentarza. Odwróciła się i pokierowała swoje kroki ku wyjściu, na koniec jeszcze zatrzymując się, aby zwrócić łeb ku kocurowi.
— Powodzenia. Tylko nie pomieszaj nic Gradowej Mordce, bo znowu się na ciebie pogniewa. — Uśmiechnęła się najszczerzej, jak tylko potrafiła w obecnym stanie, chociaż w jej oczach tliły się znajome, złośliwe ogniki. Nie czekając na reakcję kocura opuściła leże medyków, za plecami jeszcze słysząc znajome "uważaj sobie!".
Wojowniczka uśmiechnęła się pod nosem i szybko opuściła obóz, starając się nie zwracać na siebie niczyjej uwagi. Na szczęście lub nie, wyszło jej to idealnie, nikt bowiem nie zaczepił jej podczas owej krótkiej drogi. Przekraczając granicę obozu przyśpieszyła, poruszając chudymi łapami po śliskiej, śnieżnej powierzchni. O tej porze roku nie łatwo będzie jej coś pochwycić, nie była jednak bardzo tym przejęta. Chciała po prostu się wyrwać, byle daleko. Byle nie musieć co chwile słuchać, jak to chudnie, jak powinna się wziąć za siebie. Po co jej to?
Chciała tylko odcierpieć swoje w chłodniejszych od aktualnej atmosfery czterech ścianach własnego umysłu, bez zbędnego współczucia i zamartwiania się innych.
Czy prosiła o tak wiele?

Od Ciernistej Łodygi C.D Migotki

Jeśli nawet zrobiło jej się trochę miło, nie ukazała tego. Wiedziała, że musi to na spokojnie wytłumaczyć koteczce. Lubiła Migotkę, acz szanowała decyzję Nocnej Gwiazdy. Była pewna, że wyciągnie z Ziółka wszystko, co najlepsze i miała nadzieję, że kocurek zrobi z nią to samo. Migotka, Ziółko... powinna już zacząć się przestawiać. Teraz to Migocząca Łapa i Ziołowa Łapa. Terminatorzy.
— Ćma zostałaby wojowniczką księżyce temu — zaczęła, spoglądając na szylkretkę — jednak śmierć Księżycowej Łapy odcisnęła na niej ogromne piętno. Jej trening trochę zwolnił z tego względu.
Migocząca Łapa westchnęła, nadal nie przekonana.
— To nie zmienia faktu, że została dopiero co mianowana — powiedziała — czemu dopiero co mianowany wojownik otrzymał ucznia?
Ciernista Łodyga uśmiechnęła się lekko, słysząc to pytanie. Widząc ową ekspresję na pyszczku wojowniczki, świeżo mianowana uczennica zdziwiła się. Nie tego oczekiwała. Ba, tego nawet nie było w planach. Buraska lekko przejechała ogonem po karku Migoczącej Łapy, aby następnie wypowiedzieć swoje słowa:
— Twoja mama otrzymała mnie na swojego ucznia niedługo po własnym mianowaniu.
Koteczka odsunęła główkę od futerka Ciernistej Łodygi, spoglądając nań wielkimi oczami. 
— Naprawdę? — zdziwiła się, analizując byłą uczennicę Rdzawego Ogona — dlaczego? 
Burasa machnęła ogonem.
— Najwidoczniej Lamparcia Gwiazda uznał, że jest gotowa. Tak, jak to teraz zrobił Nocna Gwiazda, Migocząca Łapo. Jestem pewna, że jego wybór był przemyślany, a Ćmi Trzepot zrobi wszystko, co tylko w jej mocy, aby uczynić cię wspaniałą wojowniczką — odparła. Kąciki ust Migoczącej Łapy podniosły się, aby znowu opaść. Dało to Ciernistej Sygnał, że kociczka powoli przekonuje się do jej racji, chociaż pewnie w pełni uwierzy w jej słowa dopiero podczas treningów.
— A jeśli nie? — zapytała cicho, ponownie przykładając głowę do krótkiego futra wojowniczki. Cierń doskonale wiedziała, że Ćma sobie poradzi. Mimo wszystko, była zaradną kotką i potrafiła postawić na swoim. Ostatnio odcisnęła na Ciernistej nie lada piętno, gdy wraz z Brzoskwiniową Gałązką i Burzową Łapą zmusili ją do jedzenia. Nadal trochę się o to dąsała, chociaż po cichu ich rozumiała. Nie chciała wcale, aby się o nią martwili. Chciała, aby zajęli się swoimi sprawami i chociaż oni byli szczęśliwi, skoro pręguska nie umie.
— Wtedy będzie miała do czynienia ze swoją wredną, młodszą siostrą — obiecała Ciernista Łodyga. Migocząca Łapa zaśmiała się, słysząc owe słowa. Co jak co, jednak sama już domyślała się, że tej kocicy nie warto wchodzić w drogę. 
— Zresztą, nie możesz mnie tak idealizować — zaczęła znowu buraska —jestem wojowniczką zupełnie taką, jak każdy inny. Niczym się nie wyróżniam. Nawet futro mam szablonowe. — Uśmiechnęła się. — Bardzo możliwe, że i tak będziemy czasem trenować razem. Zupełnie tak, jak ja i Ćmi Trzepot w czasach uczniowskich — zakończyła, puszczając doń oczko.

<Migotko? Ughh. Gniot. >

Od Blasku C.D Ciszy

Zamknął pyszczek, by otworzyć go i znowu zamknąć, zupełnie nie wiedział co odpowiedzieć siostrze. Spuścił głowę, nie wiedząc co powiedzieć, położył po sobie uszy, biorąc głęboki wdech. Może jego siostra miała rację? Może powinien zostać medykiem? Fakt, ciekawiło go to zajęcie jednak... Tak bardzo chciał, aby tata był z niego dumny.
- Nie chcę być medykiem - miauknął cicho, owijając ogonem swoje łapki. Czuł się... Dziwnie, z jednej strony chciał nim zostać za to z drugiej... Chęć zaimponowania tacie była silniejsza. Zresztą, liliowy był tylko dzieckiem, to zdecydowanie za wcześnie, aby podejmować takie decyzje. Czuł na sobie wzrok siostrzyczki, przez jego ciałko przeszedł nieprzyjemny dreszcz to też od razu zwrócił się ku medyczce - Czym są trucizny Fenkułowe Serce? - spytał cicho, przebierając łapkami w miejscu, zupełnie tak, jakby był nerwowy. Bo był, w dodatku okropnie. Tal bardzo chciał wypytywać arlekinkę o... O dosłownie wszystko! Jednak gdzieś z tyłu kryła się myśl, co powie tata, co pomyśli mama.
- Nie jesteście czasem na to zbyt mali? - spytała wesoło starsza kotka, na co dwójka kociąt speszyła się nieznacznie, jednocześnie kuląc si odruchowo. Medyczka, widząc to, uśmiechnęła się pobłażliwie do dzieci Poplamionego Piórka, każdego z nich trącając lekko noskiem - Różany Kwiecie, pozwól na moment! - zawołała, prostując się. Nie trzeba było długo czekać, zaledwie trzy uderzenia serca później w wejściu do siedziby kolanowego medyka pojawiła się drobna szylkretowa kotka.
- Wolałaś mnie, Fenkułowe Serce? - spytała, wcześniej odkładając liście mięty na ziemię. Czarno-biała kotka skinęła twierdząco głową.
- Opowiedz tym młodym wojownikom o truciznach, dobrze? Ja muszę coś skończyć - odparła wstając i wychodząc gdzieś, tym samym pozostawiając kociaki ze swoją asystentką.

< Cisza? Wybacz, że tak długo, ale brak weny się kłania ;; Generalnie to się nie martw, bo fajnu mi się z Tobą pisze c: >

Nowy członek Miejca, Gdzie Brak Gwiazd



SREBRZYSTE PIÓRKO
Powód odejścia: Decyzja administracji
Przyczyna śmierci: Zamarznięcie
Zasłużenie: Zabójstwo Porannej Łani

Odeszła do Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd

Od Migotki C.D Ciernistej Łodygi

- Pręgowane Piórkoooo! - krzyknęła, wbiegając z impetem do kociarni. Po chwili jednak zmieszała się, napotykając rozbawione spojrzenia Złotej Melodii i Białej Sadzawki. No tak. Nie byli już tu sami, co Migotce ani trochę się nie podobało. Ale co z tego, skoro i tak niedługo kotka i jej rodzeństwo opuszczą to miejsce? 
- Tak? - miauknęła łagodnie bursztynowooka karmicielka.
- Czy mogę iść z Ciernistą Łodygą... No na spacer? Prooooszę, tylko na chwilę.
- No nie wiem... Nie powinnaś... 
- Ale ona mnie przypilnuje! - pisnęła z błyskiem w oczach.
- No... dobrze.
- Hurra! - zamruczała i natychmiastowo wybiegła na zewnątrz.
- Zgodziła się! Możemy iść! - zawołała uradowana, gdy tylko ujrzała bure futro Ciernistej. 
Pokiwała łbem.
- Ale pamiętaj. Tylko na chwilę i nie idziemy daleko.
- Dobrze, dobrze. Chodźmy!
Czuła się, jakby powróciła jej cała energia z czasów, gdy Rdzawy Ogon tuliła ją do siebie... Wtedy była takim radosnym kociakiem myślącym tylko o zabawie! Spełnienie marzenia o opuszczeniu obozu pozwoliło jej wrócić na chwilę do tamtych czasów, gdy humor i energia ciągle jej dopisywały. Teraz było inaczej, lecz nie mogła się tak dąsać. Najważniejszym było cieszyć się z życia i nie martwić, prawda?
Dwie kotki opuściły obóz. Wzrok szylkretki utkwił w otaczających je pięknie. Gdzie nie spojrzała, widniały wzniesienia różnej wielkości. Niby coś zwykłego, lecz dla niej coś naprawdę niespotykanego. Odebrało jej mowę, do rzeczywistości w końcu przywróciła ją towarzyszka.
- Ej, Migotko...
- Hm? Och! Ciernista Łodygo, to jest wspaniałe! Zupełnie inaczej niż w obozie. Te tereny są inne... I z pewnością większe! - zamruczała z podziwem.
- Owszem, o wiele większe - odparła. - Chodź tędy.
- Gdzie idziemy? - spytała z zainteresowaniem. 
- Pójdziemy w stronę Burzowego Drzewa, ale raczej tam nie dotrzemy - mruknęła.
- Dlaczego? - pisnęła, zawiedziona.
- To za daleko, Migotko. Mówiłam, że nie idziemy daleko. A za chwilę zawrócimy. Jak twój tata się dowie...
- Nie obchodzi mnie, że się dowie. - Bezczelnie jej przerwała. - Nie lubię go. Jest za opiekuńczy, a gdy mama odeszła, niby mnie wspierał, ale wcale mi nie pomagał... Nie potrafił mnie pocieszyć - dodała gorzko.
Nie otrzymała już odpowiedzi, więc powoli szły dalej. Ciernista się nie odzywała, Migotka zaczynała się bać, że ją uraziła. Po chwili jednak wojowniczka zawęszyła i instynktownie rozpłaszczyła się na ziemi, dając kociakowi ogonem znak, by zrobiła to samo. Niebieskooka również zawęszyła, by dowiedzieć się, co odkryła bura. Poczuła znajomą woń... To królik, ona chciała zapolować. Rozejrzała się i szybko wypatrzyła uszy zwierzęcia. Z zainteresowaniem przyglądała się kotce rozpoczynającej skradanie. Ona kiedyś też tak będzie polować! Warto więc, by patrzyła, bo to może się jej przydać. Nagle Ciernista Łodyga skoczyła. Migotka usłyszała pisk ofiary, a po chwili wojowniczka wróciła z ofiarą zwisającą z jej zakrawionego pyszczka. Położyła ją na ziemi. Był wychudłg i niewielki, ale co się w takiej porze?
- Będziesz go jadła? - spytała Migotka.
Kocica spojrzała na łup z obrzydzeniem i pokręciła łbem.
- Zaniesiemy potem do obozu. Chyba, że jesteś głodna.
- Nie, dziękuję - odpowiedziała.
- Dobrze, czas wracać - stwierdziła.
- Ale.. Dobrze - mruknęła niechętnie.

***

Ogon Migotki drgał w nieustannym podnieceniu. Siedziała z rodzeństwem i Pręgowanym Piórkiem w zimnie, lecz kompletnie jej to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, dodawało sił. Już za chwilę wydarzy się to, na co tyle czekała! Zostanie uczniem Klanu Burzy! Przez futerko kotki przeszedł przyjemny dreszcz, gdy Nocna Gwiazda zaczął przemawiać:
- Świetlna Łapo! Twoim mentorem zostanie Deszczowy Poranek! Mam nadzieję, że przekaże ci wiedzę jaką otrzymał w młodości.
Szylkretowa spojrzała, jak jej siostra styka się nosami z synem lidera, a po chwili znowu skierowała na niego (lidera) uradowane oczy.
- Ziołowa Łapo - kontynuował. - Twoją mentorkom zostanie Ciernista Łodyga.Niech nauczy się wszystkiego, co sama wie.
Kocur z dumą podszedł do burej. Migotkę wmurowało. To nie fair! Dlaczego akurat jej brat dostał ją na mentora?! Siłą powstrzymał a się od obraźliwego komentarza w stronę Nocnej Gwiazdy. On się w ogóle nie znał! Potem jednak przyszła kolej na nią.
- Ćmi Trzepocie, zostaniesz mentorem Migoczącej Łapy. Przekaż jej swoje umiejętności, jakie zdobyłaś jako uczeń.
Nowa uczennica dalej już nie słuchała, tylko zawiedzona spojrzała na siostrę Ciernistej Łodygi. Naprawdę kot, który ledwie sam zakończył szkolenie miał ją uczyć? To było co najmniej nie w porządku. Tyle czasu przygotowywała się na ten dzień... A teraz wszystko poszło tak, jak nie miało być. Niechętnie styknęła się nosami z pointką, lecz zakipiała jeszcze bardziej, gdy usłyszała, kogo jako mentora otrzymała Skrząca Łapa - samego Nocną Gwiazdę! Koty zaczęły skandynować imiona uczniów, lecz miała dziwne wrażenie, że jej wołają najmniej i z największym obrzydzeniem. Przez chwilę miała nadzieję, że to tylko zły sen, że zaraz obudzi się w żłobku przy Pręgowanym Piórku. Jednak to było jak najbardziej rzeczywiste. Po zakończonym zebraniu natychmiast pobiegła w stronę legowiska uczniów, mając nadzieję, że Ćmi Trzepot jej nie zauważy. Nie miała najmniejszej ochoty na rozmowy z nią. Usiadła przed legowiskiem, widząc nagle burą wojowniczkę rozmawiającą z Ziołową Łapą. Zasyczała cicho, tak, by jej nie usłyszeli. Wtedy ujrzała kotkę point idącą w jej stronę. No nie, tylko tego jej brakowało...
- Hej, Migocząca Łapo - miauknęła.
- Hej - odparła, starając się brzmieć odważnie i przyjaźnie.
- Cieszę się, że dostałam cię na ucznia - dodała. - Jutro zaczynamy nasz trening.
- Dobrze. - Pokiwała głową, starając się choć trochę cieszyć na tę myśl. W końcu tyle na to czekała. Ale dlaczego wszystko musiało pójść nie po jej myśli?
Mentorka uśmiechnęła się i odwróciła, opuszczając Migoczącą Łapę, która czuła się bardziej samotna niż kiedykolwiek. Nawet bardziej niż wtedy, kiedy... Rdzawy Ogon ją opuściła. Smętnie spojrzała na ciągle rozmawiających brata i przyjaciółkę.
 Później bicolor odszedł, a Ciernista Łodyga podeszła do przygnębionej kotki.
- Coś się stało? - spytała.
Migocząca Łapa odruchowo wtuliła się w jej sierść. 
- To nie tak miało być... - jęknęła. - Deszczowy Poranek to syn Nocnej Gwiazdy. Ty jesteś najlepszą wojowniczką pod słońcem, a Nocna Gwiazda... To Nocna Gwiazda, sam lider! A ja? Szkolić mnie będzie kot, który dopiero został wojownikiem - prychnęła z pogardą.
- Nie mów tak... Ćmi Trzepot to wspaniała kotka - miauknęła.
- Może z charakteru, ale czego może mnie nauczyć? Ziołowa Łapa jest szczęściarzem!

Ciernista? Nie ma to jak napisać ponad 1000 słów na tel :')

Od Toni

Sześć księżyców bez wypowiedzenia słowa do kogokolwiek dorosłego. To wcale nie było tak straszne, jak się wydaje. Uniknęła w ten sposób wielu głupot. Nigdy nie musiała się tłumaczyć, większość brała ją po prostu za niemą. A to z automatu zwalniało ją z wielu zajęć, których nie lubiła - jak na przykład rozmawiania z innymi kotami. Albo tłumaczenia, dlaczego wpatruje się w to piórko tak intensywnie. Takie życie to sielanka. Cieszyła się, że jako małe, niemyślące chuchro nigdy jej się nic nie wymsknęło. To potęgowało cały efekt. Dodatkowo miała bardzo fajne rodzeństwo, w  odróżnieniu do młodszych bachorów w kociarni, którym nie raz trzeba było przetrzepać futra, żeby nauczyły się, kto tu rządzi i kogo się mają słuchać. Ta dzisiejsza młodzież...
Obecnie ona, Łezka i Deszczyk czekali na ceremonię. Toń niekoniecznie chciała zostawać uczennicą - oznaczałoby to utratę kocięcych przywilejów, jak jedzenie ze stosu kiedy się chce, czy zawsze ciepłe i bezpieczne legowisko. A przy okazji jeszcze generowało to pewien problem. Albowiem skoro dostanie mentora, to ciężej będzie się do niego nie odezwać. No chyba, że załapie za pierwszym razem aluzję, że niebieska kotka nie gada i już. To było jak najbardziej możliwe, a nawet dla niej najlepsze. Nie miała pewności, do czego wykorzysta jeszcze swoje wieczne milczenie, ale z pewnością jej się ono kiedyś przyda.
Tej zimnej nocy Deszczyk i Łezka jeszcze spali. I dobrze. Lubiła ich, ale niekoniecznie byli jej do szczęścia potrzebni. Niebieskooka odsunęła się powoli od matki i spokojnym krokiem wyszła z kociarni. Wszyscy spali, a ona była ostrożna - było więc łatwo. Stanęła w miejscu, gdzie ścieżka była wydeptana, a śniegu nie było wcale. Rozejrzała się po zmorzonym snem obozie. Księżyc był już sporo dalej, niż w czasie swojego górowania. Często wychodziła po nocach, aby zwyczajnie posiedzieć sobie w ciszy, o którą w kociarni było ciężko. Lubiła takie wyjścia. Rzadko kiedy jej ktokolwiek przeszkadzał, większość kotów już zauważyła, że to ta, co nie mówi. Dlatego też kompletnie nie spodziewała się, że ktokolwiek mógłby się tu pojawić.
<zapraszam kogokolwiek wink wonk>

22 czerwca 2018

Od Czereśni C.D Lavika

Czereśnia słysząc słowa swojego przyjaciela uroczo zmarszczyła nosek, Lavik ją coraz bardziej zadziwiał i to w dobrym tego znaczeniu. A w końcu mówili jej, że kot nie może zmienić swoich pręg, co według Czereśni wychodziły na to, że kolejny raz Klan Lisa nie wie co mówi. Odsunęła się od kocura, uśmiechając się przy tym i liznęła go w nos.
— No tak, ale nie spodziewałam się tego, że jednak będziesz chciał iść, ale dobrze chodźmy! Mówię ci na pewno ich polubisz, szczególnie moją siostrę, jest czadowa! — stwierdziła czarno-biała kotka i ruszyła do domu, co chwilę zerkając czy Lavik idzie z nią. Nie przyznała się mu do tego, ale wiedziała, że będzie on musiał poczekać poza stodołą, w końcu jakby Sarna go zauważyła na pewno, by nie przyjęła go miło z takim wyglądem ala strawa dla wron. Gdy doszli do drogi grzmotu zatrzymała się i pociągnęła lekko Lavika za ogon, widząc, że prawie na nią wszedł.
— Uważaj Laviku, tu są potwory dwunożnych, jak takiego spotkasz w łeb w łeb to nic z ciebie nie zostanie — stwierdziła kotka z delikatną troską. — Więc jak ruszę szybko biegnij ze mną, w porządku?
— Ta-tak, ru-ruszajmy...— oznajmił Lavik, kiwając łebkiem i starając nie pokazać, że się boi. A gdy Czereśnia ruszyła przez jezdnię pobiegł za nią, a już po drugiej stronie czuł jak bije mu głośno serce. Cieszył się, że udało im się przebiec, chociaż lud na drodze wcale w tym nie pomagał. Cicho westchnął i spojrzał na swoją towarzyszkę, której futro przez bieg się poczochrało, ale dalej było ładne.
— Ws-wszystko w po-porządku Cz-Czereśnio?
— Tak, jest dobrze — Czarno-biała kiwnęła łebkiem. — Chodźmy już nie daleko — dodała i ruszyła w dalszą drogę. Zatrzymała się dopiero w lesie. — Poczekaj tu Laviku, zaraz wrócę z resztą — oznajmiła i pobiegła w kierunku stodoły. Gdy już tam była szybko zgarnęła Płomykówkę, ale niestety zauważyła je Srebro, która już od dłuższego czasu zostawiała się czemu jej młodsza córka chodzi z uśmiechem na pyszczku i tak często już nie wspomina Srebrnego. Dlatego nie słuchając swoich córek poszła z nimi, co Czereśnia nie była zbytnio z tego zadowolona. Gdy wróciły do Lavika podeszła do niego blisko. — Nie bój się — szepnęła mu do ucha i lekko się odsunęła. — Więc to moja siostra Płomykówka — wskazała na jedną z kotek. — A to moja mama Srebro...

<Lavik>

Od Pstrokatego Serca CD Łezki

Pstrokatemu Sercu, wydrze bez mózgu czy jakichkolwiek manier, Królowi Eksplozji i Morderstwa, serce zmiękło na widok tej kruszynki roniącej słone łzy, przez to co on powiedział. Przecież jeśli to córka Imbirowego Pazura, musi również mieć Ojca. A jeżeli wytarmosiła mu ogon, to znaczy, że musi ich coś łączyć! Nie pozbawiłaby cnoty jakiegoś nieznajomego kocura. A skoro nie ma ojca, to znaczy, że on jest jej ojcem! A teraz jego córka płacze!
- Już już, słonko - powiedział najłagodniej jak potrafił. - Wszystko w porządku. To że musisz uważać na swoje pazurki jest zupełnie normalne. Wiele kotów w klanie ma jeszcze ostrzejsze i jeszcze bardziej niebezpieczne pazury, oraz robiły o wiele gorsze rzeczy. Jedynie daję ci ostrzeżenie, abyś potrafiła dobrze ich używać w przyszłości.
Kotka podniosła główkę i uśmiechnęła się lekko.
- Widzisz? Nic się nie stało - mruknął, po czym przygarnął ją do siebie ogonem.
Imbirowy Pazur długo powstrzymywała śmiech, teraz jednak już nie wytrzymała - Pstrokate Serce natychmiast spiorunował ją spojrzeniem pomarańczowych ślepi.
- Co jest takie śmieszne?
- Tyle się wszyscy zastanawiali kto jest ojcem, a w końcu okazało się że to ty! Ciekawe jak namówiłeś na to Żurawinowy Krzew!
- Co za głupoty pleciesz? To nasze dziecko!
- Pff, tak! Kiedy mi to zrobiłeś!
- Er, cóż... - Pstrokate Serce wyglądał na zakłopotanego. - Nic nie pamiętam, więc to chyba... ty...
Imbirowy Pazur jednak nie słyszała ostatniego zdania, gdyż leżała na ziemi dusząc się ze śmiechu.
- Chodź skarbie - powiedział do Łezki. - Imbirowy Pazur musi mieć chwilę dla siebie.
<Łezka? Imbir?>

Od Nocnej Gwiazdy

Nocna Gwiazda właśnie wyszedł ze żłobka. Od jakiegoś czasu przychodził tu codziennie, żeby sprawdzić jak miewa się Złota Melodia. Kiedy tylko wyszedł, pysk uderzyło go wszechogarniające zimno, tak bardzo kontrastujące z temperaturą panującą w kociarni. Obóz został zasypany przez biały puch, co wiązało się z brakiem zwierzyny, a potwierdzała to marna górka zwierzyny, jeszcze niedawno dwa razy większa. Mimo tego, patrząc na porę roku wojownicy i ich uczniowie doskonale wypełniali swoje obowiązki.
Właśnie! Uczniowie!
- Niech wszystkie koty Klanu Burzy zbiorą się na polanie! - zawołał, po czym zaczekał, aż wszyscy zajmą swoje miejsce. - Zebraliśmy się tutaj, aby uczcić wstąpienie tych trzech kociąt w grono uczniów - wskazał ogonem czwórkę rodzeństwa. - Świetlna Łapo! Twoim mentorem zostanie Deszczowy Poranek! Mam nadzieję, że przekaże ci wiedzę, jaką otrzymał w młodości - Kotka podeszła do kocura i zetknęła się z nim nosem. - Ziołowa Łapo! Twoją mentorką zostanie Ciernista Łodyga. Niech nauczy cię wszystkiego, co sama wie. - Tak jak wcześniej, koty zetknęły się nosami. - Ćmi Trzepocie, zostaniesz mentorem Migoczącej Łapy. Przekaż jej swoje umiejętności, które nabyłaś jako uczeń. Natomiast, Skrząca Łapo - kocur zmierzył kotkę spojrzeniem zielonych oczu. - Twoim mentorem zostanę ja. Obiecuję wyszkolić cię na wspaniałego wojownika - powiedział, po czym przybliżył pysk, aby świeżo upieczona terminatorka mogła go dotknąć.
Miał nadzieję, że ta nie umrze tak szybko.
<Uczniowie? Mentorzy? Ktokolwiek?>

Od Szron

Zima zawitała do Klanu Nocy, a wraz z nią narodziły się dwie małe słodkie kulki, kocurek Dzik oraz jego siostrzyczka Szron. Malutka kotka uwielbiała wtulać się w swoją mamę. Po paru dnia gdy po raz pierwszy otworzyła oczka i zobaczyła inne koty otaczające ją, wręcz pisnęła przerażona chowając się w futerku mamy.
~*~
Gdy wybił pierwszy księżyc kociaków, Szron myślała, że będzie miała już spokój od odwiedzin, ale że była z swoim bratem najmłodsza inne koty dalej przychodziły. Co też dalej wzbudzało strach w młodej szylkretce, ale próbowała nad tym panować i w porównaniu do swojego pierwszego zachowania tym razem była spokojna i uważnie obserwowała każdego zapamiętując jak się oni zachowują i czy kiedyś będzie mogła się odezwać nie narażając się na niebezpieczeństwo z ich strony. A gdy goście poszli i Zawilec na chwilę też, by pożegnać gości i pójść się przejść, by złapać trochę oddechu, Szron zamknęła swoje oczka i już powoli wpadała do krainy snów, ale coś, a raczej ktoś jej w tym przeszkodził. Była to dość ładna vanka, chociaż wyglądała na trochę młodszą niż Zawilec, jak to Szron zauważyła. 
— Hej! Wy jesteście tymi nowymi kociakami? A jak się nazywacie bo ja jestem Łezka i mieszkam tu jeszcze chwilę dopóki nie zostanę uczennicą medyka — przedstawiła się z uśmiechem, a Szron pewnie jakby wiedziała co to jest klan gwiazd, by go błagała, by mama wreszcie wróciła i mogła się schować nie odpowiadając kotce.
— Je-jestem Sl-Slon...— oznajmiła cicho młodsza z kotek i przybliżyła się do swojego braciszka, który również obserwował nową przybyłą.
— Ale ty dziwnie mówisz — stwierdziła Łezka i spojrzała na drugiego kociaka. — A ty to kto?
— Nazywam się Dzik — oznajmił i wstał lekko się chwiejąc, by po chwili położyć się przed Szron i lekko ją zasłonić przed nową przybyłą, widząc w jakim jest stanie. — Po co tu przyslas?

<Łezko?>

Od Małego Synka CD. Rudzika

Mały westchnął ciężko i spojrzał na mniejszego kocura wtulającego się w jego długie futro. Od teraz Rudzik jest medykiem i jego mentorem. Kocur zamknął oczy, przypominając sobie pysk i niekiedy surowe spojrzenie dawnej mentorki. 
- Obyś miał rację, Rudziku... - mruknął cicho i spojrzał na kocura. Obyś miał rację...

***

Mały wstał, przeciągną się i ziewnął. Następnie spojrzał na legowiska nowego mentora, jednak jego już tam nie było. Mały zdrętwiał, przypominając sobie o tym, że mieli dzisiaj zacząć trening wcześniej. Kocur pędem wybiegł ze stodoły i pobiegł na miejsce spotkanie.
- Spóźniłeś się, Mały... - miauknął Rudzik, udając poważnego.
- Wiem, wiem, przepraszam... - mruknął terminator, po czym spojrzał w zielone oczy medyka. - To... co dzisiaj będziemy robić?
- Dzisiaj będziemy polować. - powiedział, obracając się w stronę polanki.
- W takim śniegu? - zaczął marudzić Mały. Tego dnia naprawdę nie miał ochoty na nic innego oprócz łażenia po drzewach i spania.
- Tak. - starszy kocur stanął i poniuchał w powietrzu.
- Nie możemy dzisiaj sobie odpuścić? - Synek próbował naciągnąć Rudzika na lżejszy trening, jednak znając go wiedział, że są na to marne szanse. Rudo-biały odwrócił głowę i posłał mu pytające spojrzenie.
- Nie chce mi się dzisiaj trenować... - wytłumaczył Rudzikowi, podchodząc szybkim krokiem do przyjaciela.
- Będziemy trenować choćby nie wiem co. - powiedział, udając powagę. Większy zrobił obrażoną minę, poniósł ogon i głowę.
- A nie! Nie będzie dzisiaj treningu. Aż sobie łapką tupnę. O! - i zrobił jak powiedział. Chwilę tak stali, gapiąc się na siebie, po czym razem wybuchnęli śmiechem.
- Dobra, koniec tej zabawy. - powiedział Rudzik, biorą głęboki wdech.

<Rudziku? Trenujemy czy nie? Może nie o to ci chodziło, ale chciałam trochę popisać o treningach c: >

Od Burzowej Łapy C.D Ciernistej Łodygi

Kocur rozejrzał się po czym chwile myślał.
- Tak mam coś.. Jest to pokrzywa, chodź za mną. – powiedział po czym zaczął szukać pokrzywy w legowisku medyka. – Zawsze słyszałem, że dodaje energii, która będzie Ci potrzebna. – Kocurek wziął kawałek pokrzywy w pyszczek i położył obok Ciernistej Łodygi. – Może być niesmaczna ale jest bardzo dobra na energie. – Powiedział po czym patrzył jak kotka je zioło. Ciernista Łodyga nie wykazywała żadnego niesmaku chociaż zioło nie było zbyt smakowite.
- Dziękuję Burzowa Łapo, jak tam u ciebie? – Zapytała miło kotka.
- U mnie..? Tak jak zawsze, szukam ziół, pomagam innym i się uczę. A jak tam u Pani wojowniczki? – Mówił lekko zamyślony spoglądając na zioła.
- Dobrze. – Powiedziała kotka po czym do niego podeszła. – Czego szukasz? – Spytała się.
- Niczego.. Po prostu sprawdzam czy wszystko jest na miejscu. Wiesz, tak na gdyby co. Kto wie może nagle się coś przyda. – Odpowiedział spoglądając na przyjaciółkę.
- Rozumiem, jesteś może głodny? Jadłeś coś dzisiaj? – Zapytała miło. Kocurek nie wyglądał dziś za bardzo na energicznego.
- Nie, nie jadłem dziś jeszcze nic. Wezmę sobie jakąś małą myszkę. Ale zrobię to później.. Dziękuje za opiekę. – Odpowiedział kocur. Ostatnio Burzowa Łapa wydoroślał, stał się bardziej dojrzały lecz nadal lubi się pobawić i pośmiać. – Co masz zamiar teraz robić? – Zapytał się kocur
< Ciernista Łodygo? >

Od Małego Synka CD. Srebrnego Poroża

Mały nie spodziewał się takiego obrotu akcji. Miał nadzieję, że uda mu się porozmawiać z bratem, ale po tym, co powiedział Srebrny, zdał sobie sprawę, że naprawdę tak było. Nikt nim się nigdy nie przejmował. Ojciec był zapatrzony w Małego, a matka w Miętus. Nawet jego własne rodzeństwo się nim nie przejmowało. Więc dlaczego Mały przyszedł tutaj razem z Rudzikiem? Bo chciał naprawić relacje z bratem, chciał, by wrócił do klanu Lisa. Jednak widząc go teraz, wraz z przyjaciółmi z klanu Nocy, widząc jego przywiązanie do nich... Mały postanowił odpuścił. Jego brat jest tutaj szczęśliwy i tak powinno być już w klanie Lisa. Mały wziął głęboki wdech i zaczął mówić.
- Srebrny, m-masz rację... klan Lisa nigdy nie dał ci miłości, na którą zasługiwałeś. - miauknął, po czym spojrzał na wojowników zwanych Rozżarzonym Popiołem i Żwirką, po czym westchnął. - Ja... przepraszam, że was zaatakowałem i dz-dziękuję, że zaopiekowaliście się Srebrnym. - następnie zwrócił wzrok ku bratu. - Srebrny, wiem, że nie chcesz mnie widzieć po tym wszystkim, ale wysłuchaj mnie przynajmniej... później odejdziemy i już więcej nas nie zobaczycie na terenach klanu Nocy.
- Jeśli nie ma innego sposobu, byś stąd poszedł, to mów. - mruknął srebrny kocur. Mały spojrzał w złote oczy Srebrnego, jednak szybko odwrócił wzrok, nie chcąc czasem sprowokować brata.
- Srebrny, ja wiem, że w klanie Lisa brakowało ci miłości i towarzystwa, ale uświadomiłem to sobie dopiero, gdy podrosłem...
- A Sarna i Jaś? - prychnął kocur. - Nie byli kociakami, żeby tego nie zauważyć, a jednak nadal zwracali uwagę tylko na ciebie i Miętus. Na pewno nadal tak jest...
- Miętus nie żyje. - powiedział chłodnym tonem Mały. Przed jego oczami ukazał się obraz dwóch kotek leżących na piasku z zakrwawionymi ciałami. To wspomnienie wyryło mu się w pamięci i najpewniej już na zawsze tam zostanie. Potrząsnął delikatnie głową, jakby próbując się pozbyć z niej tego obrazu - Wracając do tego, o czym mówiłem wcześniej. Jako kociak niezbyt się tobą interesowałem i nie potrafiłem zrozumieć, czemu wtedy uciekłeś. Jednak teraz już to wiem. Srebrny, ja przepraszam, że nie mogłeś w dzieciństwie na mnie liczyć. Przyszedłem tu, aby jeśli okażesz się żywy, naprawić nasze relacje. Chciałem, żebyśmy byli jak prawdziwi bracia... spodziewałem się, że nie żyjesz, albo zostałeś samotnikiem. Nie miałem pojęcia, że znalazłeś nową rodzinę... z resztą pewnie lepszą niż Srana, Jaś, Miętus i ja... Z rodzeństwa zostałeś mi już tylko ty, ale jeśli wolisz tu zostać, to zostań... - Synek podniósł łeb i spojrzał na Srebrnego. Kocur odwrócił głowę i zamknął na chwilę oczy. Mały już znał odpowiedź, jedynie czekał na ostateczne potwierdzenie.
- Mały Synku, na nic mi twoje przeprosiny, jak już mówiłem, klan Nocy dał mi to, czego klan Lisa najwidoczniej nie potrafił dać. Co do twoich chęci na naprawienie, albo raczej stworzenie relacji ze mną... naprawdę myślisz, że to wszystko da się ot tak zrobić? Potrzeba wielu księżyców zanim zaczniemy sobie chociażby ufać...
- A więc żegnaj, Srebrny... Srebrne Poroże. - poprawił się Mały, po czym odwrócił się i podszedł do Rudzika. Na pożegnanie po raz ostatni spojrzał na srebrno-białego kocura i powiedział cicho: "Może jeszcze się kiedyś spotkamy..."

<Rudzik? Srebrny? Ychhh... miałam pomysł na coś lepszego, ale nie wyszło :/ >

Od Małego Synka cd. Ostu

Mały westchnął i spojrzał na w sumie już nie taką małą, czarno-białą kulkę długiego futra.
- To, że jesteś trochę za młody na to, żeby samemu wychodzić do lasu... - miauknął, przypominając sobie o Srebrnym, który poszedł tam i już nie wrócił. - A poza tym, gdybyś się zgubił, mama... znaczy Sarna by się na mnie wściekła, wiedząc, że cię nie powstrzymałem.
- Ale to nie twoja sprawa, gdzie JA idę! Zejdź mi z drogi, głupia kupo futra! - powiedział kociak, podnosząc wysoko głowę i ogon. Terminator pokręcił głową. To nie będzie takie proste, jak się spodziewałem. Kocur zagrodził czarno-białemu, przewidując, że młody zaraz się będzie chciał ulotnić.
- Wiesz, poczekaj jeszcze księżyc czy dwa, a będziesz mógł wychodzić do lasu z mentorem i po sprawie. Więc jak na razie zostać w stodole i pobaw się z kimś tam.
- Pfff... - miauknął i po paru uderzeniach serca próbował czmychnąć obok ucznia, jednak Mały skutecznie mu to uniemożliwił.
- Posłuchaj, możemy tak w nieskończoność, więc grzecznie proszę, idź do stodoły. - mruknął starszy kocur. Kociak zmarszczył nos i tupnął łapką, ale zawrócił, mrucząc coś pod nosem. Mały Synek był pewien, że owe mruczenie było czymś w rodzaju obiecaniem sobie zemsty na biało-srebrnym.

***

Mały podszedł do buro-białego kocura, cudem przypominając sobie o spotkaniu jakiś czas temu.
- No i widzisz, poczekałeś i żadne z nas nie ma kłopotów. - miauknął kocur, uśmiechając się lekko.
- Co. - młodszy wlepił w niego swoje ciemnoniebieskie ślepia z zaskoczeniem.

<Oset? Sorry, że tak długi i taki głupi gniot :/ >

Od Jasnego Kła C.D Srebrnego Poroża

Wreszcie udało mu się zrzucić ten wredny liść. Rozejrzał się. Uff... Kaczka wciąż tam była. Wiedział, że naraża się przez swój głupi pomysł. Kaczka była spora, na pewno uciekła od dwunożnych, bo była dość tłusta. Przyczaił się i przystąpił do ataku. Naskoczył na jej tłusty grzbiet i zacisnął na nim kły. Kaczka zaczęła głośno kwakać i machać skrzydłami uderzając go w głowę. Jasny Kieł aby nie spaść zaczepił się o nią pazurami. W końcu ptaszor zrzucił go , lecz przypadkowo przekechał dość mocno po jego skrzydle, więc nie poleci. Kocur ponownie rzucił się na zwierze atakując jego płetwiaste łapy. Musiał pozbyć się tej kaczki, zanim wypłoszy z lasu nawet muchy! Wielkie skrzydło rzuciło go prosto w pień drzewa. Z obtarciem na głowie były piecuch podniósł się i jeszcze raz zaatakował kaczora. Oj nie tym razem nie chciał być zrzucony. Mocno zacisnął zęby na karku, zebrał siły i  wygiął. Rozległ się trzask a ptak padł trupem. Jasny, mocno poobijany i trochę krwawiący z głowy spojrzał na Srebrne Poroże.
- A ty co masz kolego? - wydyszał płowy. Van pokazał dorodnego głuptaka
- Osz ty przebiłeś mnie.- zaśmiał się.
-A więc konkurs wygrywam ja. - Srebrny wyprostował się.
~~~~~~~~~~~
Pora Opadających Liści już odeszła, a zastąpiła ją jej bratanica, Pora Nagich Drzew. Niezwykle surowa pora niosąca ze sobą piękny krajobraz, ale również choroby i brak zwierzyny.
Jasny Kieł właśnie poszukiwał piszczek, by wykarmić Klan Nocy. Jakiś czas temu do starszyzny odeszła Pierzasta Gwiazda. Kocica, która dała mu szanse zmiany krwi pieszczocha, na dzikiego wojownika. Dobrze, że chociaż widziała, że wybrała dobrze.
W kąciku oka płowy dostrzegł  sikorkę o żółtym brzuszku. Szukała w śniegu jedzonka. Przycupnął so ziemi i zaczął się skradać do ptaka. Gdy nadszedł odpowiedni moment pozbawił ją życia. Chwycił ją w pyszczek i ruszył do klanu. Trochę dalej dostrzegł patrol z Dębowym Futrem. Kocurem który najbardziej mu dogryzał. Lecz nasz kocur jednym uchem wpuszczał jego obelgi, a drugim wpuszczał.
Gdy dotarł do obozu spostrzegł Srebrne Poroże czyszczącego swoje futro. Potruchtał do niego i z uśmiechem położył przed nim sikorę.
< Srebrny Rogatku?Naprawdę przepraszam że tak dłuuuuuugo, ale miałam bezwenie :,,,,,,,,(>

21 czerwca 2018

Od Lavika C.D Czereśni

Zamarł. Zamarł, a zimno oplotło go z taką gwałtownością, jak jeszcze nigdy wcześniej. Od czubka uszu, aż po koniuszki pazurów przeszedł przezeń mroźny powiew. On? Spotkać się z rodziną Czereśni? O nie, nie, nie! To nie możliwe! Wykluczone!
Co by pomyślały dzikie koty widząc takie chucherko, jak on? Na pewno miałyby z niego nie lada polewkę. Och, tak. Zresztą, ile by ich było? Trójka? Czwórka? Buras uświadomił sobie, że od czasów swojego zamieszkania u dwunogów nie rozmawiał więcej, niż z jednym kotem na raz. Będzie musiał podzielić swoją uwagę! A co, jak nie da rady i kogoś zaniedba? O nie, o nie! On się po prostu nie nadaje do poznawania innych. Nie i tyle. Veto.
Czereśnia spojrzała nań wyczekująco. Kocur zatrząsł się gwałtownie i pisnął donośnie, zupełnie tak, jakby ktoś rzucił weń kamieniem. Kociczka przysunęła się doń, przestraszona.
— Laviku? Co ci jest? — powiedziała, czule liżąc kocura za uszkiem. Lavik ponownie pisnął, cofając się o kilka kroków.
— Prze-przepraszam, przep-raszam! — wydukał, aby następnie szybko wycofać się i zniknąć za oknem. Uszka koreczki opadły, widząc oddalającego się przyjaciela. Znowu to samo.

~*~

Czuł, że nie powinien był tego robić. Czuł to bardziej, niż zwykle. Czereśnia liczyła na niego, a on nawalił. Sprawił jej przykrość. Uciekł. Znowu uciekł. Nie mógł tego tak zostawić. A co, jeśli już nie wróci? Jeśli ma go dość? Skoro czarno-biała kotka chce, aby poznał jej rodzinę, zrobi to. Chyba. Nie, zrobi to. Chy... Ughhh. Zrobi to!
Szybko wyskoczył przez okno, nim zdążył się rozmyślić. Ślady Czereśni nadal znajdowały się na śniegu. Upewnił go w tym także zapach kotki. Szybko ruszył za nią, mając nadzieję, że jeszcze ją złapie. Idąc dalej miał jednak wrażenie, że już nigdy nie znajdzie koteczki. Znowu coś zepsuł. To wszystko jego wina. Jego i tylko jego. I po co lezie dalej? Czereśnia nie zasługuje na takiego przyjaciela. Powinna mieć kogoś lepszego. Kogoś, kto będzie ją wspierał, a nie tylko trząsł się i uciekał. Kogoś sto, nie, tysiąc razy lepszego, niż Lavik. Miał już wracać, gdy zobaczył czarną plamę, sunącą z wolna po śniegu. To fakt, zapach był coraz ostrzejszy, chociaż on nie zwrócił wcześniej na to uwagi, zbyt zanurzony w swej niedoli. Teraz jednak uszka Lavika podniosły się nagle, a on sam zdobył się na zawołanie, chociaż bardzo niesforne i dość stłumione.
— Cz-Czereśnio!
Ku jego zdumieniu, koteczka obróciła głowę, a widząc trzęsącego się z zimna burasa, jej oczy otworzyły się szeroko w niedowierzeniu. Szedł za nią? On? Ta urocza pipka, bojąca się powiewu wiatru?
Przez moment nie do końca wiedziała, co zrobić. Wydawała się zszokowana. Zaraz jednak nieśmiało ruszyła w kierunku kocura.
— Co ty wyprawiasz? — burknęła — zmarzniesz.
Lavik spojrzał na ziemię, nie do końca wiedząc, co chce powiedzieć.
— N-Nie chciałem spr-sprawić ci przy-przykrości — powiedział cicho, nie unosząc wzroku. — J-ja po prostu... Ja nie je-jestem za do-dobry w p-p-poznawaniu k-kotów. N-na p-pewno t-woi bliscy n-nie byliby szcz-szczęśliwi w-widząc mnie.
Czereśnia westchnęła cicho, po czym zbliżyła się do Lavika. Z wolna wtuliła się w mokre, półdługie futro.
— Mysi móżdżek z ciebie — mruknęła — jesteś swietny. Musisz tylko uwierzyć w siebie i przestać się bać. Zresztą, skoro ja cię lubię, to ich zdanie się nie liczy.
Kocur wzdrygnął się lekko, aby następnie oprzeć głowę o kufer przyjaciółki. Możliwe, że bardzo, ale to bardzo powoli zaczynał rozumieć, że ta go akceptuje, pomimo jego pierdołowatości. Wypuścił powietrze, a z jego pyszczka wydobyła się ciepła para. Czereśnia zachichotała cichutko, czując jak owa łaskocze jej futerko. Cień uśmiechu przebiegł również po pyszczku pręgusa. Czuł miłe ciepło.
— T-to chodźmy — wydukał.
Czereśnia uniosła głowę.
— Co? Gdzie? — zapytała zdziwiona.
— D-do twojej r-rodziny. Ch-chciałaś, a-abym ich po-poznał, p-prawda?

<Czerefele?>

Od Popiołu C.D Nocy

Wąsik, Noc, Tata i ja szliśmy w kierunku żłobka. W środku czekała na nas uśmiechnięta Różane Pole oraz Jaskółczy Śpiew. Podeszliśmy wszyscy do tej pierwszej.
- Co was do mnie sprowadza - odpowiedziała nasz starsza siostra, której brzuch z dnia na dzień stawał się coraz większy. Wydawałoby się, że ma urodzić lada dzień, bo wizyty medyczki stawały się coraz częstsze.
- Bardzo się cieszymy, że spodziewasz się kociąt i przyszliśmy Ci ich pogratulować - powiedział oficjalnie Wąsik.
- Proszę to dla ciebie - powiedziała młoda szylkretka i podsunęła pod łapy ciężarnej kilka kolorowych piórek, która bardzo się ucieszyła z tego prezentu - możesz to dać do zabawy swoim dzieciom - dodała.
- Niech Klan Gwiazdy czuwa nad tobą i twoim potomstwem - odparł na koniec lider.
- Dziękuje wam - jeszcze nie widziałam, żeby Różane Pole była tak szczęśliwa - nie spodziewałam się, że do mnie przyjdziecie.
Panowała fantastyczna atmosfera, wesoło rozmawialiśmy. Wszyscy nie mogli się doczekać bliskich narodzin kociaków. Niestety mój braciszek nie mógł się powstrzymać i doszło do nieuniknionego.
- Czym jest Klan Gwiazdy? - spytał. Nasi rodzice już przygotowywali się do odpowiedzi, ale przerwała im Różane Pole.
- Tam idą wszyscy zmarli wojownicy i medycy, którzy żyli według naszego kodeksu. Koty przebywające tam czuwają nad nami. Czasami nawet zsyłają medykom przepowiednie, które często mogą uchronić klan, od jakiegoś nieszczęścia. Klan Gwiazdy obdarowuje lidera dziewięcioma życiami.
- Tata ma dziewięć żyć - powiedział zachwycony kocurek, a reszta rodziny zaczęła się śmiać.
Po wizycie u siostry podeszliśmy do mamy i położyliśmy się obok niej. Noc i Wąsik zaczęli bawić się kupką mchu, zachęcali mnie do dołączenia się do zabawy, lecz ja ciągle miałam w głowie słowa Srebrnego Deszczu, w końcu spytałam starszej szylkretki.
- Mamo, a kiedy my zostaniemy wojownikami.
- Wiesz Popiół, najpierw musisz stać się uczniem i przejść trening ze swoim mentorem, nauczysz się wtedy polować, poznasz nasze granice i kodeks wojownika.
- A myślisz, że jakiego dostanę mentora.
- Nie myślę o tym, ale wiem, że jak będziesz zadawać tyle pytań, to przejmiesz broszkę swojego braciszka.
- Jakie pytania? - spytał kocurek, który usłyszał jedynie część wypowiedzi mamy.
- Jednak nie - powiedziała rozbawiona Jaskółczy Śpiew - nie przebijesz go.
Zbliżała się noc, w końcu dołączyłam się do rodzeństwa. Biegaliśmy po całym żłobku, popychając mech przed siebie. Czasami kulka leciała ponad naszymi głowami, wtedy głównie ja albo Noc właziliśmy na Wąsika i skakaliśmy na nią. Gdy Różane Pole już spała my nadal biegaliśmy, o dziwo nieznudzeni zabawą. Po pewnym czasie przyszedł Borsucza Gwiazda i liznął każde z nas na dobranoc, przez co byliśmy zmuszeni iść spać. Wkrótce zasnęłam. Obudziły mnie pierwsze promienie słońca, które przebijały się przez liście wiekowego buku. Cała moja rodzinka jeszcze spała, ale w obozie niektóre koty zaczęły już wstawać.
< Noc? >

Gardenia! (Samotnik)

Gardenia|Samotnik

Od Nocy C.D Popiół

Westchnęłam z ulgą równocześnie z bratem i podparłam siostrę, która już pewnie stanęła na łapach. Spojrzałam na kocura o którego uderzyła się moja siostra. Był o wiele wyższy od nas co w sumie nie powinno dziwić skoro jest już dorosłym wojownikiem, miał futro podobne do mojej siostry, ale z trochę innym odcieniem takim bardziej... srebrzystym? Wiadomo już skąd ma imię.
- Jesteś wojownikiem? - natychmiast kiedy upewnił się jeszcze raz, że Popiół nie poniosła żadnych ran cielesnych zadał pytanie zgadnijcie kto? Mój brat oczywiście. Cicho westchnęłam po czym szybko odpowiedziała:
- Pomyśl kupko futra. Jest dwa razy większy od nas, nie pachnie ziołami, ma dość spore mięśnie i - popatrzyłam na brata. To naprawdę niesamowite jak szybko zadaje pytania nawet się nad nimi nie namyślając. Jednak tym razem chyba się trochę namyślił, bo na chwilę ucichł dając okazję do wypowiedzi komu innemu.
- To znaczy, że jak urośniemy to będziesz nas pan uczył jak polować! - z zapałem powiedziała siostra, która szybko zapomniała o zderzeniu.
- Nie wiadomo czy ja będę. W klanie jest mnóstwo innych wojowników, którzy też mogą być waszymi mentorami - z uśmiechem odpowiedział.
- Jacy są jeszcze wojownicy w klanie? - uciął wypowiedź wojownika Wąsik.
- Może kiedyś wam ich przedstawię jeśli wasza mama się zgodzi. Co wy na to?
- Taak - z entuzjazmem odpowiedziało moje rodzeństwo, tylko ja ze zdziwieniem się zapytałam.
- A czemu nie teraz?
- Niestety muszę już iść trenować swojego ucznia, ale na pewno się jeszcze spotkamy - odpowiedział już w biegu srebrzysty cętkowany kocur.
Chwilę patrzyliśmy jak Srebrny się oddala. Po krótkiej rozmowie postanowiliśmy wrócić do żłobka by zaopiekować się naszą starszą siostrą i wysuszyć nasze przemoczone futerko. Udało mi się wyrwać na przód przed nadopiekuńczego braciszka. Moją uwagę zwróciło miejsce na zwierzynę i wyróżniający się na nim kolorowy ptaszek. Po namyśle wyrwałam mu kilka kolorowych piórek z ptaszka na prezent dla Różanego Pola. W końcu posiadanie kociaków to wyjątkowe zdarzenie i trzeba jej jakoś wynagrodzić, że musi ciągle tak siedzieć w tym żłobku. Ja bym chyba nie wytrzymała! Wąsik i Popiół podchwytując pomysł unieśli razem jakąś piszczkę. Wtem podszedł do nas tata. Wszyscy jak na komendę podbiegliśmy do niego i zaczęliśmy gadać co było trudne z zaciśniętymi pyszczkami.
- Bęzemy cocami, a ja wujtem. Bedą kocaki. Mamy plezent tla sostly (tłumaczenie: Będziemy ciociami, a ja wujkiem. Będą kociaki. Mamy prezent dla siostry)
Pysk taty powoli zmieniał wyraz pyszczku, aż w końcu kiedy udało mu się coś zrozumieć z naszego dukania uśmiechnął się i odpowiedział:
- To co idziemy pogratulować waszej siostrze – zachęcająco kiwając głową – W końcu udało mi się wyrwać od obowiązków – dodał i spróbował odebrać mi piórka na co ja kategorycznie odmówiłam odsuwając jego pyszczek łapką, a on w odpowiedzi się zaśmiał. Nie wiem czemu. To przecież normalne, że chcę sama dać prezent siostrze. Razem więc ruszyliśmy z całą delegacją do Różanego Pola złożyć gratulację i wręczyć prezenty.

<Popiół?>

Poznaj lepiej naszą historię

CZWÓRKA WYBRANYCH